Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Dominika Stelmach kilka miesięcy temu zadeklarowała, że kończy pracę zawodową, zostaje profesjonalną biegaczką długodystansową i będzie starała zakwalifikować się na Igrzyska Olimpijskie 2020 w maratonie.

Ruch dosyć nietypowy, bo jak wiadomo z biegania raczej trudno się utrzymać.  Dominika zajęła wprawdzie wysokie miejsca w kilku ważnych dużych biegach: drugie miejsce ale pierwsze wśród Polek na maratonie w Dębnie 2017, podobnie w Poznaniu 2017 (gdzie dosłownie doczołgała się na ostatnich metrach do mety nie mogąc już ustać na własnych nogach), pierwsze miejsce na BMW Półmaratonie Praskim.

Bez wątpienia wielkim sukcesem było zwycięstwo w światowej rywalizacji w WingsForLife WorldRun, podczas którego Dominika przebiegła 68 km, co jest bezdyskusyjnie znakomitym wynikiem (nagrodą od organizatora za zwycięstwo jest dla niej miesięczny wyjazd do ojczyzny joggingu i Arthura Lydiarda czyli Nowej Zelandii, gdzie Dominika oczywiście zamierza trenować).

Wysokie miejsca w wymienionych biegach nie oznaczają jednak tego, że już w tym momencie Dominika jest na poziomie "olimpijskim". Jej dotychczasowa życiówka w maratonie to na razie 2:38:52, tymczasem żeby zakwalifikować się na Igrzyska, trzeba biegać szybciej niż 2h30 (takie było minimum PZLA na Igrzyska w RIO 2016) i można podejrzewać, że do Tokyo będzie podobnie.

O szansach i planach na nowej, "profesjonalnej" drodze życia rozmawiamy z Dominiką w dwa dni po Maratonie Poznańskim 2017.