Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

dziś nie biegam

dziś nie biegam
Znowu wchodzę na wagę. Nieśmiało, z nadzieją, że może zepsuta i tym razem nic się nie wyświetli. Kto w ogóle wpadł na pomysł takiego urządzenia do psucia ludziom nastroju? Sprawdzam w internecie. Okazuje się, że sprawcą wielu frustracji, utraty poczucia własnej wartości, nieprzespanych nocy z powodu pół kilograma więcej tu i ówdzie, jest Szwajcar Erhard Mettler. I już gościa nie lubię. Wchodzę więc na wagę i jest to klasyczne wejście smoka. Najpierw jedna stopa, potem druga. Zanim odczytam wyrok, spoglądam na swoje odbicie w łazienkowym lustrze. Odkąd mam brodę, wcale nie widać podbródka i to mi się podoba. Nie widać pierwszego i tego drugiego. To pocieszające, chociaż wiem, że drań sprytnie się ukrywa, gdzieś tam w gęstwinie. Podobno nie wyglądam na swoje prawie 45 lat. Tak twierdzi moja żona i wszystkie moje znajome, a także ich koleżanki. Dostaję mnóstwo zaproszeń na FB. To oczywiście pasie moje ego i czasami, przez krótką chwilę czuję się jak ktoś znany z Hollywood. Wczoraj obejrzałem na Netflixie film z Bradem Pittem - czterdziestokilkulatkiem i niestety wyglądał ode mnie o wiele lepiej. Mocno zarysowana szczęka, brak sinego pod oczami, brak podbródka, brak zarostu na klatce piersiowej w scenie bez koszulki i  oczywiście znikomy procent tłuszczu, nie tylko na brzuchu, ale raczej wszędzie. No, ale to w końcu Brad Pitt. Od niego lepiej wygląda jedynie George Clooney. Na szczęście on jest starszy ode mnie, więc to się nie liczy…

Trzeba być sobą. Trzeba umieć łapać byka za rogi. Cyfrowy odczyt mojej wagi pokazuje 95. Mój Boże. Dokładnie rok temu, to samo urządzenie pokazywało 87. Mówiłem, że się zepsuła. Nie ma wyjścia i odwrotu. Trzeba ruszyć tyłek.

Najpierw spodnie z lajkry, bo zimno dzisiaj. Na to spodenki, żeby nie przeziębić dupska. 10 minut na poszukiwanie skarpetek, żeby były przynajmniej do połowy łydki. Koszulka (w której niby się nie pocę - podobno najnowszy wynalazek pochłaniający każdą kropelkę w trakcie wysiłku). Bluza z maratonu z Nowego Jorku (bo mam sentyment) i jeszcze ortalion New Balance (leży na mnie idealnie). Czapeczka z czarnym daszkiem (ciągle ta sama, prana od czasu do czasu, talizman na szczęście, chociaż ciśnie trochę z przodu). Rękawiczki bez palców, żeby przełączać muzykę w ajfonie (to piekielnie istotne) i buty niebieskie ze złotymi literami RUN NYC. Buty przebiegły już swoje i mógłbym wziąć ze sklepu nowy lepszy model, ale przecież prawdziwych przyjaciół poznaje się w drodze, więc nie mam sumienia zrobić im przykrości. Nie dopuszczam też myśli, że jest późno, że trochę pada, że za mało zjadłem i cały dzień w pracy. 5 minut na szybką playlistę w telefonie - dziś Linkin Park, Disclosure i Fatboy Slim. Na drugą nóżkę coś po polsku, żeby nie tracić po drodze ducha patrioty - Dąbrowska, Coma, Bartosiewicz i kolega Grubson (to z nim muzycznie zrobiłem maraton w Londynie). Jestem kompletny. Lecę. Tylko dyszka. Zaraz wracam. Jestem gotów. Jak Arnold w Terminatorze - w całym rynsztunku. Zapinam nerkę na telefon i STOP!!! Gdzie są słuchawki? Czerwone, z przejściówką z cienkiego dżeka, na płaską końcówkę do nowej wersji ajfona. Znajdę…

20 minut później.

Dom wygląda jak plan zdjęciowy programu "Interwencja" - stosy przewalonych szmat, rozdziawione walizki, otwarte szuflady, zwinięty dywan, zerwane tapety, szkło na podłodze, gaz z piekarnika...

Mam wylew, zawał i udar w jednym momencie. Nie mam sprzętu do biegania! Opadam na kanapę.

Jestem cholerykiem i mam na imię Robert.

Dziś nie biegam.

...czy ktoś widział moje czerwone słuchawki?

 

____________________

Robert Motyka: Komik, aktor, radiowiec, weterynarz i biegacz od zawsze. Od 2004 roku ściśle związany z estradą. Współzałożyciel kabaretu Paranienormalni. Współtwórca scenariuszy spektakli oraz testów skeczów. Jako członek grupy Paranienormalni regularnie prowadził największe festiwale muzyczne oraz rozrywkowe w Polsce. Dużo i szybko mówi. Napędzany pozytywną energią ukończył maraton w Poznaniu, Nowym Jorku i Londynie. Pasjonat sportu. Triathlonista.Wiecznie w podróży. Szczęśliwy ojciec i mąż.