Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

"mogą mnie cmoknąć w bęben"

"mogą mnie cmoknąć w bęben"

W tym tygodniu polskimi biegaczami wstrząsnęła informacja o odwołaniu kwietniowej edycji Orlen Warsaw Marathon. Tysiące zawodników z dnia na dzień zostało bez biegu pod nogą.

- To jest skandal, hańba i zaprzaństwo! - nie kryje oburzenia Mirek, ambitny amator z Olsztyna. - Biegałem na Orlenie już cztery razy, mam stąd dwie życiówki, w tym roku miałem łamać 2:35 i co? I gdzie mam teraz biec? Dookoła bloku!?

Jak ustaliła redakcja bieganie.pl w osobie naczelnego - nie jest tak, że OWM się nie odbędzie. Jednak  dla wielu biegaczy jest to niewystarczające pocieszenie. Sebastian z Parczewa podczas kwietniowego Orlenu planował atak na złamanie 3 godzin i alternatywę w postaci startu jesienią kwituje krótko:

- Z tą jesienią to mogą mnie cmoknąć w bęben... Proszę dokładnie tak zacytować – cmoknąć w bęben. Może to nawet pójść na tytuł. Każdy maratończyk doskonale wie, że największą formę robi się zimą i z tego jest potem bieganie na wiosnę. Latem to ja miałem w planie wietrzyć pępek gdzieś na plaży w Jantarze, a nie targać trzydziestki w lipcowej spiekocie – powiedział niedoszły trójkołamacz.

Podczas Orlen Warsaw Marathon wzorem lat poprzednich miały zostać przeprowadzone Mistrzostwa Polski w Maratonie Mężczyzn. Na ten moment nie wiadomo jeszcze, kto przejmie schedę po stolicy i przyjmie rodzimych zawodowców. Nam udało się chwilę porozmawiać z jednym z naszych wyczynowców, który wolałby pozostać anonimowy.

- Nie wiem co teraz będzie. Niby mistrzostwa można by przenieść do Dębna, tam już o medale MP ścigają się od jakiegoś czasu laski. Ale mi się takie bieganie po pętlach nie uśmiecha. Niby kultowe miejsce, ale chyba dla Jurka (chodzi o Jerzego Skarżyńskiego – przyp. red.) i jego rówieśników. Dla mojego pokolenia Dębno to tylko jakieś małe miasto w Lubuskiem.
- W Zachodniopomorskiem.
- No właśnie. Tak do końca nawet nie wiadomo, gdzie to jest. Można tam dojechać pociągiem?

Orlen miał być również dla setek amatorów miejscem maratońskiego debiutu. Pan Bolesław z Kazimierza planował start od trzech lat.

- Pierwszy raz na Orlenie byłem w roku 2017, jako kibic brata. Jak zobaczyłem te morze biegaczy, poczułem atmosferę biegowego święta, zapragnąłem też kiedyś przebiec królewski dystans. Mój debiut miał przypaść na ten rok i nie wyobrażałem sobie innych zawodów niż OWM... Ale teraz? Jestem w rozsypce. Jechać do Łodzi? Gdańska? To już nie będzie to samo – z żalem opowiada naszej redakcji Kazimierz z Bolesławca.

Zapytaliśmy też o opinię pana Darka, rodowitego warszawiaka, od pokoleń mieszkającego na Tarchominie.

- Chyba jakiś żart, że nie będzie Orlenu na wiosnę. Miałem atakować sub 4 godziny. W debiucie rok temu zrobiłem 4:20, chyba dobrze, co nie? Jak na debiut? No. To pewnie teraz 3 z przodu by już było... Nawet sobie specjalnie kupiłem książkę tego Żelołeja (Gallowaya - przyp. red.), chyba dobra do trenowania, co nie? No. Na pewno bym złamał. A teraz to co? Mam dymać do Łodzi, żeby mi na mecie podali pavulon a potem powinęli karetką Bóg raczy wiedzieć dokąd... Panie, ja oglądam telewizję, wiem co się dzieje. W ogóle, jak tak sobie myślę, to na pewno jest to wszystko wina tych parkowych stryjków z PZLA (leśnych dziadków – przyp. red.). Zawsze jak się dzieje coś złego z bieganiem, to z góry zakładam, że to ich wina, co nie? No.

Dla wielu osób wiosenny Orlen Warsaw Marathon miał być też okazją na wspólny wypad z rodziną za miasto. Pan Tomek z Kluczborka chciał pokazać dzieciom Pałac Kultury i Nauki, a może nawet widok z góry na miasto.

- Rzadko wyjeżdżamy, wie pan jak jest, ciągle jakieś obowiązki. Jak już jeżdżę na zawody to albo Opole albo Wrocław. Warszawę miałem zamiar odwiedzić z żoną i dzieciakami pierwszy raz w życiu. Mieliśmy wjechać na górę Pałacu, karmić łabędzie w Łazienkach Królewskich, rapować z Pezetem na Ursynowie... A teraz? W Dębnie to w ogóle mają jakiś raperów?

Jak ustaliła nasza redakcja w Dębnie raperów nie mają. Ale za to w Łodzi mieszka OSTR.

Kto przygarnie sieroty poorlenowe? Pan Zenek z Koluszek nie ma wątpliwości:

- Sam jesteś sierota!

 

PS. Wszystkie postacie i dialogi są zmyślone, prosimy o niewszczynanie postępowań sądowych. A skoro już czytacie PS, to dodam poważniej - jako redakcja chcemy podkreślić, że OWM zawsze imponował nam rozmachem. Fajnie by się stało, gdyby Warszawę połączyła jedna, mocna, nowoczesna, maratońska inicjatywa. Jeśli natomiast chodzi o imprezę w Dębnie to zasługuje na więcej pochwał niż krytyki i sami się chętnie w tym roku tam wybierzemy, nawet autobusem.

____________________

Krzysztof Brągiel – biegacz, tynkarz, akrobata. Specjalizacja: suchy montaż i czerstwe żarty. Ulubiony film: „Pętla”. Ulubiony aktor: Marian Kociniak. Ulubiony trening: świński trucht. W przyszłości planuje napisać książkę o wszystkim. Jeśliby się nie udało, całkiem możliwe, że narysuje stopą komiks. Bycie niepoważnym pozwala mu przetrwać. Kazał wszystkich pozdrowić i życzyć miłego dnia.