Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Zaduszki po Endomondo

Zaduszki po Endomondo

Apka przechodzi na wieczny spoczynek

W piątek (30.10) polski internet zawrzał po kontrowersyjnej decyzji decydentów. Kiedy wszystko było już gotowe i staliśmy w pełnym rynsztunku, gotowi, by ze światłem nadziei i naręczem kwiecistych treningów wybiec z naszych domostw… Rząd zamknął cmentarze? Nie. Stało się coś dużo gorszego – właściciel Endomondo, marka Under Armour, zapowiedziała, że dni słynnego serwisu są policzone. 

Legendarna aplikacja, która od swojego debiutu w 2007 roku wychowała całe pokolenia biegaczy, do końca 2020 roku przestanie istnieć. Kiedy 5 lat temu firma Under Armour kupowała Endomondo za 85 milionów dolarów, kreślono wielkie plany rozwoju i dalekosiężne wizje stworzenia największej społeczności fitnessowej globu (pisaliśmy o tym tutaj). Wraz z Endomondo w roku 2015 brand z Baltimore zdecydował się zainwestować też w inną platformę - MyFitnessPal (za którą zapłacono 475 milionów dolarów). Dziś UA wyłącza Endomondo, a MyFitnessPal sprzedaje za ponad sto baniek taniej, niż kupił (dokładnie za 345 milionów dolarów).endo1.jpg

Nim Endomondo zostanie całkowicie odłączone z serwerów i pogrąży się w śnie wiecznym, powspominajmy, jak przez ostatnie 13 lat było nam przyjacielem i przekleństwem, pomocną dłonią i brzytwą podaną tonącemu.

Paralotniarstwo i pici polo na małe bramki

Pierwsze ściągnięcie i odpalenie apki – tego się nie zapomina. Nierzadko stało się w mrozie, nerwowo przebierając nogami i czekając, aż smartfon złapie satelitę. A kiedy wreszcie to nastąpiło, pozostawało już tylko wybrać odpowiednią aktywność i kliknąć „play”.

W przypadku Endomondo wybranie właściwego sportu, nigdy nie było jednak proste. Aplikacja pozwalała bowiem na trenowanie absolutnie wszystkiego. Nim znalazło się ukochane bieganie, na długiej liście alternatyw należało przewinąć: paralotniarstwo, kitesurfing, jogę, krykiet, skakanie na skakance, a jakby człowiek naprawdę długo wertował, znalazłby również pici polo na małe bramki.

Naramiennik, kołczan lub przepaska

Podczas gdy inni inwestowali w zegarki z GPS-em, dumni użytkownicy Endomondo, mogli przeznaczyć kilkaset złotych na głupoty, bo ich aplikacja była za friko. Żeby korzystać z platformy wystarczył smartfon i dobry patent na jego transport.

Niektórzy biegali, trzymając telefon w ręce, inni chowali w kieszonkach kurtek lub legginsów. Jednak endomondowicza z dziada pradziada można było poznać po naramiennym etui. Naramienniki splendoru nie były jedyną opcją. Powodzeniem cieszyły się również kołczany z atestem Robin Hooda i paski biodrowe, których nie powstydziłby się typowy Mirek, handlarz z auto-giełdy.

Tej tragedii nikt nam nie zwróci

Średnia życia w Polsce to 78 lat. W tym czasie każdy z nas doświadcza najróżniejszych tragedii. Niezapowiedziana kontrola z Państwowej Inspekcji Pracy, przerwa w dostawie ciepłej wody przez MPWIK, słaby sygnał wi-fi, albo gdy ktoś w autobusie ustępuje ci miejsce, myśląc, że jesteś w ciąży, a ty tylko zjadłeś/aś większy obiad. Jednak to wszystko nic. To wszystko nic, gdy po 20 km treningu okazuje się, że zapomniałeś włączyć Endomondo. Tej tragedii nikt nam nie zwróci i nic nie przebije. Co gorsza – mało kto ją zrozumie.

Kto spalił więcej?

Rywalizacje na Endomondo niejednemu pozwoliły wyjść z jesiennej chandry i chwilowego spadku biegowej motywacji. Kto przebiegnie więcej, kto wykręci lepszy czas, kto spali więcej kalorii? Pomysłów na wciągającą rywalizację nie brakowało.

Oczywiście tam gdzie rywalizacja, tam pojawiała się też pokusa, żeby szczęściu dopomóc (niekoniecznie legalnym wspomaganiem). Któż z nas nie włączał Endomondo podczas jazdy samochodem, żeby podrasować sobie statystyki miesięcznego kilometrażu, niech pierwszy rzuci niewinnym spojrzeniem.

Ile przebiegłem? Wyrysuję to

Aplikacja z charakterystycznym zielonym duszkiem w logo powstała na długo przed tym, jak smartfony z GPS-em trafiły do masowego klienta. Pierwsi użytkownicy, żeby oszacować przebiegnięty na treningu dystans, wyrysowywali trasę na mapce w Endomondo. Wymagało to znakomitej znajomości topografii miasta i cierpliwości. 

Endomondo niejednego początkującego biegacza brutalnie konfrontowało z rzeczywistością. Chyba każdy pamięta ten szok i niedowierzanie, gdy po pierwszej w życiu przebieżce, podczas której trzy razy okrążyliśmy blok, sądząc, że bankowo przebiegliśmy jakiś maraton, mapka nie zostawiała złudzeń… I okazywało się, że wyszło ledwie 800 metrów.

Takie tam z biegania

Jedną z cudowniejszych funkcjonalności „Endo” była synchronizacja z Facebookiem. Dzięki niej informacja o każdym treningu z prędkością błyskawicy trafiała do naszych znajomych, wpędzając ich w uzasadnione kompleksy i skrytą zazdrość. 

„Patrz, a Leszek znowu przebiegł 12 kilometrów” – powiedziała niejedna Halina do swojego małżonka Ryśka, gdy na facebookowej tablicy wyświetlił się track z wykonanego przez użytkownika aplikacji treningu.

Choć Endomondo 31 grudnia zniknie ze świata żywych, na zawsze pozostanie w sercach milionów użytkowników. Istnieje możliwość zachowania historii naszych treningów. Under Armour proponuje transfer danych do alternatywnej platformy marki – MapMyRun. Przeniesienia będziemy mogli również dokonać do innych aplikacji np. Stravy. Choć Endomondo wygaśnie od 1 stycznia 2021, czas na transfer naszej biegowej historii na inny nośnik, będziemy mieli do 31 marca (więcej o przejściu Endomondo na sportową emeryturę)