Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Rekord na grubo w kwietniu - rozmowa z Marcinem Lewandowskim

Rekord na grubo w kwietniu - rozmowa z Marcinem Lewandowskim

Podczas Bislett Games w Oslo 13 czerwca został pobity 43-letni rekord Polski w biegu na milę. Od teraz wynosi on 3:52.34. Swoją wygraną i prowadzeniem na światowych listach Marcin Lewandowski udowodnił, że na dobre rozgościł się na dystansach dłuższych niż 800 m. Nowy rekordzista Polski opowiada mi o starcie na Diamentowej Lidze, „końskiej robocie", tym, co go obrzydza i tym, czego życzy sobie na 32 urodziny.

Relację z zawodów Diamentowej Ligi można przeczytać Tutaj.


Gratuluję występu w Oslo w imieniu redakcji i czytelników bieganie.pl. To było imponujące. Jak zebrałeś się po niezbyt udanym starcie w Bydgoszczy dzień wcześniej?

Do Oslo rzeczywiście dotarłem mocno zmęczony. Sama podróż sporo mnie kosztowała, zebrało się jej w sumie 5 godzin. Jeśli chodzi o odczucia i start na 800 metrów podczas Memoriału Szewińskiej w Bydgoszczy – oczywiście czułem wtedy niedosyt. Mimo wszystko gdzieś tam chciałoby się „przy okazji” nadal biegać szybko 800. Dlatego nie byłem, jak pamiętasz z naszej rozmowy po biegu, zadowolony z wyniku, ale też starałem się poczekać do Oslo z oceną. Wiem, że jestem w ciężkiej robocie.

No właśnie - Ty i Twój trener to podkreślacie bardzo często…

Zdaję sobie sprawę, że „końska robota treningowa", którą wykonuje pod „półtoraka” zabija moją szybkość. To właśnie udowodniły te dwa starty - nie biegło mi się komfortowo na 800 metrów, ale biegło mi się już komfortowo na milę. Wierzyliśmy w to z trenerem, ale potrzebowaliśmy potwierdzenia – zawsze w głowie jest wiara, ale dobrze potwierdzić w życiu, że tak faktycznie jest.lewywywoad2.jpg Ale czekaj, proszę spróbuj wytłumaczyć, co znaczy ta „końska robota”?

Jestem teraz tak jakby w kwietniu - ze względu na to, że mistrzostwa świata nie odbywają się, jak zawsze w sierpniu, tylko ponad miesiąc później. Mówiąc o „końskiej robocie" chodzi o całą otoczkę, która sprawia, że nie mogę powiedzieć, że jestem już teraz w typowym sezonie startowym. Chodzi o wytrzymałość i kilometraż.
Może w Polsce nikt tak naprawdę nie biegał „półtoraka”, bo nikt nie robił roboty właśnie pod „półtoraka”? Gdy się kończy ostatniego tysiąca w 2.50, to nie jest robota pod 1500 m. Jeśli cię interesuje mocne półtora, to trzeba zrobić np. trzy odcinki po 1000 metrów w 2.25 i kończyć ostatni w 2.20.

To Ci się zdarzyło?

Tak, kończyłem w 2.20, ale to nie było też jeszcze 3x1000… Wiesz, czuję, że liznąłem trochę takiego treningu, ale też powtarzam, że przede mną jeszcze sporo pracy. Muszę zbliżać do prędkości startowych na okolice 3.30-3.32 na dłuższych odcinkach.
Na razie kilometraż mamy maratoński, a odcinki biegane są jakby z dystansu 3000 metrów. To procentuje. Dam sobie dziś rękę odciąć, że 1500 metrów biega się z wytrzymałości. Wiele razy ktoś ma 1.48 na 800, a w trakcie „półtoraka” potrafi pobiec dwa koła w 1.52 po drodze i biegnie dalej. Znam też typowych długasów, którzy wydają się „kaleczyć” 1500 metrów, a pokonują go na przykład w 3:33.

No ok, może i tak jest, że 1500 biega się z wytrzymałości, ale wygrywa szybkością. Udowodniłeś to na ostatnich metrach w Oslo. Pobiłeś długoletni rekord, miało dla Ciebie znaczenie, że należał do Bronisława Malinowskiego?

Miało jakieś znaczenie, że to był wynik Bronka, ale dużo ważniejsze, że to był rekord Polski. Miał aż 43 lata, a gdy go poprawiłem, to już „na grubo”, o 3 sekundy. Wiem jednak, że stać mnie na jeszcze lepsze bieganie. Tym bardziej, że to początek sezonu. Ale prawda jest też taka, że jechałem do Norwegii z myślą o poprawie rekordu Polski.
Trochę zaryzykowałem tym wcześniejszym biegiem w Bydgoszczy, ale to była sytuacja sentymentalna.

lewywywiad.jpg Nie było na początku roku planu startu na Memoriale Ireny Szewińskiej?

No nie było go w planach nawet w kwietniu.

A co zdecydowało, że się na niego zgodziłeś?

Trochę wystartowałem tam z sentymentu, chodziło o memoriał i to właśnie pani Ireny Szewińskiej. Również na prośbę prezesa Wolsztyńskiego, dyrektora mityngu. Zawsze wiem, że mogę na niego liczyć, chciałem zrobić mu pewnego rodzaju przysługę. Pobiegłem więc trochę ryzykując stracenia szansy na rekord Polski na milę – liczyłem się z tym, że z dnia na dzień będzie mi ciężko się zregenerować.

Planujesz jakieś konkretne szczyty formy w tym sezonie, jakie masz teraz plany?

Uciekam zaraz do Sankt Moritz, będę tam siedział 3 miesiące. Chodzi o to, by przebywać na wysokości i trenować. To będzie moja baza wypadowa na starty w Diamentowej Lidze, Drużynowych Mistrzostwach Europy, Mistrzostwach Polski.

Mam wrażenie, ze wszyscy, po ostatnich wpadkach dopingowych, również w biegach średnich, straciliśmy sporo autorytetów w bieganiu. Otwarcie walczysz i nie tolerujesz dopingu. Czy jest ktoś, kto pozostaje dla Ciebie sportowym idolem?

Nie. W tym momencie mojej kariery chcę być wzorem dla innych. Jestem na takim poziomie, że to ja chcę zapisać się na kartach historii, wygrywać medale i zdobywać tytuły, a nie oglądać się na nikogo.
Prawda jest też taka, że zanim zacznie się wzorować na treningu innych, to w wielu wypadkach najpierw zadać sobie pytanie - jak to zrobili. Potem okazuje się…

… że oszukują? Czujesz się zniesmaczony tym, dokąd sport dąży?

Bardzo się tym martwię. Uważam, że to obrzydliwe, co się dzieje. Najgorsze jest to, że z każdą chwilą strata staje się niemożliwa do odrobienia. Strata dla sportu i jego postrzegania. Potem kibic już nie wie sam, co ma o tym myśleć. I myśli, że skoro tamci wpadają, to pewnie każdy bierze i na pewno Lewandowski też. Taki odbiór sportu się upowszechnia.

Myślisz o tym, stojąc czasem z jakimiś podejrzanymi przeciwnikami na starcie?

Wtedy interesują mnie tylko walka i wynik. Ja zresztą wiem, z kim rywalizuję, wiem dokładnie, kto bierze, a kto nie.

Wróćmy do mili w Oslo - jak przebiegała od środka?

Początek biegu wydawał mi się wolny, ruszyłem zresztą mocno, potrafię zacząć szybko, zostało to pewnie z 800 metrów… Ale potem inni zaczęli mnie mijać. Było w pewnym momencie tłoczno. Nie jest tak, że trzymałem się cały czas krawężnika. Nie wiem, czy to było widać w telewizji, ale musiałem wyprzedzać też od wewnętrznej. Muszę ćwiczyć bieganie w czubie, a nie zajmowanie dalszych miejsc w trakcie biegu, by mieć korzystniejszą pozycję do ataku. Trzeba będzie jeszcze więcej ryzykować w przyszłości.

Sprawiłeś sobie tym rekordem super prezent na 32 urodziny. Chciałem wymyślić jakieś oryginalne życzenia, ale pomyślałem, że życzę Ci tego, czego sam byś sobie życzył. To będzie…?

Więcej czasu na spędzanie z rodziną. To okazuje się ważniejsze od medali mistrzostw świata.