Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

czy mógłbym zaśpiewać do szafy?

czy mógłbym zaśpiewać do szafy?

Stop. Zatrzymajmy się, jeśli chcemy zachować głowę. Jeśli chcemy biegać i coś z tego mieć - to lepiej nie czytajmy, nie komentujmy i nie podnośmy głosu.

System skontroluje, co i jak. Potem powoła się na przepisy. Pokaże dorobek. Ochroni dobre imię układem zależności i sędziów. Pokroi, wyciśnie, wypije i się lekko skrzywi, że coś zazgrzytało mu w trybach.

Każdy z nas się na system składa. Taka zrzuta według możliwości. Posłuszeństwo wobec systemu wysysane jest z mlekiem matki. Pierwsze marzenie o starcie na mistrzostwach, pierwszy otrzymany z rąk władz medal juniorski, koszulka z orzełkiem darowana, by można było swój wysiłek zadedykować narodowi. Potem inne powołania, obóz kadrowy i stawka na żywienie wyższa o te 20 zł, za które u nas na stole stoi keczup, a u całej reszty nie. Większe i mniejsze dary.

To tak gładko zagnieżdża się w głowie i rośnie wraz z nami. Trudno się dziwić, że nie zauważamy, kiedy granica przyzwoitości i smaku została przekroczona. I potem już nie mówimy, co było nie tak, bo po pierwsze, nigdy nie mieliśmy żadnego innego punktu odniesienia, po drugie dręczy nas jakieś podskórne przeświadczenie, że jak raz powiemy coś nie tak, zachowamy się źle - to może w przyszłości będzie na nas krzyżyk.

No i już przestaliśmy w ogóle dopuszczać myśl, że się da inaczej. Już dajemy się trzymać w szachu, a delegaci głosują według proponowanego sumienia. Coś mamy obiecane - na piśmie, w rozmowie, czasem w swojej głowie - i nawet samą domniemaną obietnicą jesteśmy związani. Biegamy wokół stadionu w tym ośrodku, a nie innym; jak chcemy zrobić odcinek więcej, jakieś ćwiczenie inaczej, to raczej nie, bo tak się przecież nie robi. A jak król wychodzi nagi, to wiwatujemy na cześć jego pięknych szat. I tak bardzo, ach tak bardzo cieszymy się, gdy możemy asystować przy stole, bo na każdej kości rzuconej jest trochę mięsa.

Inne rozwiązania się przestają liczyć. Biegać - ot tak sobie, bez zezwolenia? Ktoś poza systemem stawia kroki, to się podśmiewujemy, że trzeba przecież robić tak i tak. No czego on chce? No taki mamy klimat. Marzyłeś, by być na etacie, to czemu się dziwisz? „Dobry był ten Malinowski", „Teraz dzieci to nie chcą trenować", „Tam to się koksują" powtarzamy ciesząc się z czołowego miejsca w prywatnej klasyfikacji medalowej.

Czasem tylko bierze nas na odwagę. Uśmiechamy się wtedy z przekąsem, i nalewamy sobie dla kurażu, i na zapleczu narzekamy, i krzyczymy po pijaku, że kiedyś powiemy wszystko, wszystko! Chwiejąc się grozimy koszulce z orzełkiem, że bez nas sobie nie poradzi!

Ale to kiedyś, przepraszam. No nie, no teraz to wolę nie podnosić głosu. Dzień Dobry Panie Prezesie, czy mogę potem zaśpiewać do szafy?

 

 

____________________

Kuba Wiśniewski jest redaktorem naczelnym bieganie.pl. Na razie brak mu czasu na wypisanie pełnej listy swoich osiągnięć. Swoje frustracje i niespełnione ambicje prezentuje między innymi na Instagramie.