Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Marcin Konieczny: Mentor

Marcin Konieczny: Mentor

Wielu z was, ma swoich trenerów. Niektórzy z was mają dodatkowo dietetyków, współpracujących fizjologów, fizjoterapeutów, pewnie niektórzy korzystają też z pomocy sportowych psychologów. Ale bohater tego wywiadu jest ... mentorem.

Sam kiedyś był "średniakiem", w szkole trenował razem z Piotrem Rostkowskim (byłym Rekordzistą Polski na 1500 m), nadal nieźle biega, teraz głównie w triathlonie. Prowadzi szkolenia dla biznesu, ale nie znajdziecie jego poważnego zdjęcia, chyba że zrobionego z zaskoczenia. Nie epatuje swoją osobą, nie wyskakuje z lodówki, ale wśród triathlonistów jest guru. Od trzech lat, robi nabór do grupy mentoringowej i Ci triatloniści (głównie triatloniści, choć mogą być i biegacze), którzy się do niej dostaną mogą korzystać z jego pomocy. Właśnie zaczął się nabór do czwartej edycji.

Kiedy się o tym dowiedziałem, miałem jedno pytanie: „O co tu [----] chodzi? „ O wyjaśnienie zwróciłem się do samego mentora, słabiej znanego w środowisku biegowym, ale dobrze w triatlonowym MKONa, czyli Marcina Koniecznego, rocznik 1972. Za kilka dni, 14 października Marcin startuje w Mistrzostwach Świata IRONMAN na Hawajach.

Triathlon uprawiasz od 2007 roku. A kiedy skończyłeś z lekkoatletyką?

Chyba 20 lat temu. Skończyłem uprawiać lekką w trzeciej klasie liceum.

Gdzie chodziłeś do liceum?

W Olsztynie. Tam z Piotrkiem Rostkowskim w Gwardii Olsztyn trenowaliśmy u Zbyszka Ludwichowskiego.

I co spowodowało, że skończyłeś?

Skończyłem karierę na drugim roku juniora, wtedy nikt nie myślał, że można biegać coś dłuższego. Raz czy dwa pobiegłem piątkę, raz zszedłem a raz zrobiłem wynik w okolicach 16:30, co nie wydawało się jakimś świetnym wynikiem. Jak ktoś nie latał po 3 minuty na km to nie miał co szukać.

Co się przez te 20 lat działo?

Życie, praca, dzieci, szukanie swojego miejsca, nabieranie doświadczeń. No i kilogramy się działy. Klasyczny proces.

Ile kg?

Pewnie z 18. Jak w drugiej klasie robiłem medal na 2000m z przeszkodami to ważyłem 61 kg. Teraz ważę 72kg, przy wzroście 173cm. Pewnie w szczytowym okresie ważyłem około 83 kg.

72 kg przy 173cm i dobrej formie sugeruje, że musisz być bardzo mocno umięśniony

Stosowałem różne terapie odchudzające, ale zawsze miałem dużą masę mięśniową, nawet za juniora, jak ktoś postawił Piotrka i mnie obok siebie to wszyscy myśleli że ja jestem ciężarowcem a on lekkoatletą.

I co się w końcu stało?

W pewnym momencie, w 2006 roku stwierdziłem, że trzeba się za siebie wziąć. Mogłem kupić Harleya, jak większość moich kolegów albo coś ze sobą zrobić. Kryzys wieku średniego stawia przed człowiekiem dość zasadnicze pytania. Zdecydowałem się, żeby wrócić do sportu. Z biegania nigdy nie zrezygnowałem na 100%, coś tam podbiegiwałem, kumplowałem się z ludźmi z którymi trenowałem, zawsze coś tam robiliśmy. Myślę sobie, że przez te 20 lat przebiegnięcie 20 km nigdy nie było dla mnie problemem. Jak chciałem to wychodziłem. Nie było to po 4 minuty ale po 5:30.

Przeglądałem internet pod kątem wyzwań jakie sobie mogę postawić, i znalazłem grupę dyskusyjną na biegajznami prowadzoną przez Darka Sidora, IM2010. I wtedy się w to wkręciłem.

Wróciłem do sportu ale do nowego sportu. To wszystko ewoluowało od pierwszego celu jakim było w ogóle ukończenie Ironmana do zostania Mistrzem Świata w kategorii M50. Wkręcałem się coraz bardziej, a teraz działam trochę jak taki „pseudo guru”. Zajmuje się tym, mam wyniki, mam też taką filozofię, żeby nie zagarniać do siebie ale od siebie, żeby dzielić się z innymi.


Marcin na 10 km w drodze po życiówkę, z niewielką przewagą nad zawodnikami, którzy w końcowej klasyfikacji zajęli miejsca wyższe (Iza Trzaskalska, Grzegorz Gronostaj, Andrzej Witek). Zdecydowanie nie jest zwolennikiem Negative Split. :) Zwróćcie uwagę na fantazyjnie założony numer startowy.


Startowałeś też czasami w maratonie, prawda?

Ja uważam, że jestem przede wszystkim biegaczem. Natomiast triathlon jest jakąś taką alternatywą. Ale gdybyś się mnie zapytał co jest dla mnie większym marzeniem, to chyba większym jest złamanie 2h30 w maratonie ….

A ile do tej pory najlepiej pobiegłeś?

2:34:04 w Warszawie na Orlenie w tym roku. Wziąwszy pod uwagę, że lata lecą a ostatnia zrobiona w 2014, to dobry wynik. Ale dalej będę walczył. Więc jest to dla mnie ważniejsze niż zrobienie jakiegoś światowego wyniku w Triathlonie. Bieganie to jest jednak konkurencja, z której się wywodzę.

Wiem, że w zeszłym roku trenowałeś z dwoma trenerami, Piotrkiem Rostkowskim z nastawieniem na bieganie i Tomkiem Kowalskim, z nastawieniem na triathlon, oczywiście obydwaj o tym wiedzieli i brali to pod uwagę, coś się teraz zmieniło ?

Współpracuję tylko z Tomkiem. Z Piotrkiem pogadaliśmy i mimo całej miłości jaką mam do niego, i ciągle bardzo aktywnie jako Klub Sportowy NIEMANIEMOGĘ wspieramy jego SMS w Szklarskiej, to jednak jego trening był dla mnie za delikatny. Tomek w tym roku wzniósł mnie treningowo na zupełnie inny poziom mentalny. Czytając plany treningowe, bo planujemy mniej więcej z miesięczna perspektywą, widząc np. 5*2km po 3:15/km pukałem się w głowę. Ja tak biegałem jak miałem 18-19 lat. Ale nie teraz. Potem wychodziłem i mocno zesrany robiłem ten trening. Bolało ale mentalnie zmieniło się coś w mojej głowie. Bieganie 2 minutówek w zabawie po 2:50/km – proszę bardzo. I za to jestem Tomkowi najbardziej wdzięczny. Bo to ostatni moment na takie szybkie bieganie. 

Jak ogólnie wyglądały tegoroczne przygotowania do sezonu?

Tegoroczne przygotowania to strategia maratońska. Czyli zimą trenowaliśmy do wiosennego maratonu, praktycznie zero pływania i mało roweru. Wiosną start w maratonie a potem włączenie roweru i pływania. Strategia mnie bardzo pasująca bo układ oddechowo-krwionośny wytrenowany, wytrzymałość zrobiona na bardzo wysokim poziomie. Rower to tępa siła więc można ją spokojnie zbudować nawet za dużo zimą nie jeżdżąc. Gorzej z pływaniem ale jak pokazują wyniki z zawodów w tym sezonie – średnio pływam na podobnym poziomie jak w latach kiedy trenowałem znacznie więcej.

A ile ostatnio pobiegłeś dychę na triathlonie ?

Na zawodach najszybciej w tym roku, po 3:40/km ale to w ramach 1/2 gdzie do przebiegnięcia jest półmaraton. Na zakładkach, czyli rower+bieg, zdarzało mi się pobiec w okolicach 37 minut.

A ile biegałeś dychę w zawodach na dychę?

Najszybciej w historii 32 minuty. Teraz zazwyczaj sezon zaczynam zawsze Biegiem Mikołajkowym i zwykle jest to jedyne 10km w sezonie. W tym roku odpuściłem ale na treningach przygotowawczych do maratonu biegałem trening 2*10km/ p5’ oba odcinki poniżej 35

To wróćmy do treningu triathlonowego. Gdzie Ty trenujesz rower? Bo pływanie to wiadomo, trzeba iść na basen, bieganie wiadomo, wychodzisz i biegniesz. A rower?

Jak jestem w Warszawie to jest trudno. Jak mam sytuację, że mam poważny trening rowerowy to wymaga to niezłej logistyki, głównie związanej z korkami. Jeśli prowadzę szkolenie, to jest to zazwyczaj w centrum, a trening muszę wyjechać gdzieś poza centrum. Zazwyczaj robię to tak, że wyjeżdżam samochodem gdzieś w stronę domu, odnajduję stację benzynową z prysznicem, tam zostawiam samochód i robię trening.


Na mecie z nową życiówką

Gdzieś na zwykłej często uczęszczanej szosie?

Tak, jeśli warunki są niezwykle niesprzyjające, to wyjmuję trenażer, wstawiam rower na trenażer i na nim robię. Ale znam ludzi, którzy trenują rower tylko w domu. Michał Podsiadłowski jest tego przykładem.

Przyznam, że rower jest takim elementem w triathlonie, który wydaje mi się nie do przeskoczenia, żeby uznać triathlon za fajną dyscyplinę.

No na pewno jest to wyzwanie.

Jak wygląda Twój tydzień treningowy?

W okresie największych obciążeń treningowych miałem około 20 godzin treningu w tygodniu. Najdłużej zdarzało mi się 6 godzin roweru lub na zakładkę rower i bieganie.

To raczej jesteś wtedy wyłączony z jakiegokolwiek życia zawodowego?

Tak, to jest weekend i jestem wtedy wyłączony z jakiegokolwiek życia. Poza zjedzeniem śniadania z żoną jestem wyłączony.

A jak to wygląda w tygodniu?

Dzień treningowy jest u mnie schematyczny. Zaczynam pracę o 9:00, kończę o 17:00. Staram się zrobić jeden trening przed, drugi po, na przykład rano rower i po południu bieganie, albo rano pływanie i po południu rower.

Za kilka dni startujesz w IRONMANie na Hawajach, jak oceniasz swoją formę?

Wszystkie dane z treningów oraz z ich analizy pokazują, że forma jest. Mam też luz psychiczny, bo w swoim dalekosiężnym planie (Mistrz Świata w kategorii M-50 czyli w 2022) przyjechałem powiedzieć: SPRAWDZAM. A jak będzie? W zeszłym roku zwycięzca kategorii miał 9h15’. W tym roku chcę osiągnąć taki właśnie wynik. Będzie to i tak prawie 30’ lepiej od mojego poprzedniego startu tutaj (2012) i wydaje się to w zasięgu. A które miejsce mi to da? Nie ma znaczenia. Oczywiście wszystko zależy od danego dnia a właściwie pogody w danym dniu. Temperatura na miejscu jest stała (ok.30st), wilgotność jest stała (ok 80-85%) ale jak są chmury to jakoś jest bardziej znośnie niż jak jest patelnia.

Dziwni mnie, że z jednej strony jesteś mentorem dla triathlonistów a z drugiej masz trenera od triathlonu. Masz przecież na tyle dużo doświadczenia, żeby być dla siebie trenerem.

Tak, ale szkoda mi czasu na pisanie sobie planów. Wolę tę kompetencję spożytkować na to, żeby przyglądać się tym planom i ewentualnie negocjować. Mieszkając w Olsztynie, pracując w Warszawie i podróżując po całym świecie, nie miałbym czasu na wszystko. To nie jest wg mnie prawda, że trenowanie samego siebie to jest dobry pomysł. Próbowałem. Kiedy rozstałem się z Darkiem Sidorem zaplanowałem sobie pierwszy miesiąc. Ale potem rzuciłem to, stwierdziłem, że nie będę poświęcał pół dnia, żeby planować sobie miesiąc.



A czym Ty się zajmujesz zawodowo?

Prowadzę szkolenia. Szkolę managerów, w Polsce, na świecie.

Czyli jesteś tak zwanym coachem? Nie mówię o coachingu sportowym.

Nie, coach to jest raczej osoba która pracuje w relacjach 1:1, ja pracuję na sali, wolę, jak się mówi o mnie szkoleniowiec.

Czyli jesteś jak jakiś Mateusz Grzesiak?

Akurat Mateusz Grzesiak to jest raczej osoba, która raczej inspiruje ludzi a nie uczy konkretnych umiejętności. Ja szkolę z konkretnych umiejętności, Gdybyś szukał szkoleń dotyczących zarządzania czasem, ludźmi czy dotyczących wystąpień publicznych to trafiłbyś prawdopodobnie do mnie. U mnie nauczyłbyś się konkretnych technik.

Jako to się stało, że zostałeś mentorem dla sportowców? I co to w Twoim przypadku znaczy?

Różnica między mentorem a coachem jest taka, że coach podpowiada, a mentor jest taką tarczą od której odbijają się kwestie w formie pytań. Ludzie z którymi pracuję wiedzą, że jestem dostępny ale nie będę ich prowokował do niczego. Po drugie zakontraktowałem się z nimi w taki sposób, że nie piszę im planów. To znaczy, jak mają jakąś kwestie treningową to oni ze mną o tym dyskutują, ja im zadaje różne pytania skłaniając ich do analizowania wszystkich za i przeciw. Mentor jest raczej taką osobą, która ma inspirować a nie podpowiadać.

Ale czy to jest jakiś układ biznesowy czy koleżeński?

Koleżeński. Raz w roku, wysyłam zaproszenie żeby składać aplikacje do tego programu. Ludzie piszą aplikacje dlaczego chcą i współpracuję z tą wybraną grupką ludzi. Czasami się spotykamy, czasami rozmawiamy tylko przez telefon.

Od kiedy to działa?

Od trzech lat, teraz jest czwarta edycja.

Czy wzór czegoś takiego gdzieś na świecie funkcjonuje? Czy to polski model? Czy to jest jakaś specyfika triatlonowa.

Na świecie takie rzeczy się odbywają. Nie jest to specyfika triatlonowa, w biznesie jest to zjawisko często występujące.

Ale w biznesie nie ma kogoś, kto jest Twoim mentorem, kogoś kto Ci pisze plan treningowy, kogoś kto jest Twoim dietetykiem, kogoś od fizjologii, od fizjoterapii. W sporcie sam trener jest często takim mentorem. Jaki jest poziom sukcesu tych ludzi których przyjąłeś? Osiągnęli swoje cele?

Ja się z nimi nie kontraktowałem na żadne cele. Ja im powiedziałem wprost. Ja Cie nie przygotuję do osiągnięcia tego celu. Ja mogę być kolejnym zasobem, który pomoże Ci ten cel osiągnąć, Jak Ty będziesz z tego zasobu korzystał To Twoja sprawa.

Daj mi przykład, bo ja nie bardzo mogę zrozumieć o co tu chodzi.

Przykład abstrakcyjny. Żeby osiągnąć cel potrzebujesz różnego rodzaju zasobów. Np odżywek. To, że masz jakieś odżywki, to nie znaczy, że będziesz z nich korzystał. Możesz ale nie musisz. Ja jestem taką odżywką, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Czy poprzez bloga, czy telefony, czy rozmowy.  

Ale to nie to, że Ty do nich dzwonisz ale oni do Ciebie, tak?

Tak

Czyli to oni muszą pamiętać.

Ta relacja jest na tyle bliska, że prędzej czy później zamienia się w bardzo częste kontakty: „ - Słuchaj, dzisiaj miałem taki problem, chciałbym o tym pogadać” „-No to dawaj, gadajmy”. I to są naprawdę przeróżne kwestie, jak przeczytasz książkę to zobaczysz. Na przykład facet, który pracuje w korporacji tak się wkręcił w triathlon, że uświadomił sobie, że triathlon stał się ważniejszy niż jego rodzina. Z pracy nie może przecież zrezygnować. Jak zaczęliśmy o tym gadać, to doszedł do wniosku, że musi dokonać nie tyle wyboru ale nauczyć się balansować pomiędzy jednym i drugim. Oswoić żonę, firmę, siebie. To, że przy okazji złamał 5 godzin na połówce to jest jego zasługa a nie moja. Ale on sobie zdaje sprawę z tego, że jak by tego nie oswoił to by skończył w alternatywnej rzeczywistości. Albo złamałby 5 godzin ale nie miałby żony, albo miałby żonę ale nie złamałby 5 godzin. A tak żona zaakceptowała jego trening a on osiągnął cel jaki sobie założył.

Ci ludzie, których przyjmujesz do programu muszą Ci przedstawić konkretny problem ?

Oni muszą mi przedstawić swój pomysł na to jak będą ze mnie korzystali.

W postaci jakiegoś listu motywacyjnego?

Tak, dokładnie tak.

Czyli muszą jakiś problem przedstawić, jeśli człowiek jest zadowolony ze wszystkiego co się u niego dzieje to chyba nie będzie szukał mentora? Chyba, że dla własnego ego. Jak Ci napisze, że „bo chcę mieć kolegę do pogadania” to będzie wystarczający powód?

Raczej nie, ale mogę go poprosić, żeby się dzielił swoimi sukcesami czy porażkami z innymi, prowadząc jakiegoś bloga. Ja akurat uważam, że poza taką twardą treningową wiedzą każdy może być inspiracją dla innych. Akurat jeśli chodzi o sam trening to ja prowadzę krucjatę. Uważam, że trenerów jest zbyt dużo. Nie dlatego, że powinien być jakiś limit ale uważam, że hochsztaplerstwem jest to, żeby po roku zajmowania się dyscypliną zostać trenerem i trenować innych, tylko dlatego, że są od Ciebie słabsi. A już w ogóle oszustwem jest to, żebyś będąc trenowanym przez kogoś innego, jednocześnie trenował innych kopiując plany, które dostajesz od swojego trenera.

W bieganiu wysyp trenerów też jest niesamowity.

No i to jest dokładnie to samo.

W bieganiu jest pewnie tego więcej.

Bo jest łatwiej. Napisać, „idź biegnij 60 minut a jak się zmęczysz to zrób sobie chwilę przystanku i nazwijmy to zabawą biegową” to przecież żadna filozofia.

W tym roku wydałeś e-booka ze swoimi felietonami, przyznam że bardzo fajna lektura, zwłaszcza dla mnie, czyli osoby, która przyznam nie znała Twojej pisarskiej aktywności.

Dzięki, książka jest za darmo do pobrania z www.niemaniemoge.pl (lub tutaj). Książka wyszła też w wersji papierowej ale szybko się rozeszła a cały dochód z jej sprzedaży zasilił wspierany przeze mnie Nidzicki Fundusz Lokalny.

W zeszłym roku wydałeś elektroniczną książkę (link do wersji PDF) w której twoi podopieczni opisywali swoje doświadczenia.

Chodziło o to, że może kto to czyta może sobie pomyśli: „Kurcze, mam przecież taki sam problem, ten gość sobie poradził, to ja też sobie poradzę. Zadzwonię do niego. Czy może tylko przeczytam”. To taki poradnik w stylu: „Miałem problem, jak sobie z nim poradziłem”.  I co ważne oni piszą jak oni sami sobie z tym poradzili. Ja byłem tylko katalizatorem tego procesu.

Ta książka to na pewno nie jest sensacja, nikt tam nie ginie. To idzie raczej w kierunku poradników inspiracyjnych. Nawet nie ma tam jakichś narzędzi które można wdrożyć. Ale ktoś może chcieć skorzystać z tego co napisali, nawet kontaktując się bezpośrednio z kimś z nich, na tym zresztą polegał kontrakt, że oni muszą się też dzielić swoimi doświadczeniami jeśli ktoś ich o to poprosi.

Czyli taka sztafeta. Można powiedzieć, że jesteś trochę takim triathlonowym psychoanalitykiem?

Może trochę tak.

Ale czy uważasz, że te problemy wynikały głównie z tego, że triathlon jest taką czasowo wymagającą konkurencją?

No na pewno w dużej mierze te problemy z tego wynikały

Czy wyobrażasz sobie, że biegacz miałby podobne problemy co oni ?

Tak, oczywiście.

A myślisz, że gdyby zgłosił się do Ciebie biegacz, który chciałby, żebyś został jego mentorem to on miałby szanse?

Musiałby złożyć aplikację. Ale oczywiście, że miałby.



Na koniec. Generalnie patrząc na Twoje zdjęcia można odnieść wrażenia, że jesteś mega jajcarzem, tymczasem jak się z Tobą rozmawia jesteś bardzo "ustatkowany", spokojny, co by zresztą pasowało do tego mentoringu i Twojej pracy. Czy nie myślisz, że to jajcarstwo może przeszkadzać Ci czasem w pracy, bo klient nie będzie chciał mieć takiego wykładowcy - jajcarza albo potencjalny ciekawy zawodnik nie będzie chciał mieć mentora - jajcarza? Czy może odwrotnie, chcesz, żeby oni znali to Twoje drugie oblicze i żeby byli przygotowani, że nagle możesz zrobić coś czego po "niejajcarzu" by się nie spodziewali?

Według mnie nie należy łączyć tych “dwóch systemów walutowych”. Jeśli klient chce mnie poznać i robi to przez Facebooka a nie przez rekomendacji klientów dla których pracowałem – i jest to jedyne jego źródło danych – to albo trafię na takiego gdzie “chemia teges” albo ja nie chcę z takim klientem współpracować. Biznes to biznes a życie prywatne to życie prywatne i korpo daleko powinno się od niego trzymać.

Dziękuję za rozmowę


Marcin prowadzi nabór kandydatów do nowej grupy sMentoringowej na sezon 2017/18. Wszyscy zainteresowani powinni się śpieszyć, bo termin nadsyłania zgłoszeń mija 15 października. Tutaj szczegóły.