Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

słyszeć i słuchać

słyszeć i słuchać

Jak trening? - Błażej.
Weź nie pytaj. Rzeźbiłam te odcinki jakbym biegała dużo szybciej. Ogólnie masakra jakaś - Ja.
To po co trzymałaś te prędkości na siłę, jak za zewnątrz 30 stopni? - Błażej.

Tak à propos aktualnych warunków pogodowych przypomniało mi się, jaką „nieopierzoną biegaczką“ byłam jeszcze kilka lat temu. Konkretnie mam na myśli słuchanie własnego organizmu i dostosowywanie treningu do warunków pogodowych. Lub raczej tego słuchania brak.

Choć wiem, że na przestrzeni ostatnich lat zrobiłam duży postęp w kategorii „Czucie Swojego Organizmu“, to nadal do tytułu mistrza (lub mistrzyni) tej dziedziny wiele mi brakuje.

Ale nie jest tak do końca źle. Ostatnio coraz częściej pilnuję, żeby jedne komunikaty brać pod uwagę, a inne z kolei zlekceważyć. To niesamowite, jak przeróżne sygnały wysyła nam nasz organizm, choć nie ukrywam, że ja potrzebowałam trochę czasu, żeby dobrze je usłyszeć i zrozumieć. Poniżej niektóre z takich sytuacji, które biorę pod uwagę.

Kartka wszystko przyjmie. Dziś już to wiem, ale jeszcze kilka lat temu ambicja po prostu nie pozwalała mi czegoś nie zrealizować lub pobiec wolniej. To było nie do pomyślenia! C’mon girl, trenuj ciężko, wygrywaj łatwo - tak zdaje się myślałam...
Dziś wiem, że plan to tylko plan, a ja jestem tylko (i aż) człowiekiem. Oczywiście, że dążę do tego, aby jak najlepiej zrealizować dany trening, ale właśnie to określenie „jak najlepiej“ - czasem w moim przypadku znaczy teraz mniej lub wolniej. Bywa, że mam takie dni, gdzie grafik jest mocno napięty. Wtedy właśnie trening dostosowuję do danego dnia, a nie dzień do treningu. I takie codzienne zmęczenie bierzemy z trenerem pod uwagę. Albo trening przekładamy, albo biegam mniej lub wolniej.
I niby już o tym wiem, a jednak nadal czasem „łapię“ się na tym, że muszę zrobić wszystko od A do Z. Uff, dobrze, że mam trenera. :)

Pogoda. Sporty wytrzymałościowe plus upały nie należą do prostych obliczeń. Nie bez powodu największe maratony rozgrywane są wczesną wiosną, jesienią, czy zimą (na przykład w Japonii), kiedy zawodnicy z elity, chcąc uzyskać dobry rezultat, ścigają się w optymalnych warunkach pogodowych.
No ale na treningu też nam może przygrzać. Dla mnie bieganie w upale nie jest łatwe. Przede wszystkim potrzebuję trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do takich warunków. Przy wysokich temperaturach od razu tętno mam dużo wyższe. Ale wiem, że to naturalne. Fizjologii się nie oszuka, więc razem z trenerem wprowadzamy korekty treningowe.

Zmęczone nogi. To akurat częste zjawisko w robocie maratońskiej, szczególnie w początkowej fazie BPS-u. Tutaj właśnie o to chodzi, żeby przygotować się odpowiednio mięśniowo do danego dystansu. Stąd też, zmęczenie tego typu stało się dla mnie normalne. Co więcej, trener właśnie niejako w ten sposób realizował zamiar, by moje nogi były silne i dobrze przygotowane do królewskiego dystansu. Tylko na treningach mogłam uzyskać taki efekt, więc nauczyłam się biegania na zmęczeniu mięśniowym. Dziś wiem, że to było dobre" zmęczenie, bo przyniosło zamierzone efekty, a sam maraton nie był taki straszny.

Podróże. No dobra, za dużo nie podróżuję, ale jak jakiś wyjazd się zdarzy, to następnego dnia jestem po prostu zmęczona. Kiedy mogę, to biorę to pod uwagę i na zawody przyjeżdżam dwa dni wcześniej. Jak przed debiutanckim maratonem na przykład. Dzień po podróży, a zarazem dzień przed maratonem, robiąc rozruch, wcale nie czułam się świetnie. Miałam wrażenie, jakbym byłam po mocniejszym treningu. Na szczęście nie analizowałam tego stanu, bo z doświadczenia wiedziałam, że mój organizm po prostu tak reaguje. Resztę dnia poświęciłam na odpoczynek i w dniu startu znów byłam sobą.
Ale nie zapomnę wyjazdu na półmaraton w Hadze. Tak się na ten start cieszyłam! W końcu miał być moim pierwszym zagranicznym biegiem (komercyjnym) i jeszcze z odznaką Gold! Wow. Wiecie, taka profesjonalna impreza, tyle dobrych ścigaczy i ja ze swoimi planami na uzyskanie dobrego czasu w takim gronie. Niestety, jak na złość, pierwszy raz w 45-letniej historii biegu, półmaraton w stolicy Holandii został odwołany z powodu bardzo silnego wiatru. I właśnie przez te silne wiatry do Bydgoszczy wracaliśmy z Błażejem przez... dwa dni. Opóźnienia, odwołane loty, noc na lotnisku... Dopiero po trzech dniach doszłam do siebie.

Im dłużej biegam, tym coraz bardziej dociera do mnie, że organizm to naprawdę sprytna maszyna. W treningu wysyła mi sporo sygnałów, które zaczynam nie tylko słyszeć, ale których też uważniej słucham, by wiedzieć, co ciało chce mi przekazać i staram się to brać pod uwagę.

Wiem też, że chcąc biegać szybciej muszę organizm czasem zabodźcować jakimś szybszym treningiem - dlatego dwa, trzy razy w tygodniu pozwalam mu popracować na wyższych obrotach. W pozostałe dni stawiam na sexy pace. 

 

 

____________________
Aleksandra Brzezińska: mistrzyni Polski w maratonie 2019 (2:34:51 w debiucie). Wielokrotna medalistka Mistrzostw Polski w biegach przełajowych i biegach długich. Reprezentantka Polski na imprezach rangi europejskiej. Nauczycielka języka angielskiego. Jej biegową przygodę można śledzić na Instagramie i Facebooku.