Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
„Chcę pokazać, że młodzi mają potencjał" - Rozmowa z Aleksandrem Wiąckiem

Sezon 2020 na bieżni odbywa się z opóźnieniem i na raty. Koronawirus zabrał wiele okazji do sprawdzenia formy długodystansowców, zarówno amatorów, jak i profesjonalistów. Osobną kwestią jest spadająca co roku liczba imprez w kalendarzu lekkoatletycznym, na których można w ogóle pobiec w dobrej stawce na dystansie dłuższym niż 1500 metrów. Przy okazji dyskusji na FB Bieganie.pl dotyczącej braku biegu na 3000 m podczas Memoriału Kusocińskiego, głos zabrał Aleksander Wiącek. Utalentowany 20-letni zawodnik z Otwocka wart jest zainteresowania, choćby dlatego, że w tym sezonie zajmuje wysokie miejsce w młodzieżowych tabelach europejskich. Jego 8:09.05 z Memoriału Żylewicza w Gdańsku (15.08) jest aktualnie najlepszym rezultatem na „trójkę" w Polsce.

Z młodym zawodnikiem OKS Start Otwock rozmawialiśmy w środę 27 sierpnia. Olek, który ma już w dorobku starty w juniorskiej reprezentacji kraju (m.in. podczas MŚ U-18 – 12 miejsce w Nairobi czy ME U-20 – 7 miejsce w Boras), jest już myślami przy niedzielnych mistrzostwach kraju. We Włocławku pobiegnie na 5000 m, w wyścigu zamykającym zawody. Prawdopodobnie poza czasem antenowym rozegrany może być ciekawy bieg, w którym polskich maratończyków zetrze się z młodością nowej fali.


Jeszcze lecisz na jakiś mocniejszy trening?

To już ostatnie szlify przed mistrzostwami Polski we Włocławku. W niedzielę 30 sierpnia startuję na 5000 m. Tydzień temu miałem ostatnie mocne tempo, w ostatni weekend startowałem, więc co mieliśmy zrobić, już zrobiliśmy. Dzisiaj tylko ostatni akcent – jakieś 300-setki.

Na którym dystansie na zawodach czujesz się najlepiej? Według tabel porównawczych najbardziej wartościowy wynik masz właśnie na 3000 m. Twoje 8:09.05 jest nieco lepsze od 3:49.92, z kolei trochę gorsze od 14:19.02 z tego roku.

Startuję też często na przełajach, ale wolę tam biegać na twardych trasach. Na bieżni najbardziej siedzi mi ten nieolimpijski dystans, czyli „trójka". Ale proces wydłużania się przychodzi u mnie z wiekiem i z treningiem. Jako młodzik najlepiej czułem się na 1500 m, jako junior młodszy startowałem na 2000 m z przeszkodami i pobiegłem „trójkę", co wtedy wydawało mi się długim dystansem. Ale już za juniora na trójce czułem się super i myślę, że w przyszłym roku 5000 m stanie się już moim konikiem. Jeszcze w tym roku czekają mnie prawdopodobnie trzy „piątki” na bieżni – we Włocławku, tydzień później na MP U-23 i być może dodatkowo na meczu międzynarodowym, o ile dojdzie do skutku w tym takim loteryjnym sezonie.wiacek_3.jpgMasz skończone 20 lat, w dyskusji toczącej się na naszym Facebooku przypomniałeś, że w Gdańsku uzyskałeś najlepszy młodzieżowy czas na trójkę od 7 lat. Według Ciebie musi nastąpić w Polsce zmiana warty? Kto miałby przekazywać komu zmianę?

Młodość powinna dać zmianę doświadczonym biegaczom. Uważam, że juniorzy i młodzieżowcy powinni pokazać wszystkim starszym zawodnikom mówiącym, że nie ma w Polsce młodzieży – że jednak mamy potencjał. Taka pozytywna motywacja byłaby wodą na młyn, napędzającą rywalizację.
Też wiesz, ja się nie skupiam na podwórku krajowym. To, że mój wynik jest najlepszym młodzieżowym czasem od 7 lat sprawdziłem tylko na potrzeby naszej dyskusji. Ja patrzę przede wszystkim na to, że mój wynik 8.09 to 13. w Europie. Dążę cały czas do tego, by być jak najwyżej w tabelach europejskich, a nie ogólnopolskich.

Jako junior zająłeś 7 miejsce w finale zeszłorocznych mistrzostw Europy w Boras. W eliminacjach tamtych zawodów oraz na innych biegach lecisz do przodu i nie kalkulujesz. Z czego to wynika?

Pewien rodzaj odwagi mam chyba w genach. Jako młodzik startowałem pierwszy raz w życiu na stadionie na 2000 m. Otworzyłem na mityngu w Warszawie pierwsze koło w 61 sekund (czyli na końcowy wynik około 5:05 – przyp. red). Doleciałem jakoś na 5:54, nie zastanawiałem się, co będzie. I krzywda mi się nie stała, nie sponiewierałem się jakoś strasznie. Dlatego pamiętam o tej swojej naturze i cały czas pozostać przebojowym, jak tamten młody chłopak. Za dużo myślenia na zawodach nie pomaga.wiacek_4.jpgNo dobra, ale skąd się wzięło tego typu podejście u Ciebie?

Myślę, że tu należy się ukłon w stronę moich rodziców. Zostałem wychowany w takim duchu, abym po prostu nie wyrósł na lenia. Oczekiwano ode mnie pomocy w codziennych obowiązkach, a że pochodzę z małej miejscowości Kołbiel pod Otwockiem, to zawsze było co robić. Dzięki temu pójście na trening było dla mnie małym wytchnieniem i jakąś ucieczką od obowiązków – a nie na odwrót, jak to niestety w przypadku bardzo młodych zawodników bywa.
Sam zresztą zgłosiłem się do klubu…

Tak? Standardowa historia jest taka, że to trener wyłapuje zawodnika na zawodach szkolnych. Zachęca młodego czy młodą do trenowania. Potem idzie do rodziców i ich przekonuje... i tak dalej. Jak było z Tobą?

Przyszedłem na żużlowy stadion w Otwocku i spotkałem tam jednego zawodnika, który właśnie wykonywał jakiś trening tempowy. Dołączyłem do niego i choć bardzo cierpiałem, dałem radę zrobić cały trening. Potem na bieżnię przyszła trenerka Bożena Dziubińska, a mój nowy kolega powiedział, że wytrzymałem z nim mocne bieganie. Trenerka się zdziwiła, że ktoś znikąd to zrobił. To był mój początek w OKS Otwock.

Trenerek biegaczy w Polsce nie jest dużo. Bożena Dziubińska-Motała (w trakcie własnej kariery biegaczka średniodystansowa i maratonka z PB 2:35:25, na zdjęciu poniżej - przyp. red.) z tego co pamiętam, jest bardzo stanowcza, ale i niezwykle zaangażowana w rozwój podopiecznych. Jak się czujesz w takim układzie?

Trenerka spadła mi ja z nieba. Na pewno ukształtowała mnie jako młodego człowieka. Dużo się poprawiłem w nauce, od kiedy do niej trafiłem. No i co jeszcze… Jest stanowcza. Gdy przyszły pierwsze dobre wyniki mocno mnie pilnowała, aczkolwiek teraz, już chyba zbudowała do mnie pełne zaufanie. Bardzo fajnie mi się współpracuje. Ona wkłada bardzo wiele serca w trening. W tym roku po nieudanym starcie w Karpaczu przed ponad dwie godziny rozmawialiśmy i analizowaliśmy sam start, porównywaliśmy trening z poprzednich okresów i lat, treningi innych zawodników.
Trenerka często przywołuje przykłady różnych swoich podopiecznych. Jeśli chodzi o zawzięcie, wspomina nam Mateusza Wyszomirskiego. Takie końskie zdrowie – Patryka Szwajnocha. A jeśli chodzi o inteligencję, czy raczej poukładanie życiowe i dobrą współpracę – przykładem dla nas ma być Romek Kwiatkowski.

No właśnie, to też chyba nie jest tak, że w Otwocku panuje dotkliwy reżim. Kiedyś reprezentowałem ten klub na lidze lekkoatletycznej i wydawał mi się zgranym zespołem. Charakterystycznym członkiem grupy biegaczy z OKS Start Otwock nadal jest papuga Gapa? Słyszałem, że niektórzy zawodnicy uczyli ją dla żartu przekleństw?

Papuga trenerki żyje i ma się dobrze. Ja jej nie uczę brzydkich wyrazów (śmiech). Jeździ z nami na wszystkie obozy, mam z nią kontakt właściwie tylko w trakcie podróży samochodem.wiacek_trenerka.jpegGdzie widzisz siebie za 10 lat w bieganiu? Patrzysz w ogóle tak daleko?

Jasne, wiek 30 lat to jest tak naprawdę najlepszy czas dla biegacza długodystansowego.

Ok, ale widzisz się jako mistrz Otwocka, Polski, Europy czy olimpijski?

No, na razie jako mistrz Europy.

Pytam, bo porównuję marzenia i plany naszych młodych zawodników z rówieśnikami z innych krajów. W Afryce młodzi od małego próbują dorównać na treningach starym mistrzom. Amerykańskie nastolatki bez obciachu mówią, że interesują ich same zwycięstwa i igrzyska.

Wiesz, staram się patrzeć realnie. Lubię sobie wyznaczać cele, które póki co nie są abstrakcyjne, ale w moim zasięgu. Jeśli byłem siódmy na ME, to o następnych mistrzostwach myślę tak, jakbym miał tam zdobyć medal. Najlepiej złotym, ale każdy bym oczywiście wziął… Jak go zdobędę, zacznę myśleć o medalu mistrzostw świata. Nie chcę być w mydlanej bańce i zupełnie żyć marzeniami. Jak to się mówi: „Celuj w gwiazdy, może gdzieś tam na księżyc trafisz…”
Jako junior młodszy biegałem już z Kenijczykami na mistrzostwach świata w Nairobi. Na 2000 m z przeszkodami zająłem 12 miejsce. Przyznam Ci, że dostałem od nich niemiłosierne bęcki. Po czymś takim zdaję sobie sprawę, że nie jestem na ich poziomie.
Wolę się skoncentrować na czymś, co jest w moi zasięgu – czyli medalu mistrzostw Europy. Wierzę mocno, że co najmniej za rok powtórzymy więc naszą rozmowę. I wtedy pogadamy o medalu mistrzostw świata
(śmiech).

 

Fot. Marta Gorczyńska, z wyjątkiem ostatniego - archiwum prywatne zawodnika