Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

los biegaczy znad Wisły

los biegaczy znad Wisły

Komu spośród nas naprawdę zależy? Na bieganiu oczywiście (sport jak soczewka skupiać może wszelkie blaski i cienie tak zwanej codzienności). Kto i jak jest zdeterminowany? W tak zwanym sporcie wyczynowym - czy w ogóle trzeba coś wybierać, z czegoś rezygnować – gdy stajemy do wyścigu o najwięcej?

W roku olimpijskim wielu biegaczy z różnych stron świata stawia wszystko na jedną kartę. Tyle że inni grają całą talią, a my rżniemy w wojnę blotkami.

A i owszem, owszem. Nie mamy wpływu na wiele aspektów treningowych, tak jak nie potrafimy kontrolować wielu reakcji fizjologicznych. Poruszamy się często po omacku, metodą prób i błędów, raczej własnych, bo te cudze nieprzeżyte mienią się jakąś splątaną przędzą, której nikt nie tkał na naszą miarę. Większość rzeczy odbieramy jako przydane i zaprojektowane jeszcze przed startem. Znowu wieje, znowu pada, organizator nie potrafi wyznaczyć idealnie płaskiej trasy, a kibice klaszczą zbyt anemicznie.

Akceptacja tego stanu, poczucie, że tak funkcjonujemy, tak filtrujemy rzeczywistość - no kurcze, chociaż to mogłaby nas wyzwolić. Tymczasem pęta nas jeszcze mocniej, ograniczając pole widzenia i wiarę we własne możliwości. Narzekamy bezproduktywnie, że świat pędzi bez nas. Gdy ponad 65 lat temu Bannister złamał wreszcie 4 minuty na milę, minęło zaledwie 46 dni, by epokowy rekord stał się nieaktualny; w kolejnym roku poprawiło go kolejnych 3 biegaczy. Zaraz po tym, jak Kipchoge złamał 2 godziny, pojawiają się następcy, którzy już nie marzą, ale pracują, by poradzić sobie z niewyrażalną wcześniej barierą.

My tymczasem wolimy skupiać się na ograniczeniach, zamiast wolną wolę zaprzęgać do jazdy za horyzont. Najedzeni, pozbawieni strachów wojennych i bytowych, przekraczamy siebie w najmniej męczący sposób. Strefa komfortu kończy się dla nas za granicą łóżka, tam też nagradzamy siebie i spoczywamy na laurach. Medal otrzymujemy właściwie za zapisanie się na zawody, chociaż powtarzamy sobie, że to za ukończenie wyścigu - niezależnie od faktycznie zaangażowanych sił. Ustawiając się w roli statystów wielkich imprez twierdzimy uspokajająco, że cały świat nas oszukuje, a my jedyni gramy fair.

Każdy rzuca nam kłody pod nogi, to nasza zima jest zbyt kapryśna, u nas działacze nazbyt pazerni. Tylko nas wszystko pęta, tylko nam jest najtrudniej, tylko u nas chodniki są śliskie, tylko nam nikt nie chce dać pieniędzy na rozwój, tylko nam nie rodzą się żadne talenty.

Rozdzielenie tego, co faktycznie musimy od tego, co możemy - traktujemy jako stratę czasu. Poprzestajemy, wiecznie poprzestajemy.

Filozof Tadeusz Gadacz w jednej ze swoich lżejszych książek pisze:

Położenie człowieka wyznacza (…) związek trzech elementów: całości otaczającego go świata, czyli faktyczności (fakt urodzenia, fizyczne i psychiczne uwarunkowania człowieka, inicjacja w kulturę), przypadkowych zdarzeń (fatum, ingerencja bogów lub Boga) i własnych wolnych decyzji. Te trzy elementy stanowią nierozerwalny splot, węzeł i ten właśnie splot – określający położenie człowieka – nazywamy losem.

 

 

____________________

Kuba Wiśniewski jest redaktorem naczelnym bieganie.pl. Na razie brak mu czasu na wypisanie pełnej listy swoich osiągnięć. Swoje frustracje i niespełnione ambicje prezentuje między innymi na Instagramie.