Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

W wolnym czasie wygrywa z idolkami

W wolnym czasie wygrywa z idolkami

W czerwcu skończy 26 lat i dopiero tej zimy zdobyła swoje pierwsze złoto mistrzostw kraju. Pracuje na pełen etat jako nauczycielka, a po godzinach trenuje jak zawodowiec. Przez lata była sprinterką na solidnym krajowym poziomie, ale bez widoków na międzynarodową karierę. W lutym zaskoczyła jednak lekkoatletyczny świat, wygrywając prestiżowe zawody serii Indor Tour z 3 wynikiem na światowych listach. Poznajcie Jessie Knight, biegaczkę na 400 metrów, która będąc absolutnym „no nejmem”, pokonała swoją sportową idolkę.

Brytyjskiej sprinterce trudne warunki kwarantanny, z którymi mierzą się lekkoatleci na całym świecie, zdają się nieszczególnie przeszkadzać. Dzięki zawieszeniu stacjonarnej działalności szkół,  obowiązki nauczycielki wychowania fizycznego (ang. PE) realizuje online, co pozwala jej wyraźnie zaoszczędzić na czasie i przeznaczyć go na treningi. Treningi, które mają w przyszłym roku doprowadzić Knight do igrzysk olimpijskich.

Przebudzenie Śpiącego Rycerza

Zanim jednak otworzyły się dla Jessie olimpijskie perspektywy, zanim pokazała światu swój biegowy potencjał godny międzynarodowych imprez – pod koniec roku 2017 postanowiła zakończyć karierę. Mając 23 lata zdecydowała się w całości poświęcić swoje życie pracy w szkole podstawowej w podlondyńskim Epsom.

- Pierwszy rok pracy w roli nauczyciela był bardzo ciężki – musiałam być w szkole o 7 rano, a kończyłam przed 22 - przyznała Knight na łamach The Telegraph. - Moje sportowe życie zeszło na drugi plan, a ja nie chciałam trenować na pół gwizdka. Dlatego podjęłam wtedy tę smutną dla mnie decyzję, żeby zakończyć karierę. Trenowałam od ósmego roku życia, sport mnie wypełniał, rezygnacja sprawiła, że poczułam się jak wypatroszona.

Sezon 2017 Jessie Knight kończyła z 6 miejscem mistrzostw Wielkiej Brytanii na swoim koronnym dystansie, 400 metrów przez płotki. Czas 58.00 był co prawda jej rekordem życiowym, ale nie dawał nadziei ani na międzynarodową karierę, ani nawet na medalowe pozycje w swoim kraju (dla porównania z czasem 58.00 w sezonie 2017 Brytyjka byłaby też dopiero szósta na polskich listach, daleko za Joanną Linkiewicz czy Emilią Ankiewicz z SB 55.42 i 56.31).

Decyzja o zakończeniu kariery była więc dalece uzasadniona. Jednak rok później, latem 2018 roku Brytyjka zaczęła odczuwać dotkliwy brak sportu i postanowiła dać bieganiu jeszcze jedną szansę. Przy wsparciu klubu Windsor Slough Eton & Hounslow i trenerki Mariny Armostrong Knight przebudziła się ze snu przedwczesnej sportowej emerytury i wróciła na bieżnię. Połączenie w pełni profesjonalnego treningu z pracą w szkole wymagało od sprinterki wdrożenia w swój codzienny grafik iście wojskowej dyscypliny.

- Wstaję o 6 rano i wyprowadzam psa na spacer. Przy swoim biurku w szkole jestem już o 7:45. Praca z dziećmi wymaga ode mnie dużego zaangażowania i produktywności. Uczniowie kończą zajęcia o 15:15, ale ja zostaję jeszcze do 17:30 uzupełniając dziennik i planując kolejne lekcje. Wracam do domu, jem coś na szybko i o 18:30 jestem już na bieżni. Trening z dojazdem i powrotem trwa 2-3 godziny, w domu jestem po 21, biorę prysznic, jem obiad i kładę się spać - tak Knight opowiadała o swojej codzienności przed epidemią.

Screenshot_2020_05_22_Jessie_Knight_na_Instagramie____And_just_like_that__my_off_season_break_is_over_I___ve_had_2_weeks_to_ref_..._.jpg Można powiedzieć, że rytm życia sprinterki zbliżony jest do rytmu, jaki doskonale znają biegacze amatorzy. Najpierw pełny etat w pracy, a po godzinach trening. Różnicą jest fakt, że Knight łączy pracę zawodową ze sportem na wyczynowym poziomie.

Zaledwie rok po powrocie do treningów wywindowała swoją życiówkę na niskich płotkach z 58.00 na 56.04 (do minimum na MŚ zabrakło 0.04 s). Szóste miejsce mistrzostw kraju z 2017 roku, zamieniła z kolei w sezonie 2019 na brązowy medal w Birmingham (na zdjęciu powyżej). Powrót był imponujący, jednak to czego sprinterka dokonała tej zimy w hali było tak niewiarygodne, że zawstydziłoby scenarzystów sagi o Rockym.

Przyjechała, pozamiatała, wróciła do roboty

Sezon pod dachem Jessie zaczęła w lutym od dwóch startów na 400 metrów w Austrii. 1 lutego wygrała w Wiedniu z przyzwoitym 53.36, a tydzień później triumfowała w Linz, ale już z nowym PB 52.21 lepszym od poprzedniej życiówki o niecałą sekundę. Tak udane rozpoczęcie sezonu pozwoliło jej 15 lutego pojawić się na zawodach rangi Indoor Tour w Glasgow i stanąć oko w oko z najlepszymi sprinterkami świata. Knight startu w stolicy Szkocji, nie mogła się doczekać szczególnie z jednego powodu.

- Justyna Święty-Ersetic jest moją ulubioną biegaczką na 400 metrów wszech czasów – zdradziła BBC Sport. -  Uwielbiam oglądać jej wyścigi indywidualne i w polskiej sztafecie. Dlatego już od tygodnia nie mogę doczekać się startu w Glasgow, bo mam nadzieję, że ona też się tam pojawi.

Justyna nie zawiodła i przyleciała do Glasgow. Zresztą nie tylko ona. Na linii startu stanęła europejska śmietanka kobiecych 400 metrów – Lisanne de Witte, brązowa medalistka HME 2019 oraz nasza Iga Bumgart-Witan, finalistka MŚ w Dosze. Stawkę uzupełniły dwie doskonałe jamajskie sprinterki – McPherson i Russell. W tym gronie „biegająca nauczycielka” mogła poczuć się nieswojo ale zamiast pozwolić zjeść się tremie... „zjadła" rywalki.

Knight otworzyła pierwsze 200 metrów najszybciej. Na plecach miała tylko swoją idolkę, Justynę Święty-Ersetic. Kiedy wydawało się, że Polka na końcówce pokaże wyższość i w swoim stylu ucieknie rywalce na ostatniej prostej... Brytyjka odparła atak. Zegar zatrzymał się na fenomenalnym 51.57, a Knight mogła odhaczyć kolejną życiówkę.

Dla Jessie sama możliwość startu w wypełnionej po brzegi kibicami Arenie Emirates, było już wielkim wydarzeniem, a zwycięstwo... przerosło najbardziej triumfalistyczne sny.

- Tam w hali, czułam się przytłoczona. Rzadko, jeśli kiedykolwiek wcześniej biegałam przy takim tłumie kibiców. Byłam zdenerwowana, bardzo zdenerwowana - mówiła o swoich odczuciach przed biegiem. - Jeśli mam być szczera to, przez całe drugie okrążenie czekałam, aż dziewczyny zaczną atakować. Myślałam – gdzie one są? Dlaczego nikogo nie słyszę? Dopiero na ostatnim wirażu dostrzegłam Justynę Święty tuż obok. Tłum na ostatnich metrach dosłownie oszalał, a ja powtarzałam w myślach – wytrzymaj, proszę, wytrzymaj.


Wytrzymała. I trzeba tutaj zaznaczyć, że nasza mistrzyni Europy z Berlina, dotarła do Glasgow w doskonałej formie. Justyna zaledwie tydzień wcześniej podczas Copernicus Cup w Toruniu, ustanowiła nowy rekord Polski – 51.37. Knight pobiegła w Glasgow jedynie 0.2 wolniej i odparła napór Polki, która przecież zazwyczaj na ostatniej prostej okrada rywalki ze złudzeń.

- Myślę, że rywalki nie zwracały na mnie szczególnej uwagi. – stwierdziła Knight. Jako jedyna miałam na sobie klubowy trykot. Jestem przekonana, że nikt nie wiedział jak się w ogóle nazywam. Podczas schłodzenia nikt ze mną nie rozmawiał, oprócz Justyny Święty-Ersetic, która poklepała mnie po ramieniu i pogratulowała zwycięstwa  - wspomina.

Tydzień później z solidnym 52.76 Jessie pierwszy raz w dorosłej karierze sięgnęła po złoto mistrzostw Wielkiej Brytanii. Dwa niezwykłe weekendy przypadły na przerwę międzysemestralną, jednak uczniowie przez cały ten czas wspierali swoją nauczycielkę przesyłając wiadomości, czy kartki. Kiedy zimowe wakacje się skończyły i Knight wróciła do pracy, została przywitana przez dzieci gorącym aplauzem. Pierwszy w karierze złoty medal mistrzostw Wielkiej Brytanii, który wzięła ze sobą do szkoły, wędrował z rąk do rąk podekscytowanych uczniów, którzy byli przekonani, że jest wykonany w stu procentach ze szczerego złota.

Jessie Knight mimo że wskoczyła na światowy poziom, nie zamierzała jednak ani przez moment zupełnie rezygnować z pracy nauczycielki.

- Dyskutujemy. Może przejdę na pracę w niepełnym wymiarze godzin. Mogłabym wtedy więcej czasu poświęcać na sen... W każdym razie nieważne jak dalej potoczy się sezon, na pewno nie chciałabym całkowicie rezygnować z pracy w szkole. Chodzi o to, że praca w zawodzie pozwala mi się oderwać od sportowej rutyny. To jest korzystne dla zdrowia psychicznego - przekonywała Knight zimą.

Szkoła online = więcej czasu na trening

Brytyjka po bardzo udanych startach w lutym, liczyła, że rok zwieńczy równie doskonale na igrzyskach w Tokio. W stolicy Japonii sprinterka nastawiała się na indywidualny start na 400 przez płotki oraz w sztafecie 4x400. Epidemia zmieniła jednak tegoroczne plany wszystkich sportowców. Choć w przypadku Knight mogą być to wyłącznie zmiany na lepsze.

- Mogę powiedzieć, że w pewnym sensie i tak jestem szczęściarą, bo miałam świetny sezon halowy podczas gdy wielu innych lekkoatletów, jeszcze w tym roku w ogóle nie miało okazji, żeby gdziekolwiek wystartować. Naprawdę czuję, że jestem aktualnie w dobrej sytuacji, jeśli chodzi o przygotowania do przyszłorocznych igrzysk i mocniej wierzę w siebie, niż kiedykolwiek wcześniej.  Najważniejsze na ten moment to zachować zdrowie i wystrzegać się kontuzji – powiedziała worldathletics.org.

Knight trenuje w ostatnich tygodniach w dość eksperymentalnych warunkach. W związku z utrudnionym dostępem do infrastruktury sportowej, sesję z płotkami zmuszona była wykonać w lokalnym parku.jessie_plotki.jpg Mocniejsze interwały robiła z kolei na jednej z osiedlowych dróg.

- Moja trenerka zdecydowała, że mimo wszystko będziemy trzymać się planu, więc w tych trudnych warunkach, trenujemy tak samo. Kupiłam nawet koło pomiarowe, żeby mierzyć sobie odcinki pod domem. Moi sąsiedzi musieli być trochę zdziwieni, kiedy pierwszy raz robiłam wzdłuż naszej ulicy trzysetki na pełnej prędkości – opowiada Jessie.

Podobnie jak przed trzema miesiącami, po świetnym sezonie halowym Knight nadal zastrzega, że nie ma zamiaru zrezygnować z pracy szkole, choć zastanawia się nad zmniejszeniem etatu.

- W tej chwili, pracując na pełny etat, nie mam szans, żeby umówić się na masaż, czy do fizjoterapeuty, bo po prostu nie mam na to czasu. Więc jeśli coś mnie boli i chcę z tym pójść do specjalisty, to jednocześnie muszę zrezygnować tego dnia z treningu, bo inaczej się nie wyrobię. Myślę o tym, żeby pracować w szkole tylko przez 3 dni tygodniowo i rzeczywiście przygotować się do igrzysk jak najlepiej. W końcu ścigam się z dziewczynami, które są sportowcami na cały etat - konstatuje sprinterka.

W związku z pandemią Jessie póki co nie widuje się ze swoimi uczniami w szkole, ale prowadzi zajęcia online, wysyła instruktażowe video, rozmawia telefonicznie z dziećmi i rodzicami. Praca z domu i brak treningów grupowych w klubie, sprawia, że sprinterka ma dla siebie więcej czasu.

- Ważną rzeczą dla mnie było nabranie nowej rutyny. Aktualnie kończę całą moją pracę związaną z nauczaniem około 16:00 a nie tak jak to było wcześniej o 17:45. Mogę wcześniej wyjść na trening i szybciej jestem w domu. To naprawdę miłe móc zjeść obiad wcześniej niż o 22! - mówi Knight, która w dobie epidemii kończy swój napięty treningowo-zawodowymi obowiązkami przed 19-tą, zamiast standardowej 21-tej.

Biegaczka nie ukrywa, że pomimo zyskanych przez nauczanie online godzin, bardzo tęskni za prawdziwym spotkaniem ze swoją klasą.

- Oni są niesamowici. Myślą, że jestem najlepszą zawodniczką na świecie, nie rozumieją tego wszystkiego tak dokładnie. Gdybym tylko mogła pstryknąć palcami i znowu mieć całą 32 osobową gromadkę u siebie w klasie, zrobiłabym to - powiedziała kilka dni temu dla tokyo2020.org.

Jessie Knight wdarła się do europejskiej czołówki 400 metrów praktycznie jednym zimowym startem podczas Indoor Tour w Glasgow. Gdyby nie epidemia, dziś prawdopodobnie szykowałaby się do swoich pierwszych zawodów sezonu letniego, w których mogłaby potwierdzić halowy wystrzał formy. Na takie potwierdzenie, trzeba będzie jednak jeszcze trochę poczekać. Szczególnie ciekawe wydają się być aktualnie dwie kwestie. Po pierwsze - jak 51.57 z hali, przełoży się na stadionowe 400. Po drugie – ile Knight jest w stanie pobiec na swoich koronnych płotkach, skoro w teoretycznie słabszej dla siebie konkurencji, wybiegała tej zimy 3 czas światowych list?