Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

co na pewno pozostanie

co na pewno pozostanie

Wyszedł prawie dokładnie w momencie, gdy światło dotknęło okien na ostatnim piętrze niemej kamienicy naprzeciwko. Para z ust unosiła się przy każdym oddechu. Wydało mu się, ze chłód ma brudno złoty, metaliczny smak, że zagęszcza wszystko, czego się dotknie. Biegł obserwując kątem oka swoją poszatkowaną postać w popękanych witrynach pustych sklepów.

Przez dłuższą chwilę równolegle z nim poruszał się bezszelestnie wóz policyjny. Zaciemnione szyby ujawniały tylko zarysy postaci wewnątrz. Samochód bez uprzedzenia przyspieszył z piskiem opon, zostawiając go na chodniku jak wyrzucony przez okno niedopałek. Poczuł ulgę dopiero, gdy podłużna opancerzona sylwetka zniknęła za zakrętem.

Wiedział na co się narażał, mimo to przekroczył bezpieczną strefę, by po kilkuset metrach znaleźć się nad rzeką. Droga, kiedyś szeroka i pokryta żwirem, zarosła niskimi samosiejkami. Ich gęste, chude korzonki zamieniły podłoże w ciemnobrązowy krwioobieg. Gałązki bez oporu uginały się pod naciskiem nóg i wracały na swoje miejsce jeszcze gęstsze, jakby obudzone z krótkiej ożywczej drzemki.

W konarach wyższych, chylących się koronami do siebie drzew, wrzeszczały ptaki. Jazgot przenosił się nad jego głową z jednej, na drugą stronę niegdysiejszej drogi. Potężniał, w miarę jak światło schodziło w dół poskręcanych gałęzi i chropowatych pni.

W oddali pojawiła się sarna. Lekko drgnęła, gdy zwietrzyła jego zapach. Pozwoliła mu przebiec obok na wyciągnięcie ręki. Gdy obejrzał się po kilku krokach zobaczył, że odprowadzała go wzrokiem jak niespotykane, ale nieszkodliwe zjawisko.

Wbiegł na most po wąskiej wyszczerbionej kładce, uważając, by nie trafić stopą: ani w wygięte kawałki blachy, ani w prześwity błyskające liśćmi kilkanaście metrów niżej. Wydało mu się, że jak na zawołanie wyrosła nad nim ciężka, brązowa chmura. Zwolnił, by popatrzeć na panoramę czegoś, co pamiętał mgliście jako swoje miasto. Kikuty wieżowców wyrastały jak niesforne kolce na zmierzwionej sierści centrum. Wyspy zieleni, mimo nagłego najazdu cienia, wybuchały spomiędzy budynków.

Zatrzymał się i szybko obrócił sprawiając, że lewy brzeg poszarzałej rzeki stał się prawym. Jak zwykle poczuł niepokój, czy znajdzie powrotną drogę. I coś jak radość, że niepokój jest odświeżający, wciąż nowy.

 

 

____________________

Kuba Wiśniewski jest redaktorem naczelnym bieganie.pl. Na razie brak mu czasu na wypisanie pełnej listy swoich osiągnięć. Swoje frustracje i niespełnione ambicje prezentuje między innymi na Instagramie.