Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

jak przebiec maraton?

jak przebiec maraton?

Zacznijmy od tego, że tytuł wprowadza w błąd, ponieważ maratonu się nie przebiega – maraton się pokonuje. Jak smoka, jak Minotaura, jak Godzillę. Przebiec to można piątkę, test Coopera albo inne śmieszne dystanse dla ciepłych Mietków. Maraton to wyzwanie dla prawdziwych biegowych gladiatorów. Z TYM ANTYPORADNIKIEM NIE DOWIESZ SIĘ, jak mu podołać!

Ubierz się na grubo. Nikt poważny nie wyrusza na wyprawę życia w krótkich spodenkach. Czekany mogą okazać się niepotrzebne, ale już stuptuty, rękawiczki, kominiarka, długa odzież kompresyjna, a na wierzch nieprzemakalna cerata – to zestaw, który jeszcze nikogo nie zawiódł. Obuwie? Zawsze i wszędzie startówka noszona będzie. Podeszwa cienka, jak dobrze rozbity schabowy, doda lekkości i dynamiki. O ile wytrenowałeś dynamiczne bieganie w stuptutach.

Nie przejmuj się strefami startowymi. To, że planujesz atakować 5 godzin, nie oznacza, że nie możesz stanąć w pierwszej linii. Oczywiście może się zdarzyć, że ochroniarz będzie faszyzującym nadgorliwcem i nie dopuści cię do strefy dla elity. Moja rada? Dzień wcześniej nasmaruj twarz kakao marki DecoMorreno, a zamiast anonimowego numerka 11132 naklej kartkę o formacie A4 z własnym nazwiskiem ale o końcówce – nui. Brągienui, Kiptanui, Tanui – i przechodzisz do świata elity bez najmniejszych problemów.

Po trzecie - zacznij w trupa. 42 kilometry to naprawdę długi dystans, pod koniec będziesz już na tyle zmęczony, że o przyspieszaniu nie ma mowy. Dlatego wykorzystaj moc, energię, adrenalinę towarzyszącą podczas startu w asyście setek, a może nawet tysięcy podobnych tobie biegowych wariatów. Tempo na początek? Startowe wyścigu na 100 metrów będzie okej.

Omijaj punkty żywieniowe. Strata czasu. Poza tym, kto to widział jeść podczas biegu? Już matki w pradawnych czasach wyszywały na sztandarach – jak jesz, to nie gadaj i siedź na tyłku. Poza tym, powiedzmy sobie wprost: punkty żywieniowe to spisek producentów izotoników i ekwadorskich plantatorów bananów, żeby na legalu i za darmoszkę lokować swoje towary w arteriach największych miast tego świata.

Patrz przede wszystkim na wskazania swojego zegarka z GPS-em. Jeśli pokazany na mecie dystans nie pokryje się z 42,195 km, jakie miał zagwarantować organizator, natychmiast wystosuj pozew do Trybunału Sprawiedliwości w Hadze. Sprawę nagłośnij w social mediach pod hasztagami: #skandaloza #zaprzaństwo #prawidłowypomiardystansuprawemnietowarem. Jeśli to nie pomoże, napisz do naszej redakcji, zajmiemy się sprawą. A nawet jeśli nie, to na pewno ktoś napisze o tym przykrym incydencie zgryźliwy felieton.

Jacyś przypadkowi ludzie stojący przy trasie maratonu będą chcieli zbić z tobą piątkę. Odradzam. W czasach koronawirusa warto zachować zasadę ograniczonego zaufania. Może akurat przechodzień pełniący tymczasowo obowiązki kibica, wrócił niedawno z Chin, gdzie prowadził handel wymienny na zasadzie – my wam oscypek, wy nam skarpety? Nigdy nie wiesz.

Królewski dystans, jak słusznie nazywany jest maraton, to wyzwanie dla ciała, ale przede wszystkim dla ducha. W wielogodzinnym, niemiłosiernie dłużącym się wyścigu, doskonałą metodą, aby zapanować nad chętnie poddającym się zniechęceniu umysłem, jest – mantra. Moja propozycja wersetu, który będziesz powtarzał podczas biegu brzmi: Hicham Hicham, co ty wiesz o bieganiu? Jam jest harpagan, co się zowie.

Na koniec zapomniałbym o najważniejszym. Niektórzy twierdzą, że do maratonu trzeba się przygotowywać miesiącami, poprzez żmudne i regularne treningi. Bujda na kółkach. Według moich źródeł podobne teorie to nic innego, jak spisek trenerów biegania i autorów książek o treningu, którzy w ten sposób chcą pozyskać klientów. Taśmy Gallowaya za jakiś czas wyciekną i wtedy okaże się, że – miałem rację.

 

____________________

Krzysztof Brągiel – biegacz, tynkarz, akrobata. Specjalizacja: suchy montaż i czerstwe żarty. Ulubiony film: „Pętla”. Ulubiony aktor: Marian Kociniak. Ulubiony trening: świński trucht. W przyszłości planuje napisać książkę o wszystkim. Jeśliby się nie udało, całkiem możliwe, że narysuje stopą komiks. Bycie niepoważnym pozwala mu przetrwać. Kazał wszystkich pozdrowić i życzyć miłego dnia.