Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

zamiast felietonu

zamiast felietonu

Dzisiaj w pierwszy dzień wiosny na naszej, Waszej (jakby to elegancko i podlizując się powiedzieć) stronie startują felietony.

Lekko stremowane, niczym debiutanci na 5 km przewalający się z boku na bok w przedstartową noc. Trochę zestresowane, jak przestępujący z nogi na nogę w kolejce do tojtoja zawodnicy na 2 minuty przed zawodami na 10 km. Rzadko na temat jak... nieważne, co się potem w tym plastikowym piekle dzieje. No i ruszające zbyt szybko, przeżywające każdy kilometr i przechodzące czasem we wstydliwy marsz – jak neofici maratonu.

Felietony zawsze jednak pozostaną u nas subiektywne, nieocenzurowane i zawsze pokażą prywatną perspektywę ich autora na temat biegania. Będą STRON-NI-CZE. Proszę Was więc, by nie grozić procesami czy dyskwalifikacją. Dobiegną na metę i nie będą spodziewać się medalu. To będą takie niecodzienne blogi bez życzeń „Miłego dnia Kochani”, bez selfie z podium, bez natrętnych porad, jak schudnąć, bez, mamy nadzieję, lania wody.

No właśnie, żeby za bardzo nie lać wody na rozgrzane już czytaniem Wasze głowy... Otóż wracając na trasę, dzisiaj zamiast felietonu i autoreklamy, której obiecałem sobie, solennie przed lustrem kilka razy, nie robić, opowiem krótko o naszych autorach. Przez 5 dni tygodnia będą wybiegać myślami na krótkie zawody i będą się nimi z Wami dzielić:

We wtorek będzie pisał Paweł Czapiewski. To jest taki biegacz, który na 800 metrów jest rekordzistą Polski, ale już nie startuje, bo jest za stary. To znaczy, ja też jestem za stary i też jestem świetnym biegaczem. I chociaż w nielicznych wspólnych startach Paweł lał mnie niemiłosiernie (on na mecie zdejmuje kolce, ja w połowie ostatniej prostej), to ja jestem mistrzem marszobiegów terenowych i wielu treningów.

W środę będzie pisała Beata Sadowska. To jest taka dziennikarka, amatorka nieścigania się i jedyna znana osoba, która ma, dla mnie absolutnie niepoprawny i niereformowalny, optymizm wdrukowany w swoje DNA. Oraz prowadzi różne audycje i pisze książki. To znaczy, ja też jestem znany, szczególnie gdy biegnę na stadionie Agrykola i napisałem dzięki niej 1/5 książki.

W czwartek będzie pisała Marta Kijańska-Bednarz. To jest taka amatorka ultrarunningu, która wkręciła się w bieganie późno, ale stanowczo. Wali prawdą między oczy, obnaża, się naigrywa i również, cholera jasna - kolejna, pisze książki. To znaczy ja też jestem szczery, kiedy trzeba, znajduję świetne argumenty po zakończeniu dyskusji na forum bieganie.pl, no i napisałem 1/5 książki.

W piątek będzie pisał Robert Motyka. To jest taki zaskakująco usportowiony i rozciągnięty kabareciarz i performer, który stoczył już kilka epickich batalii z dystansem maratonu. Jest bardzo dowcipny. To znaczy, ja też, jak trzeba, jestem. Opowiem Wam kawał o bieganiu: Rozmawiają dwaj blondyni. Jeden mówi do drugiego: „Ej, a jak właściwie się powinno wymawiać nazwisko tego znanego biegacza: Kszczot czy Szost?” ta daaam.

No i ta czwórka ze sternikiem (o tym miało być w ostatnim zdaniu, falstart - ciche ta daaam) popisze te felietony od wtorku do piątku przez następnych kilka tygodni.

To znaczy ja też - biorę poniedziałek, a dzisiaj startuję tylko w przedbiegach.

 

 

____________________

Kuba Wiśniewski jest redaktorem naczelnym bieganie.pl. Na razie brak mu czasu na wypisanie pełnej listy swoich osiągnięć.