Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

„Nie ma zawodników ze stali" - rozmowa z Henrykiem Szostem

„Nie ma zawodników ze stali" - rozmowa z Henrykiem Szostem

Henryk Szost, rekordzista Polski i  potrójny olimpijczyk, przy okazji warszawskiej premiery książki o sobie - opowiedział nam o wyzwaniach, z jakimi zmagają się maratończycy. Twierdzi, że zawodnicy ze stali nie istnieją i aby dobrze biegać maraton, wszystko musi grać. „Rekordzista” czeka, by jego wynik był poprawiony. Ma już nawet kandydata…

Po listopadowej premierze w Poznaniu przyszła pora na stolicę. Spotkanie z Henrykiem poprzedził trening. „Rekordzista” wraz z zawodnikami Warsaw Run Club w poniedziałek 25 listopada wieczorem opanowali warszawską Agrykolę. Nie zabrakło rozgrzewki, topowych 3 ćwiczeń mistrza, dogrzania w wykreowanej strefie (by pokazać, że stojąc na starcie nie trzeba tylko marznąć), przebieżek i wyścigu na 400 m. Potem wszyscy lekkim truchtem pobieli w kierunku docelowego miejsca premiery.

W małej kawiarence – gwarno i tłoczno. Oprócz przyszłych czytelników nie zabrakło autorów książki: Jakuba Jelonka i Marty Kijańskiej–Bednarz. Na gościnnej kanapie zasiedli również: Rafał Gniła – wydawca (ksiazkidlabiegaczy.pl), Aleksandra Szmigiel – autorka wielu zdjęć do książki oraz Mariusz Giżyński – przyjaciel Henryka z tras maratońskich. Wszystkie rozmowy, pełne emocji, śmiechu, momentami powagi, prowadził Łukasz Panfil.

Historie o tym, jak powstawała książka, kto za co był odpowiedzialny, co stanowiło największą trudność i koniec końców, jak odebrał ją sam Henryk po przeczytaniu – mogłyby trwać w nieskończoność. Od autorów, wszyscy siedzący na ławkach, krzesełkach, podłodze, stojący i wychylający głowy znad tłumu, dowiedzieli się wielu szczegółów warsztatu. Za zbieranie materiałów, ciągłe notowanie, rozmowy z bliskimi i „łażenie na stołówce” za Henrykiem, odpowiedzialny był Jakub Jelonek (na zdjęciu poniżej z lewej).

- Najtrudniej było dotrzeć do niektórych, zdobyć ich zaufanie. Myśleli, że może dzwoni jakiś dziennikarzyna i chce wyciągnąć informacje o Heniu. Ja chciałem zdobyć jak najprawdziwsze i najciekawsze historie. Ludziom się może wydawać, że tu jadę, tam dzwonię, piszę i to jakoś samo przychodzi. Prawda jest taka, że w większości były to długie godziny żmudnego pisania, które też musiałem dobrze zaplanować w już i tak napiętym planie dnia – zdradził nam Kuba, wyczynowy chodziarz, który nieoficjalnie zapowiedział, że następna książka będzie historią Marcina Lewandowskiego.

Marta Kijańska–Bednarz (na zdjęciu poniżej), poetka i literatka, opowiadała o swojej równie ważnej roli w powstawaniu książki. Otrzymała właściwie gotowy materiał, ale jej zadaniem było wyciągnąć z niego to, co najlepsze. Ułożyć tak, by jak sama powiedziała „wszystko ładnie płynęło”.kordzioista_4.jpg

Nie mogliśmy odpuścić sobie spotkania z Henrykiem oko w oko. Udało nam się zaprosić „Rekordzistę” na chwilę rozmowy.

„Henryk Szost „Rekordzista”" - dla wielu tytuł oczywisty, bo rekord Polski w maratonie pobiłeś w 2012 roku, po 9 latach od poprzedniego. Czy w 2021, po kolejnych 9 latach, możemy liczyć na to, że ktoś Twoje 2:07:39 poprawi? Czujesz, że jest ono zagrożone, czy raczej że długo pozostanie w tabelach?

Każdy rekord jest zagrożony. Są zawodnicy młodzi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę w maratonie. Myślę, że jest duża szansa na to, że ten rekord zostanie pobity. Ja też wzorowałem się na rekordzie Grzegorza Gajdusa. Było moim marzeniem, by go pobić, kiedy zacząłem biegać maraton. Myślę, że inni zawodnicy też będą do tego dążyć.

Skoro mowa o dążeniu… Czego Twoim zdaniem brakuje biegaczom zawodowcom w Polsce, by mogli przekraczać kolejne granice? Poziom sponsorski w całej lekkoatletyce nie jest na zbyt wysokim poziomie.

Na pewno tak jak mówisz – brakuje finansów. Finansów związanych z tym, żeby zasponsorować lepsze szkolenie, lepsze obozy, na przykład wysokogórskie. Też współpracę z fizjologiem, fizjoterapeutą, bo to wszystko tak naprawdę kuleje. My w Polsce, nawet w porównaniu do Kenijczyków, trenujemy totalnie jak amatorzy. Brakuje finansów, by zawodnik mógł zainwestować w siebie. Gdyby nie Wojsko Polskie, to maratonu w Polsce by nie było i to jest niepodważalne. Polski Związek Lekkiej Atletyki bardzo słabo inwestuje w maraton, oczekuje wyników, a nie oferuje trwałego szkolenia. Są tylko akcyjne obozy, czyli do danych imprez. Więc tutaj na pewno brakuje możliwości do tego, byśmy się bardziej rozwijali, ale przede wszystkim, by rozwijali się młodzi zawodnicy.

No właśnie, co myślisz o młodych maratończykach?

Jeśli chodzi o nich, to na pewno dla mnie na ten moment na rynku zawodnikiem, który jest rozwojowy i w którym ja widzę duże nadzieje, jest Szymon Kulka. Wierzę, że ten chłopak się rozwinie. Debiutował z wynikiem 2.14, a to jest bardzo dobry rezultat w debiucie. Pochodzi z moich regionów, z Małopolski. Kibicowałem mu od początku. Jeśli ktoś już ma bić ten rekord, to chciałbym, żeby to zrobił on.

Mówiłeś o tym, że finanse są potrzebne do przygotowania pod względem treningów, obozów, fizjoterapeutów, innych elementów, na przykład dietetyków. Ale chciałam zapytać o tę stronę nie fizyczną, a mentalną. Podczas tych nieco ponad dwóch godzin biegu mogą pojawić się różne myśli. Jak sobie z tym radzisz?

Jeśli chodzi o podejście mentalne, to wydaje mi się, że każdy maratończyk, który biega dobre wyniki, po prostu musi to mieć. Samozaparcie, dużą odporność na ból, zarówno ten fizyczny jak i właśnie psychiczny, bo naprawdę, cierpi się czasem „za miliony", jak to się mówi, w czasie biegu. Przychodzą różne myśli do głowy. Psychika, mocna głowa jest jedną z podstawowych cech, żeby maraton dobrze biegać. Ale do tego też dochodzą parametry fizyczne. To wszystko musi się złożyć na sukces – mocny organizm, duża wydolność, mocna psychika i przede wszystkim dużo szczęścia, żeby trafić w dobry bieg, dobrą pogodę, dobrą trasę, dobrą grupę. Wszystko musi się zgrać, by osiągnąć dobry wynik.rekordzista_1.jpg Wszystko musi grać, z pewnością, a co jeśli nie gra? Każdy z nas ma jakieś problemy, nawet bardzo prywatne, intymne, o których nie mówi głośno, ale które wpływają na start. Jesteś już na takim poziomie, że podczas biegu Ciebie to nie dotyczy?

Nie, nie ma czegoś takiego „nie dotyczy". Życie prywatne ma bardzo duże znaczenie. Nie ma zawodników ze stali, których nic nie złamie, nic nie interesuje poza bieganiem. Nie ma czegoś takiego! Nie wierzę w to, że są zawodnicy, którzy potrafią się tak wyłączyć, że nawet jeśli mają jakieś rodzinne problemy, czy inne natury pozabiegowej, myślą tylko o bieganiu, a te pozostałe problemy są im obojętne. Życie pozasportowe ma mega duży wpływ na wyniki sportowe zawodnika.

Z takimi chwilami trzeba nauczyć się sobie radzić...

No tak, właściwie z każdym z dołków. Czasem się poza tym pojawiają kontuzje, choroby, które nękają zawodnika, jak zwykłego człowieka. A przecież one najczęściej się przydarzają właśnie wtedy, kiedy organizm jest w szczycie formy, kiedy osłabiona jest odporność, a rośnie forma. Wtedy najczęściej przydarzają się takie niekontrolowane wypadki, związane z przeziębieniami i to jest bardzo przykre. Ja właśnie kilka razy miałem takie wypadki, które zadecydowały o tym, że nie byłem w stanie walczyć, chociażby o medal mistrzostw Europy w Zurychu.

Znając Twoje liczne historie, opisane też w książce, można powiedzieć, że jesteś rekordzistą wychodzenia z dołków?

No tak mi się wydaje, bo już wiele razy te dołki miałem i wygrzebywałem się z nich. Przez tą moją karierę sportową już kilka razy skazywali mnie na niebyt sportowy i wynikowy, a jednak za każdym razem się odbijam i z powrotem staram się wdrapywać na te swoje sportowe szczyty. Dlatego mówię, że trzeba mieć bardzo silną wolę i chęć do tego, by cały czas walczyć.rekordszista_2.jpg Ciągle wdrapujesz się na coraz bardziej strome szczyty. Odczuwasz „brzemię rekordzisty"?

Nie, ja tak naprawdę nie biorę pod uwagę tego, że jestem rekordzistą. Dla mnie to jest jeden z wielu wyników. To fajne, miłe i cieszę się, że przez te kilka lat wciąż jestem rekordzistą Polski z dobrym czasem, ale nie myślę, że przez to muszę być cały czas najlepszy. To na pewno jest motywacja raczej dla chłopaków, którzy ze mną wygrywają i to jest również dobre. Wydaje mi się, że swoją obecnością na starcie wyciągam z nich większe psychiczne możliwości. Ale tak jak mówię, nikt nie jest ze stali i nie ma zawodnika, który cały czas wygrywa. Nawet mistrzowie jak Mo Farah, czy inni, też przegrywają. Oczywiście, do nikogo się nie porównuję, ale przytaczam takie argumenty, by pokazać, że po prostu każdy kiedyś przegrywa.

Dajesz motywację innym, sam też jesteś bardzo ambitny. Myślisz, że Twoja historia zawarta w książce jest zdjęciem klapek z oczu biegaczy, pokazaniem im, że mogą dalej, więcej, szybciej?

Nie no, ja na pewno nie chciałem nikomu nic zdejmować (śmiech). Generalnie też nie chciałem nic udowodnić tą książką. To jest opowieść o moim życiu, moim podejściu do sportu, przygodach, przejściach, startach, o tym, co tak naprawdę w życiu zawodowego maratończyka się dzieje. Nie ma tu też przytoczonych planów treningowych, bo to jest bez sensu dla mnie – podawanie mikrocyklów, makrocyklów do maratonu, żeby zainteresować książką ludzi. Nie można wzorować się na treningu kogoś innego, trzeba mieć trening indywidualny, dobrany do zawodnika, a nie ściągać go z gazet i tym podobnych, bo te treningi, wiadomo, dają jakiś tam efekt, ale niewielki.

Czyli każdy powinien iść swoją…

... drogą. Po to jest też tylu trenerów personalnych. Wydawanie w tym momencie na plany treningowe, które są gdzieś w internecie wrzucone na zasadzie ramowego planu, który ma dać sukces, na pewno nie pomoże otworzyć organizmu na totalne zmęczenie, wyciągnięcie wyniku sportowego z człowieka.

Ok, więc mimo tego, że w książce o Tobie nie ma treningowych wytycznych, to myślisz, że może stać się ona inspiracją dla kogoś?

Mam nadzieję. Mam nadzieję, że będzie tak odebrana. Tym bardziej, że jest w niej wiele ciekawych wypowiedzi. Nie jest monotonna – nie ma w niej tylko mojego monologu. Są opowieści innych ludzi: zawodników, trenerów, tych, którzy ze mną współpracowali w czasie mojej kariery i to jest też bardzo fajne i ciekawe. Myślę, że ta książka może wciągać.

To już na koniec. Gdyby ktoś, po przeczytaniu tej książki, zamarzył sobie, że to on będzie kolejnym, który pobije rekord Polski, to co byś mu powiedział?

Bardzo bym się z takich słów ucieszył. Każdy może stanąć na trasie maratonu i po prostu próbować pobiec po 3.01/km przez 42 kilometry. Życzyłbym mu powodzenia. Mam nadzieję, że ten kolejny rekordzista Polski pojawi się wkrótce, bo pojawi się na pewno. Przecież rekordy są po to, żeby je bić. rekordszista_5.jpg


Redakcja Bieganie.pl jest jednym z partnerów medialnych „Rekordzisty”. Książkę można zakupić na stronie wydawnictwa Książki dla Biegaczy.