Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Naturalny następca Kipchogego – rozmowa z Geoffreyem Kamwororem

Podczas najbliższych Mistrzostw Świata w Półmaratonie w Gdyni jednym z największych faworytów do złota będzie Kenijczyk Geoffrey Kamworor. W trakcie mojego styczniowego pobytu w obozie NN Running Team pod Eldoret udało mi się chwilę porozmawiać z rekordzistą świata na 21,097 km. Geoffrey nie był przesadnie rozmowny. Zdawał się cały czas być pod wielkim wpływem treningowego partnera - Eliuda Kipchogego. Powiedział jednak nieco o swoich sportowych planach, o tym, jak traktuje presję i wyrzeczenia, o tym, że zamierza pobić rekord świata w maratonie i wreszcie o tym, że w Polsce będzie walczył o czwarty z rzędu tytuł mistrza świata.


Eliud Kipchoge na pytanie o to, kto będzie jego następcą, powiedział bez zastanowienia, że Ty. Jak się z tym czujesz?

To miłe. To wielka rzecz.

Jak go postrzegasz?

Jest świetnym gościem, liderem. Chcę biegać jak on. Trenuję w obozie w Kaptagat już 10 lat. Wszyscy, którzy tu jesteśmy, uczymy się wiele od Eliuda. To ciężko pracujący, bezpośredni i skromny człowiek. Pełen szacunku dla innych. Ale też wierzący bardzo mocno w siebie. To wielki przywilej i motywacja móc z nim trenować, w ogóle przebywać w jednej grupie przez dłuższy czas. Zawsze znajduje chwilę, by nas wesprzeć, doradzić, zachęcić, zmotywować.

Co od niego słyszycie?

Zawsze w siebie wierz, pracuj ciężko, bądź pewny, że wszystko jest możliwe. Eliud mówi nam, by się nie ograniczać. Nawet przed moim ostatnim startem w półmaratonie powiedział mi, że jestem w stanie to zrobić i bym pobiegł po rekord. To naprawdę dało mi dużo wiary w siebie. I później w Kopenhadze, gdzie przecież była kiepska pogoda, powtarzałem sobie, że nie mogę się sam ograniczać. Deszcz przestał mieć znaczenie.

Potrafisz pobiec 58.01 w półmaratonie. Najlepiej chyba wiesz, co to znaczy złożyć dwa półmaratony po 60 minut w jedno, jak to zrobił Kipchoge. Co o tym myślisz?

To oczywiście kwestia innych przygotowań, ale Eliud pokazał nam, że człowiek nie ma ograniczeń (ang. „No humas is limited” to swoiste hasło rozpoznawcze Kipchogego – przyp. red.). Więc to jest na pewno możliwe.

I Ty możesz to zrobić?

Tak, myślę, że to zrobię. To tylko kwestia czasu. Marzę o rekordzie świata w maratonie.

Jesteśmy w miejscu, gdzie do niedawna nie było ciepłej wody. Pierzecie ręcznie, sami myjecie pomieszczenia i latryny, nawet pilnujecie bramy. Nie macie tu luksusów, jest jeden telewizor. Co w tym obozie jest takiego specjalnego?

Chyba to, że jesteśmy tu razem w grupie. Każdy z nas pochodzi z trochę innych środowisk, innych miejsc. Ale potem w obozie stajemy się trochę braćmi i siostrami. Chodzi o sposób, w jaki współpracujemy jako zespół.
Wiele osób zastanawia się, jak trenuje Eliud. Widzisz, jak życie tu jest proste - ta prostota ma znaczenie. Eliud nie korzysta z luksusów, tego też się od niego uczymy. Jest skromnym człowiekiem. Poświęcił się bieganiu i to dało mu tak wielki sukces.
Co będąc tutaj poświęcasz, odkładasz na bok?

Poświęcenie? To jest warte wszystkiego.

Niczego nie poświęcacie?

Owszem, zostawiliśmy wszyscy nasze rodziny w domu. Oczywiście, że ja też chciałbym z nimi być. Ale to nie poświęcenie, ale po prostu mój wybór, sposób życia.

Ok, a Ty? Co zrobiłeś dla siebie, co zrobiłeś z pieniędzmi z ostatniego maratonu? Wygrałeś New York City Marathon, największą imprezę na świecie!

Cóż, jeśli chodzi o pieniądze, to teraz nie planuję tak bardzo, co z nimi robić. Muszę mieć czas przede wszystkim na trening. Zaspokajam podstawowe potrzeby mojej rodziny, coś drobnego dla mojej społeczności. Ale nie powinienem się teraz skupiać na wielkich inwestycjach, jeśli chcę ciągle biegać. Przyjeżdżasz do Polski na mistrzostwa świata w półmaratonie. Najprawdopodobniej Twoim głównym rywalem będzie tam Joshua Cheptegei (w chwili przeprowadzania wywiadu rekordzista świata na 10 km - przyp. red.). Jesteście w jednej grupie NN Running Team. On jest jednak z Ugandy, Ty z Kenii, Znacie się w ogóle?

Trenowaliśmy 3 lata temu, tutaj w Kaptagat, przez kilka miesięcy. Mogę powiedzieć, że to mój świetny przyjaciel.

W ogóle czwarty tytuł mistrza świata w półmaratonie jeszcze coś dla Ciebie znaczy? Czy IAAF World Half Marathon Championships to będą kolejne łatwe zawody?

Na pewno nie będą łatwe. To ważne mistrzostwa. Każdy, kto tam przyjedzie, będzie w wysokiej formie. Stawka, choć nie znam wszystkich, którzy tam wystąpią, będzie silna. Mocni zawodnicy z Etiopii, Ugandy, może Ameryki, Europy… Już w Walencji (czyli na ostatnich MŚ w 2018 roku - przyp. red.) wiedziałem, że chcę pojechać na następne mistrzostwa, by bronić tytuł.

Czujesz w związku z tym presję? Coś jest dla Ciebie szczególnie trudne?

Nie czuję presji, to kwestia mojej własnej determinacji, wiary w siebie. Samodyscypliny. Zawsze chciałem przesuwać swoje granice. Pamiętaj, że dla mnie bieganie jest pasją. Kiedy szykuję się do czegoś, na przykład do startów na bieżni, nie muszę niczego robić na siłę. To jest moja pasja, ja chcę to robić. Nie mogę więc powiedzieć, że czegoś nie lubię w treningu albo że sprawia mi coś szczególną trudność.

 

Więcej o Mistrzostwach Świata WA w Półmaratonie w Gdyni na stronie: www.worldathleticshalfmarathon.com/gdynia2020

 

Fot. NN Running Team