Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

wróciłem do siebie

wróciłem do siebie

Wróciłem z biegania z gór i mam kaca (tak się mówi). Wczoraj cisza przed zębem grani przy Jagnięcym Szczycie. Dzisiaj nieustający poszum ulicy i raz na minutę piła, bo kładą chodnik pod oknem. Ostatnie piętro kamienicy obok jak framuga nieba. Udaję przed sobą zapracowanego, by nie podnosić za często wzroku.

Dzieli się w tym okresie przejściowym wszystko na tam i tu. Zaraz o tym tam zapomnę oczywiście i wrócę tu na dobre (tak się mówi). Poczuję się może zażenowany, że tylko tyle mi wystarczyło, by prawie niczego nie brakowało. W trakcie 60-kilometrowych dni po Tatrach jedna para spodni, dwie koszulki raz na lewą raz na prawą stronę i para brudnych butów. A tutaj obsługując codzienność trzeba mieć instrukcję, a rzeczy piętrzą się bezsensownie, a każda ciągnie w swoją stronę.

Czy wszystko tam szło jak należy? Jasne, że nie, obnażyły się braki własne i pycha, że coś na mapie wygląda płasko i spoko, przecież to blisko. Co więcej zdziwiło? Ukłucie tylko i aż, że kogoś najważniejszego akurat nie ma, ale z drugiej strony zaskakująco i na chwilę los związany (tak się mówi) z kilkoma osobami przypadkiem spotkanymi. Pewnie w pociągu nieraz się jeszcze wychlapie komuś i powierzy swoje największe sekrety na czas podróży, ale jak się gada godzinami dysząc i skacząc po kamieniach, to tajemnica wrasta w krajobraz i się z drugim człowiekiem bezpowrotnie splata.

Surowo i bezwzględnie. Nikt nie poklepuje po pleckach i że jesteś zwycięzcą dopóki walczysz (no, tak to się już na pewno mówi, prawda?). Skarlałe drzewa jeszcze się do pewnego momentu litują, ale wyżej skała już nie. Może nieporuszony poruszyciel rozsypał coś na złość. Może łatwiej wierzyć, że na dobre. Może trudniej, że bezładnie. W każdym razie bieganie tam jest darowane i jest do, przez czy ku – a tutaj ucieka tylko od. Oddech ściśnięty tam, a ten niby głęboki brany tutaj są braćmi, ale przyrodnimi.

Jakie to zabawne, gdy człowiek wygodny odnajduje przez takie wyjazdy w tej swojej wygodzie niewygodę. Tu nawet poręcze na schodach są szlifowane, by mi się drzazga nie wbiła aby w paluszki. A jedzonko za zimne, ajajaj. Ale dzisiaj główka boli, taki ciężki dzień, a to dopiero poniedziałek. Słuchajcie – na fejsbukach – ratunku, ktoś wie, jak się biega w tym modelu, takim jak na zdjęciu? Proszę pana – w mailach – pisałam do pana kilka razy, to ostatnia szansa, kiedy mogę zadzwonić, by porozmawiać o materiałach biurowych dla pana firmy?

Wróciłem z biegania z gór i włączyłem zegarek. Pokazuje godziny i udaje, że wyznacza czas. Jak było? Pobiegałem po górach, zaliczone! Ale złomotałem grań! Tak się o tym tu mówi. Z dumą i pokazując zdjęcia palcem na ekranie telefonu.

Wróciłem! Jestem tu chyba u siebie – a bez siebie na pewno.

 

 

____________________

Kuba Wiśniewski jest redaktorem naczelnym bieganie.pl. Na razie brak mu czasu na wypisanie pełnej listy swoich osiągnięć. Swoje frustracje i niespełnione ambicje prezentuje między innymi na Instagramie.