Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

szacunek ludzi ulicy

szacunek ludzi ulicy

Wiesz co się liczy?
Szacunek ludzi ulicy!
/Ryszard Peja/

To właśnie przez ulicę zostałem wychowany, nie dla mnie cross-country, nie dla mnie tartany. Tylko asfalt wyssałem z mlekiem matki, śmiało - nie bój się przykleić mi ulicznika łatki. Jestem ulicy żołnierzem, nikt mi kubka na wodopoju sprzed nosa nie zabierze. Plwam na skracanie trasy przez chodniki, to dobre jest dla dzieci co mają bluzy z myszką Mickey. Nie dla mnie błoto i kręcenie na bieżni kółek, do kręcenia kółek lepszy będzie klucz pustułek. Moim herbem rondo, moją dumą wstrzymany ruch, mów mi front street boy, mów mi uliczny zuch!

Do kołyski rodzice czytali kalendarz biegowy, a pod choinką znalazłem miast skarpet – swój pierwszy pakiet startowy.  W Dębnie od lat jest maraton kultowy, więc – proszę – nie zawracaj mi głowy, jakimiś mitingami - na Śląskim czy Narodowym.

Jestem wyznawcą starej szkoły reguł, startujący z nie swojej strefy nie znajdą we mnie kolegów. Numerek kojarzy mi się tylko z jednym i zawsze zapinam go w widocznym miejscu z przodu. Na plecach niech zawisną - spojrzenia moich wrogów. Zazwyczaj nikogo nie słucham, wyjątek robię dla spikera, tak ciekawie opowiada o historycznych aferach. Kto komu wlał na mecie, kto kogo sponiewierał, spiker takich opowieści zawsze ma pełen futerał.

Zapisuję się w pierwszym terminie, bo raczej nie śmierdzę groszem, przez to, że większość wypłaty wydaję na biegowe bambosze. Żeby kupić nowego Polara zhandlowałem ostatnio tapczan i dwie szafy, ale braci nigdy nie sprzedam, nie zrobię takiej bardachy. Propsuję uliczną elitę, trzy lata temu na Orlenie sam Henio podał mi witę. Nie kojarzę za to wcale typków ze stadionu, czasami pytam – ej, ale na co to komu? Wolę obejrzeć relację z ulicznego hardcoru, niż patrzeć jak na wirażu trzymają się swojego toru.

Ulica jest dla koncentracji kowbojów, wystarczy chwila nieuwagi, a start przesiedzisz w toi-toiu. Do kolejki zawsze ustawiam się z wyprzedzeniem, takie są fakty, to nie jest tylko słodkie pierdzenie. Na ulicy największym wrogiem są wiatr i podbiegi, a jeśli masz słabe czwórki to zgnębią cię też zbiegi.

Przebiegam na czerwonym - Warszawa to czy Korfantów, krzyżówki są chronione przez dzielnych policjantów. Z kibicami zbijam pionę, na nawrotkach pozdrawiam resztę stawki, choć pragnę tu zaznaczyć, że wkurzają mnie ostro agrafki.

Możesz mówić że to niemęskie, możesz mieć mnie za miękką faję, ale w sierpniu przed biegiem nacieram się ben-gayem. Po biegu na ruszt wjeżdża grochówka z talonu, przy takim jedzeniu dobrze wychodzę na zdjęciach z dronu. Zaraz za metą biorę zgrzewkę izotonika, mają go dużo, nikt nie przyuważy, że znika. Raz się zdarzyło, że biegłem na numerku żony, na podium wąs mój dłonią był zasłoniony.

Ostatnio wciągnąłem kumpla w trudny uliczny świat, bo wcześniej ti-wi oglądał, siedział na sofie i jadł. Dałem mu złotą radę, jeśli tu przetrwać ma, niechaj wykuwa na blachę takie ło motta dwa:

Po pierwsze - co nie zabije, na pewno wzmocni cię,
Po drugie - tylko charakter, a nie pogody złe!

Na koniec przyjmijcie życzenia od gościa, co spodenki zawsze nosi wysoko w kroku - niech wam się dobrze pędzi w 2020 roku!

 

____________________

Krzysztof Brągiel – biegacz, tynkarz, akrobata. Specjalizacja: suchy montaż i czerstwe żarty. Ulubiony film: „Pętla”. Ulubiony aktor: Marian Kociniak. Ulubiony trening: świński trucht. W przyszłości planuje napisać książkę o wszystkim. Jeśliby się nie udało, całkiem możliwe, że narysuje stopą komiks. Bycie niepoważnym pozwala mu przetrwać. Kazał wszystkich pozdrowić i życzyć miłego dnia.