Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

kto wypina, tego wina

kto wypina, tego wina

W niedzielę w Sieradzu odbyły się mistrzostwa Polski na 5000 m. Nie znalazło się dla nich miejsca podczas „normalnych" MP, więc rozegrano je osobno. Poziom był najwyższy z możliwych - zarówno medalistom, jak i pozostałym uczestnikom należą się szczere gratulacje i podziękowania za walkę. Udowodnili, że bieganie na stadionie może być ciekawe i emocjonujące.

Sympatyczne kameralne zawody zbiegły się z niedawną wygraną Polski w Drużynowych Mistrzostwach Europy. Obwieściliśmy wtedy światu, że jesteśmy lekkoatletyczną potęgą. Impreza w Bydgoszczy była spektakularna, a w formule DME bezapelacyjnie zwyciężyliśmy nad innymi reprezentacjami Europy.

Większość stadionowych konkurencji biegowych w ostatnich sezonach pokazuje jednak jasno, że pod względem poziomu sportowego jesteśmy 100 lat za Afrykańczykami. Nie zmieni tego ogrzewanie się w cieple rzutów i skoków (o tyczce), wymachiwanie szabelką i refreny o potędze. Choćby europejskiej.

W tegorocznych tabelach światowych najlepszy Polak na 100 m znajduje się na 146 miejscu. Na 200 metrów mamy dwie zawodniczki, które w ostatnich 10 latach złamały 23 sekundy, a ta bariera odpowiada teraz 70 pozycji na świecie. W biegach długich na bieżni niestety w większości ani najlepsi panowie, ani panie nie łapią się do pierwszej 20-tki europejskich tabel. Rekord Polski na 5000 m mężczyzn ma ponad 43 lata, ten kobiecy niedługo będzie wkraczał w pełnoletność.

Oczywiście każdy może wskazać pojedyncze przypadki i zarzucić czarnowidztwo. Jednak uspokajająca narracja o wielkości prowadzi donikąd. W sztafecie kobiet 4x400, z której jesteśmy bardzo dumni, rekord Polski odpowiada tegorocznemu rekordowi świata juniorek. Na 800 i 1500 m kontuzje 2 zawodniczek zaczynają mącić nasze potężne aspiracje. W męskich 800 i 1500 metrach za sprawą duetu Kszczot-Lewandowski oraz kilku następców mamy spokój, ale złośliwi podpowiedzieliby mi, że moja przeciętna życiówka na półtora dałaby szansę na medal MP. Płotki też się bronią, chociaż wygląda na to, że do określenia różnic pomiędzy medalistami najbliższych mistrzostw kraju nie będzie trzeba fotokomórki. Są liderzy, z następcami słabo.

Jeden z amerykańskich portali skrzywdził Biało-Czerwonych wyliczeniem, że podczas MŚ w Dosze wywalczą tylko jedno złoto. Niestety to może być prawda. Nie żyjemy w bańce, inni też mają prawo biegać szybko. Może się więc okazać, że w biegach, mimo dobrej postawy pewniaków, będziemy musieli cieszyć się tylko z finałów. Bardzo nam - co najmniej tego życzę, ale nie chciałbym słyszeć o naszej sile i tym, że no takie są realia, jeśli chodzi o zaplecze.

Bo oczywiście wszystkiemu nie są winni biegacze - walczą każdego dnia na treningach, starają się jak najlepiej wypadać na zawodach. Nie są winni trenerzy - mają ograniczony wpływ na zawodników, słabe finansowanie i niedoskonałe bazy szkoleniowe. Nie jest winny związek - w reprezentacji startują najszybsi w kraju, no więc to są ci najszybsi,  sponsorzy chcą wspierać tylko najlepszych z najlepszych, no to nie ma wyjścia, materiał ludzki jest taki jaki jest. Nie jest winne ministerstwo - to na poziomie związków wydawane są środki, generalnie poziom aktywności społeczeństwa spada. Nie są winne media - relacjonują, co mogą i jak mogą najlepiej, no i tak jest więcej lekkiej atletyki niż kiedykolwiek, biegacze nie zawsze ciekawie się prezentują i wypadają na tle bardziej widowiskowych dyscyplin. Nie jest winna opinia publiczna - ogląda i wspiera tych, którzy są widoczni, ma swoje zmartwienia i potrzebuje rozrywki oraz emocji na wysokim poziomie.

Winny jest za to pan Kaziu z Przymulic Wielkich, który 43 lata temu zgubił klucz do kłódki na miejscowy stadion i się po niego schylił, prowokując salonowca. Lawina ruszyła właśnie wtedy. Pomalujmy jednak zszarzałą trawę na zielono. Dobrze, że tych nieszczęsnych 5000 m nie będzie w telewizji podczas transmisji telewizyjnej z MP. Jeszcze by się przyszło tłumaczyć. Trzeba się umieć napinać, a nie wypinać.

 

 

____________________

Kuba Wiśniewski jest redaktorem naczelnym bieganie.pl. Na razie brak mu czasu na wypisanie pełnej listy swoich osiągnięć. Swoje frustracje i niespełnione ambicje prezentuje między innymi na Instagramie.