Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

bagaż do nowego jorku

bagaż do nowego jorku

Jest 11:54. O 16:40 mam samolot do Nowego Jorku. Pakuję torbę na maraton i cieszę się i zjada mnie trema i mam zadyszkę adrenalinową i rozczulam się na myśl o tym, że będzie bolało i nie będzie łatwo. I mam jak zawsze pietra i nie wiem co jeszcze spakować, o czym nie zapomnieć.

Pakowanie nigdy nie było moją mocną stroną. Kiedyś na dziesięciodniowy pobyt w Japonii zabrałem ze sobą tylko bagaż podręczny, podczas gdy moi współtowarzysze mieli ogromne walizy na czterech kółkach z wysuwaną teleskopowa rączką. Można było w takiej upchnąć 25 kilogramów odzieży rożnych marek. Moja żona natomiast, która jest fachowcem w tej dziedzinie, stosuje na kilka dni przed podróżą tzw. podpakowywanie. Próbowała mnie kilkakrotnie do tego namówić, ale bez skutku. Wolę spontaniczne upychanie walizki na ostatnią chwilę. Najbardziej ekscytujący moment przychodzi w taksówce. Zazwyczaj okazuje się, że zapomniałem - w moim przekonaniu - ważnych rzeczy, a na powrót już nie ma czasu.

Sprawdziłem pogodę w Nowym Jorku. Ładnie ma być. No to płaszcz, czy kurtka, bo kupiłem niedawno identyczną jaką nosił Tom Cruise w „Top Gun”. Nawet ma napis, więc prawie oryginalna. Płaszcz mam taki, że koledzy pytają czy nie było męskich. Yyyy… biorę razem z kurtką. W końcu to Nowy Jork, miasto wszystkich kolorów świata i absolutnie bezgranicznej tolerancji. Dwa lata temu na Soho kupiłem tam cudowny kapelusz. Boleśnie drogi, ale nie mogłem się oprzeć.

Trochę to zabawne, że pakowanie na maraton zaczynam od płaszcza i kapelusza, a dopiero na końcu buty do biegania i cała reszta ekwipunku. Nie mogę jednak udawać, że nie ekscytuje mnie to miasto. Nowy Jork jest jak pępek galaktyki, jak wielki filmowy plan. Ludzie, którzy zjechali tu z całego świata i go tworzą - są barwni, jak nigdzie indziej. Nowy Jork rozbudza wyobraźnię i uzależnia. Miasto, w którym taksówkarze potrafią mieć konta na Instagramie z mnogą ilością fanów, w którym można poszusować na łyżwach w parku przy 20 stopniach Celsjusza, spotkać światowej sławy aktora kupującego kawę, zjeść frytki w knajpie śpiewających kelnerów. Miasto, w którym wszystko jest możliwe.

Maratony organizowane są na całym świecie - Boston, Chicago, Berlin, Londyn, Tokio, Nowy Jork - Wielka Szóstka. Ale też w Atenach, na Hawajach i w wielu innych miejscach. Udział w nich to przepiękna kompilacja dwóch rzeczy, które kocham - sportu i podróży. Jestem naznaczony życiem na walizkach - wiecznie w trasie i hotelu – ale też sportem, który towarzyszył mi od zawsze.

Walizka się nie dopina. Próbuję dopchnąć kolanem, jest nerwowo. Dochodzi 14:00 i powinienem wyruszyć już w stronę Okęcia, tymczasem biegam bez ładu i składu pomiędzy łazienką, sypialnią a garderobą. To tzw. histeria przedwyjazdowa, która pojawia się jak wysypka. Niespodziewana i niepożądana, nasilająca się przed samym wyjściem z domu. Okrutna rzecz. Biegając pomiędzy walizką a domowymi pomieszczeniami, liczę w myślach ile treningów udało mi się zrealizować w tym miesiącu z planu, który założyłem. Wychodzi jednak w rozrachunku, że jestem na minusie, bo październik był bezlitośnie intensywny w pracy.

Cóż, ale najważniejsze - udało się dopiąć walizkę. Spakowane plastry, skarpetki, okulary do biegania i wiara, że w tym szalonym mieście w niedzielę dam z siebie wszystko.

 

____________________

Robert Motyka: Komik, aktor, radiowiec, weterynarz i biegacz od zawsze. Od 2004 roku ściśle związany z estradą. Współzałożyciel kabaretu Paranienormalni. Współtwórca scenariuszy spektakli oraz testów skeczów. Jako członek grupy Paranienormalni regularnie prowadził największe festiwale muzyczne oraz rozrywkowe w Polsce. Dużo i szybko mówi. Napędzany pozytywną energią ukończył maraton w Poznaniu, Nowym Jorku i Londynie. Pasjonat sportu. Triathlonista.Wiecznie w podróży. Szczęśliwy ojciec i mąż.

Fot. Aleksandra Szmigiel, Running Creatives