Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

biegniepamięć

biegniepamięć

Chyba się denerwowałem przed startem, w końcu to były pierwsze tak długie zawody – a i na treningu rzadko kiedy robiłem więcej niż 8 km. Chyba po rozgrzewce zdjąłem ortalionowe dresy, bawełnianą bluzkę zamieniłem na suchą, do której przypięty był numer, a na rajtuzy miałem naciągnięte krótkie spodenki. Chyba biegłem w chińskich tenisówkach, takich z zieloną podeszwą. Zdaje się, że na głowie miałem kolorową polarową opaskę i że było zimno i wietrznie, a Plac Zamkowy był niemal pusty.

To był czwarty Bieg Niepodległości w stolycy. Dwustu, może trzystu uczestników, w tym mój młodzikowy rywal nemezis Krzysiek, z którym nigdy wcześniej nie wygrałem. Start niemal spod Kolumny Zygmunta, meta przed Pałacem w Wilanowie, w sumie 11200 albo 11400 metrów wzdłuż Traktu Królewskiego, kto by tam to dokładnie liczył. Nie pamiętam.

Ale pamiętam bardzo dokładnie, że dłużyło mi się już na Stegnach, czyli po 2/3 dystansu. Wtedy kompletnie nie wiedziałem, czy w ogóle dotrę do mety. Przede mną daleko jakiś zawodnik, za mną (chociaż obiecywałem sobie, że się nie obejrzę za Chiny, nie obejrzę się na pewno, nie obejrzę się… a może szybko rzucę okiem?) – daleko jakieś sylwetki. I był na pewno ten finisz, gdy najpierw powoli zbliżałem się do Krzyśka, a potem poczułem, że mimo uginających się nóg to wszystko nabrało pędu. I rozmazane smarki na mojej twarzy i widok twarzy wyprzedzanego kolegi. Kątem oka. A najbardziej łzy w jego oczach - od wiatru, złości, zawodu, nie wiem.

Ile chcemy pamiętać, ile pamiętać musimy, ile faktycznie pamiętamy. Kogo i co wspominamy bezwolnie, kogo wyciągamy z magazynu pamięci siłą, kto i jak pojawia się wyzwolony w naszej teraźniejszości naciśnięciem dziwnego spustu - jak po zapachu ciastka u Prousta. W biegu wszystko się rozmywa, traci kontury, a jednak coś się jakoś wyostrza i zapada na lata.

„Mamo, możesz sprawdzić mój pierwszy dzienniczek treningowy? Taki szary albo brązowy zeszyt, tak… Tam powinno być napisane jakoś na początku, który to był Bieg Niepodległości, i który byłem, i ile pobiegłem. Nie ma nigdzie…? A w małym pokoju za drzwiami…? Nigdzie?” – pytałem wczoraj przez telefon.

„Wspominamy dzisiaj 101 rocznicę odzyskania niepodległości” – mówiłem dzisiaj przez mikrofon. Byłem spikerem na początku i końcu biegu – tego samego, w którym startowałem 26 lat temu. W którym potem byłem cztery razy czwarty. Czy można coś wspominać, jeśli nie jest własne? Czy tylko mieć nadzieję, że ktoś pamięta to za mnie lepiej?

Moja pamięć nie jest niepodległa. A jednak wolna na tyle, na ile mam ją dla siebie. Finiszuję na Wilanowie na moje zawsze.

 

 

____________________

Kuba Wiśniewski jest redaktorem naczelnym bieganie.pl. Na razie brak mu czasu na wypisanie pełnej listy swoich osiągnięć. Swoje frustracje i niespełnione ambicje prezentuje między innymi na Instagramie.