Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

dystans do biegania

dystans do biegania

Uważam, że bieganie jest świetną aktywnością. Ale też bym z nim nie przesadzała. Po prostu jak mówi stara dobra zasada: Umiar człowieku! Umiar.

Moja biegowa przygoda trwa już 10 lat. Kiedyś, mam wrażenie, były dwie grupy biegaczy: zawodowi oraz amatorzy. Czyli ci, którzy po prostu z tego żyli zarabiając na życie oraz ci robiący to dla zdrowia, lepszego samopoczucia, czy przyjemności. Dziś, mam wrażenie, tych grup jest dużo więcej. Nie wiem ile, ale zdecydowanie jest pewna grupa, wyróżniająca się, w której panuje przerost ambicji.

Zapaleńcy, bo takiego określenia używam, to osoby maniakalne, obsesyjnie podchodzące do danego tematu, bez reszty pochłonięte, w tym wypadku bieganiem. Okej, pasja jest fajna. Ale czy obsesyjne podejście do jakiegokolwiek tematu jest w porządku?

Obserwując media społecznościowe jakoś nie potrafię uwierzyć w przesadnie optymistyczne zdjęcia, posty i stwierdzenia, że bieganie jest piękne - i wszystko dzięki niemu jest „najs", i wszystko jest „love" itp. Owszem, pewne etapy biegania mogą tak wyglądać, ja też mam takie stany, ale że każda minuta albo całokształt?

Zauważyłam, że za dużo jest skrajności w tym wszystkim. I że albo ludzie są przesadnie „zakochani“ w czymś albo „przeciwni“. Przychodzi moment, że z tego nadmiaru człowiek zakochany w bieganiu nagle zachłyśnie się tym wszystkim. I wtedy to, co było „całym światem“ nagle staje się męczące. Ups...I jakim światem teraz żyć, skoro „cały świat“ nie sprawia już przyjemności? No i zaczyna się wtedy niestety smutna walka. I deklaracje, że robię to, bo głowa każe, bo tak trzeba... A ja powiem z mojego skromnego jeszcze doświadczenia, że NIC NIE TRZEBA.

Każdy z nas jest człowiekiem. Każdy ma prawo być zmęczony, zniechęcony, ale też radosny i podekscytowany i... (jakikolwiek inny przymiotnik może tu się pojawić). Może więc warto wrzucić na luz?

Czy nie można tak po prostu czasem rzucić te zegarki, aplikacje i wyjść na świeże powietrze bez zamykania siebie i swojego „ego“ w dane czasy, prędkości, dystanse? Tak po prostu wyjść i zrobić to naprawdę dla siebie, dla lepszego samopoczucia. Cieszyć się tym i odetchnąć od tej ciągłej gonitwy. Zatrzymać się. Spojrzeć w niebo. Wziąć głęboki oddech. Dlaczego większość ludzi chce definiować siebie i innych na podstawie czasów czy dystansów?

To bardzo niewymierne. Jeśli czasem mam ochotę odreagować i pobiec szybciej - tak robię. Czasami odreagować i pobiec więcej - tak robię. Jeżeli czuję się dobrze - biegnę więcej. Ale jeśli nie sprawia mi to przyjemności, to po prostu tego nie robię lub robię mniej.

Okej, chyba dotarłam do granicy między zawodowcem, a amatorem. Zawodowiec po prostu musi wykonać swoją pracę. To jego zawód. Powinien zacisnąć zęby i „tyrać“. Oczywiście nie tracąc przy tym rozsądku i mądrości treningowej (!), ale słowo „tyranie" uważam za jak najbardziej odpowiednie do określenia pracy zawodowych sportowców. Amator tego nie musi.

Z przyjemnością patrzę na ludzi, którzy się bieganiem po prostu bawią. Serio. Lubię takie osoby. Zwiedzają, poznają nowych ludzi, ciekawe miejsca, smaki, spędzając czas ze znajomymi czy rodziną, popijając dobre wino. Niektórzy, owszem, planują wynik, ale jeśli coś w osiągnięciu planowanego wyniku pójdzie nie tak, to nie robią z tego dramy. Trenują, ale po prostu się tym bawią i tę radość z realizowania swojej pasji przekazują rodzinie, znajomym. Takim ludziom nie grozi „zachłyśnięcie“, ale też, co ważne, szanują swoje ciało i zdrowie.

I chyba doszłam do kolejnej różnicy między zawodowcem a amatorem. Zawodowiec nie uprawia sportu dla zdrowia. Wręcz przeciwnie. Trenując, balansuje na cienkiej granicy między przetrenowaniem, kontuzją, no i liczy się z tym, że na starość organizm będzie „nieco wyjałowiony“ delikatnie to ujmując. Nie mówiąc już o tym, że zmęczenie to norma w codziennym funkcjonowaniu. Co za tym idzie, to szereg wyrzeczeń, bo przecież regeneracja to podstawa. Tego nie zjem, tego nie wypiję, sorry rodzina, ale nie będę z Wami świętował/a uroczystości, bo jutro kolejny trening, potem zawody, i znów zgrupowanie. Życie towarzyskie? Ha ha, dobre ;-) Tak więc poświęcając się jednemu startowi, gdzieś ten czas młodości ucieka. Omija nas wiele fajnych chwil. Z życia się nie korzysta jak normalni „zjadacze chleba“. Ciągle się wierzy, że w końcu się uda. I nie każdemu się udaje - a każdy się przecież stara.

Dlatego nie rozumiem, dlaczego zapaleni amatorzy chcą się bawić w zawodowstwo? Dla mnie to głupota i brak odpowiedzialności albo niedocenianie tego, co się ma. Mając pracę, rodzinę, na własne życzenie ryzykują własnym zdrowiem i samopoczuciem, zamiast po prostu się tym bieganiem cieszyć i bawić. Nie musisz chodzić zmęczony między kolejnymi treningami, a co za tym zmęczeniem idzie, irytować się, że musisz iść na zakupy, odebrać dziecko itd. Przecież to hobby ma pomagać, nie szkodzić!

No dobra, rozumiem, że każdy potrzebuje się czasem wyżyć, zmęczyć. To normalne. Ale głupotą dla mnie jest męczenie się na tyle, żeby nie cieszyć się ze swojego życia codziennego. Z kolacji ze znajomymi, rodziną, czy z dobrego wina.

Daj sobie prawo do tego, by być zmęczonym i niech nie wali się przez to „cały świat“. Po prostu odpocznij. Bo bieganie ma  służyć i pomagać, a nie męczyć i martwić. Zapaleńcy mają w zwyczaju coś definitywnie rzucić, kiedy nie idzie, a nie pozwalają sobie odpocząć i spokojnie, stopniowo wracać do tego, aby znów poczuć radość.

Bieganie ma służyć nam, a nie my bieganiu. Przecież nie jest to Twoja praca. Dlatego wszystko możesz i nic nie musisz.

Oczywiście nie neguję tego, że ktoś ma wyznaczony cel, sumiennie pracuje aby go osiągnąć. Człowiek z pasją, to ładny człowiek. Inspirujący. Takimi ludźmi chcemy się otaczać. Znam takich naprawdę wielu. Jednak obsesyjne podejście do jakiegokolwiek tematu ma już więcej negatywów. Dlatego miej dystans do biegania! Inaczej poziom podniesionego kortyzolu wykluczy Cię z czerpania radości z biegania i Twojego życia.

 

 

____________________

Aleksandra Brzezińska: mistrzyni Polski w maratonie 2019 (2:34:51 w debiucie). Wielokrotna medalistka Mistrzostw Polski w biegach przełajowych i biegach długich. Reprezentantka Polski na imprezach rangi europejskiej. Nauczycielka języka angielskiego. Jej biegową przygodę można śledzić na Instagramie i Facebooku.