Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

jakiś taki wkurzony jestem

jakiś taki wkurzony jestem

Jakiś taki wkurzony dzisiaj jestem. Spałem słabo, jeszcze nie biegałem, nad kamienicą skaczą pioruny, kałuże rosną aż pod parapet.

Wyjdę, jeśli nawet nie przejdzie, w ten deszcz. Tyle w sieci deklaracji, że och, jak lubię biegać w ulewie, a dziwnym trafem wczoraj nikogo biegającego nie spotkałem. To też mnie jakoś dziś wkurza, że głośno coś powiedzieć – tylko to jest w akcie mówienia istotne. I rodzi mniejsze lub większe tragedie, gdy się na przykład coś ogłosiło, a potem tak głupio w pół drogi zawrócić z podkulonym ogonem.

Najdłuższe dni w roku, największa statystycznie szansa, by nie spać ni minuty w mroku. Niewyspanie potęguje wkurzenie, ale to dlatego raczej, że nie biegałem jeszcze - już przecież mówiłem.

Źle jadłem, napiłem się niewystarczająco, bolą mnie plecy i pesel. To pewnie ciśnienie, które jak jest za niskie, to jest za wysokie. Przez to nadmiarowo wkurzony jestem, od środka trzewia się stresują i denerwują. Podzespoły napędzane kortyzolem.

Jeszcze to miasto, kur... jakie irytujące. Szumy, plwania, ścieki, powodzie słów i relacji. Odpocząć w domu oznacza mieć ucho na świat. Wyjść na zewnątrz z interesem albo na spotkanie, to zawsze przyklejona od potu albo deszczu odzież wierzchnia, jak dziurawa zbroja. Skrzypiąca i z czasem rdzewiejąca.

Coś chcę dzisiaj od siebie, do siebie mam żal i pretensje. Czegoś chcą ode mnie. Dobre intencje, proste pytania – a i tak rozsierdzają. Sklecić proste zdanie jeszcze jakoś możliwe, ale sformułować tezę już męcząco zobowiązujące. Będzie potem trzeba ją bronić, udowadniać. Jedni mnie irytują, bo nie czytają dokładnie, inni, że czytają zbyt dosłownie. Ja w tym wszystkim oczekuję elementarnego zrozumienia, a z rynny leci na chodnik potok z tym wszystkim, co na dachu w upalnej wiośnie mi zgniło.

Wkurzę się zaraz dodatkowo, gdy założę buty i się okaże, że tych mi żal, a tych już nie, gdy klucza się nie da łatwo schować. Że drzwi nie tak trzasną. Po schodach, jak będę w dół iść, to ciemno będzie na klatce od stukających o szybę gałęzi i granatu powyżej.

Nie spotkam więc nikogo biegnącego, samochód mnie na dzień dobry wieczór pochlapie. Ale to mnie już mniej wkurzy, bo będę po kilku sekundach mokry. To mnie już mniej pogrąży, bo topić się jest rzeczą ludzką, a wchodzić do tej samej rzeki podobne. Wypłynę na szerokie wody, zanurkuję pod powierzchnię i odetchnę skrzelami.

 

____________________

Kuba Wiśniewski jest redaktorem naczelnym bieganie.pl. Na razie brak mu czasu na wypisanie pełnej listy swoich osiągnięć. Swoje frustracje i niespełnione ambicje prezentuje między innymi na Instagramie.