Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Ambitny amator w wiosennym maratonie, Raport 11
Co tydzień dokumentujemy co dzieje się w przygotowaniach zawodnika amatora Maćka Żyto do maratonu w Barcelonie 11 marca. Oto kolejny raport i komentarz z treningu, dotychczas ukazały się:


Maciej Żyto

To miał być tydzień powyżej 110k, ale musieliśmy rewidować plany w trakcie. Już we wtorek czułem się nie bardzo, potuptałem 8k, miast 15 z podbiegami. W środę akcent 20k w tym 10k 4:05, zrobiony, ale był za ciężki i w czwartek już wiedziałem, że coś się złego dzieje, czułem się bardzo kiepsko. Zacząłem się bać, że będzie grypa, bo objawy były podobne. Trzeba było już reagować w środę, bo ten trening za trudno mi przychodził. Błąd.

Dlatego czwartek i piątek odpoczynek i nadzieja, że szybko przejdzie. W sobotę zrobiłem 15k w tym podbiegi. Adam sugerował, żeby jeszcze poczekać. Ale nie mogłem wysiedzieć. Więc poszedłem na trening. 

W niedzielę trochę ograniczyliśmy pierwotny plan, bo wciąż nie wiedziałem, czy już jest dobrze. W końcu nabiegałem 28k, po 15k easy poleciałem ładnie 11k w tempach od 4:20 do 4:05. Fajne tętna, bo dopiero pod koniec przeskoczyłem 160hrm.

Kiedy piszę te słowa jest niedziela wieczorem. Ze zdrowiem chyba wszystko już ok. Zobaczymy jak się będę czuł jutro koło południa, czy trening niedzielny "zejdzie" ze mnie, czy nogi będą ciężkie.

To był najtrudniejszy tydzień dotąd w całym projekcie. I nie chodzi o akcenty i kilometry, ale o problemy ze zdrowiem. Wkradło się zwątpienie i obawa, że trzeba będzie odpuścić na kilka dobrych dni i później jeszcze wracać do siebie.

Waga stanęła, a nawet trochę wzrosła. Ważę obecnie ok. 66,5kg. Do startu zostały 34 dni.
Strava

Adam Klein


Po raz pierwszy w treningu z Maćkiem zrobiłem coś wbrew sobie. Właściwie już tydzień wcześniej. Zaleciłem Maćkowi bieganie w poniedziałek po długim treningu. Mam od lat taką zasadę, że po długich treningach robię przerwę. Tutaj jednak chciałem jakoś z Mackiem wejść na wyższą tygodniową objętość (zwłaszcza, że w piątek i tak robimy wolne) i pomyślałem, że jeśli biegał w niedzielę rano to w poniedziałek wieczorem może już biegać. I może był to tylko przypadek, ale okazało się, że w trakcie wtorkowego treningu Maciek czuł się kiepsko. Cały tydzień wyszedł raczej średnio, mimo, że gdyby zmierzyć go kilometrami to wydaje się, że nic specjalnego się nie stało.

Ja przyznaję się, że jestem przewrażliwiony na punkcie chorób w kontekście treningu. Uważam, że jeżeli jesteśmy chorzy, nie do końca dobrze dysponowani, to trening trzeba odpuścić. Wiem, że są zdania, że trzeba to "zabiegać", być twardym, nie dać się itp itd, ale wg mnie wypowiadający to ludzie nie bardzo rozumieją jakie są konsekwencje. Niewyleczone stany zapalne czy grypowe nie muszą się ujawnić od razu. Ale potrafią dać znać o sobie kilka lub wiele lat później. 

Jest jedna dziedzina medycyny, która jak żadna inna zwraca uwagę na negatywne konsekwencje niewyleczonej grypy czy anginy. Nie jest nią ortopedia, nie jest nią gastrologia czy neurologia, nie jest okulistyka ani nawet pumunologia. Jest nią kardiologia, czyli dziedzina najważniejsza dla biegacza. Dlaczego? Bo niewyleczone stany zapalne zostawiają na sercu ślady.  Zapalenie mięśnia sercowego i zapalenie osierdzia są dobrze rozpoznanymi komplikacjami bezpośrednimi ale są też zmiany długofalowe. Serce to skomplikowana elektryczno-mechaniczna maszyna, wszystko działa tym lepiej im bardziej gładkie i nie zmienione przez życie są jego ściany. Bo życie rzeźbi nasze ciało, rzeźbi też serce, powstają czasem zmiany, blizny, które zmieniają przewodniość, wpływają na elastyczność i po latach mogą okazać się przyczyną poważniejszych problemów.

Jeśli chodzi o wpływ bezpośredni, łatwiejszy do zbadania, to komentując dla Reutersa świeżo opublikowane badania kanadyjskiego Instytutu Klinicznych Nauk Ewaluacyjnych, kierownik wspomnianych badań, Dr. Kwong mówi: " - Grypa jest już znana jako śmiertelna, ale nowe badanie sugerują, że ryzyko ataku serca w trakcie zachorowania na grypę jest sześciokrotnie większe niż normalne. Byłem trochę zaskoczony siłą tego związku. Nie każdego dnia obserwuje się potwierdzony laboratoryjnie sześciokrotny wzrost ryzyka podczas pierwszych siedmiu dni grypy. Byliśmy również zaskoczeni, że ryzyko spadło do zera w dniu 8 i później."

Jak wiadomo (choć nie wiem czy wiadomo), w trakcie wysiłku fizycznego PODNOSIMY poziom ryzyka by go generalnie obniżyć (czyli w uproszczeniu podnosimy poziom ryzyka na 1-2 godziny aby obniżyć na pozostałe 22-23 godziny - relacja nie jest oczywiście wprost, chodzi o długofalowy wpływ wysiłku fizycznego na organizm).

Więc reakcja zawodnika: "Eee, nic mi nie jest, idę biegać" może nie mieć znaczenia dziś, może nie mieć jutro. Ale za dwadzieścia lat może spowodować, że nie tylko nie będziesz mógł biegać (nie mówię tego akurat do Maćka ale do wszystkich biegaczy a zwłaszcza bardzo młodych ludzi, którzy myślą, że są niezniszczalni) ale będziesz wyłączony z jakiejkolwiek aktywności. A może umrzesz w trakcie biegu na skutek jakichś wcześniej nieleczonych komplikacji i powiedzą, że: "bieganie go zabiło". Zabiło go niedbanie o siebie przez lata.

Więc kiedy Maciek powiedział mi, we wtorek, że źle się czuł na treningu myślałem najpierw, że to zmęczenie po weekendzie. I może tak było. Ale kiedy dzień później powiedział mi, że biegło mu się słabo stwierdziłem, że musi odpuścić. Maciek twierdził w piątek, że czuje się dobrze, w sobotę też, więc trochę zmodyfikowałem wcześniejsze założenia, (których Maciek też widzę nie wykonał, miało być max 2 godziny lub 26km, ech, ta młodzież ;) ).

Bardzo wyraźnie zakomunikowałem też Mackowi (wyraźniej niż wcześniej), że musi skończyć z dietetycznymi eksperymentami, jeść normalnie, pewnie stąd w końcu to zatrzymanie masy. Wierzę w korzyści z niskiej masy ciała, ale pisałem to też kilka razy, że musi być to rozłożone w czasie, żeby nie generowało zbyt wysokiego ryzyka obniżenia funkcji układu odpornościowego.

Generalnie ten tydzień nie był dobry. Siła wyższa zmusiła nas do modyfikacji planów. Coraz więcej treści powinienem przekazywać dwutorowo, tzn niezależnie dla Maćka, który skupiać się powinien tylko na robocie a nie czytaniu tego co pojawia się na Bieganie.pl a niezależnie dla czytelników, z którymi można pozwolić sobie na debaty, gdybania i dyskusje.

Czy u Maćka była grypa? Nie wiem. Nie dowiemy się. Mówi teraz, że czuje się dobrze, więc z ręką na ręcznym jedziemy dalej:

Dz
km
Opis
Pn 0 Przerwa, Maciek zasugerował basen
Wt 15 w tym 14 podbiegów (czyli np. 10 k rozbieganie, 14 podbiegów i jakieś 2-3 km truchtu)
Śr 20 w tym 10 km po X:XX (7 km spokojnie, 10 km szybciej i 3 km spokojnie, jak szybko ma być to szybko to jeszcze pogadamy)
Cz 15 luz, relaks
Pt 0 przerwa
So 20 w tym 10 km fartlek: 3min (do 170 bpm)/2min (trucht) ale może być też tak, że zmieniamy cały weekend.
N 28 luz, relaks