Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Jednym z najczęściej powtarzających się pytań nowego biegowego narybku, który jak zawsze na początku roku pojawi się w internecie w poszukiwaniu sposobu realizacji swoich noworocznych postanowień będzie: “Jak biegać w obecności smogu”

Czy biegać rano czy wieczorem, czy można wzdłuż drogi czy raczej tylko po parku, czy tak czy siak. Niestety raczej nie odpowiem wam na te pytania bo ten artykuł skupia się bardziej na pocieszeniu was, że być może nie macie tak źle.

Po pierwsze, żyjecie (piszę o większości czytelników) i w stosunkowo nieźle ucywilizowanej Europie. Np w krajach Afryki czy wielu krajach dalekiego wschodu monitoring jakości powietrza jest jakąś abstrakcją. Oczywiście często są to tereny słabo uprzemysłowione więc i źródeł emisji zanieczyszczeń powietrza jest mniej a w dodatku jest tam generalnie cieplej, więc oni za wiele nie muszą palić, żeby ogrzewać domy. Ale jeśli już palą to na całego: opony, skóry, przemysł ma w nosie normy zanieczyszczeń. Więc jeśli przyjrzymy się mapie WHO dla terenów zurbanizowanych, to rozkładu średniorocznego stężenia pyłu PM2,5 (czyli pyłu o wielkości cząstek 2,5 mikrometra i mniejszym) wygląda dla świata następująco.



No ! Zawołacie, to nie jest źle !

Tak, zawsze punkt odniesienia może nas pocieszyć. Dla Polskiego Rządu to też może być wartościowy punkt odniesienia, że nic złego się nie dzieje, że nic nie szkodzi że gospodarka węglem stoi bo w Afryce mają gorzej.

Ale.

Po pierwsze. to są wskazania średnioroczne. W Polsce (zwłaszcza w Polsce) generalnie w miesiącach ciepłych nie narzekamy na zanieczyszczenie powietrza (poza tymi rejonami, gdzie jacyś malkontenci zawsze narzekają ;) ) natomiast w zimie jest to jedna z najważniejszych informacji jakie podają media (nie wszystkie oczywiście, bo część mediów uważa chyba, że albo jest dobrze albo nie ma po co straszyć, skoro i tak nic nie zmienimy). Uśrednienie oznacza, że przez kilka chłodniejszych miesięcy w roku jesteśmy “zagazowywani” by przez pozostałe miesiące mieć spokój. Możemy się tylko pocieszać, że mieszkańcy Afryki mają gorzej (co ciekawe, w Kenii jest relatywnie nieźle).

Po drugie, ta mapa ma dwie warstwy. Ta pierwsza, ogólna wynika z modelowania zanieczyszczenia w oparciu o modele matematyczne. Jest jednak jeszcze druga warstwa pokazująca średnią odczytów z czujników, na której Polska nie wypada już tak zielono (a dokładnie żółto). Jak widać, w Afryce czujników prawie nie ma.


Skupmy się zatem na Europie. Polska jest relatywnie dużym krajem europejskim. Jeśli chodzi o liczbę ludności, jesteśmy dziewiątym krajem, ale jeśli odjąć transkontynentalne kraje takiej jak Rosja i Turcja to na siódmym. Jak zatem wyglądamy na tle Europy. Wg WHO to wcale nie Polska ma największy współczynnik przedwczesnej umieralności na skutek zanieczyszczenia powietrza.

Jeśli chodzi o wskaźniki śmiertelności na skutek zanieczyszczenia powietrza (czyli wyniki pewnych statystycznych analiz WHO), to na tle innych krajów europejskich nie jest z nami tak źle: “tylko” 68,9 osób w porównaniu do 230,6 w Bośni i Hercegowinie lub 217,3 w Bułgarii. Ale jeśli chodzi o zanieczyszczenie powietrza w miastach to jesteśmy w czołówce, za krajami byłej Jugosławii i Bułgarią (choć trzeba przyznać, że Bośnia i Hercegowina jest tak daleko z przodu, że daleko nam do nich).

Niestety, prognozy nie są dla nas dobre. Po zastosowaniu się do zaleceń unijnych, skrócenie długości życia na skutek zanieczyszczenia powietrza pyłem PM2,5 będzie w Polsce największe.

Interpretować to należy tak, że "Polska węglem stoi i nic specjalnego robić nie zamierza". 

Bo to, że przedwczesne zgony są związane z zanieczyszczeniem jest udowodnione, dobrze zresztą tę zależność pokazuje poniższy wykres:




Ciekawe jest przy okazji pokazanie, ile w latach 2010-2014 (czyli za czasów poprzedniej ekipy, żeby nie było, że piję tylko do obecnej) kraje przeznaczały środków na badania i rozwój w zakresie zdrowia publicznego w stosunku do swojego PKB. Może to nieprzypadkowo na mapie świata Kenia nie wypada tak źle, bo jest na szóstym miejscu listy, na której Polska jest na 21.

Ktoś powie: “No nie narzekajmy. Współczynnik śmiertelności noworodków mamy jeden z najniższych”. Czy to znaczy, że możemy odpuścić dorosłym, żeby wyrównać statystykę?

Zanieczyszczenia transportowe


Spójrzmy teraz na nasz kraj. Biegacze po pierwsze boją się biegać wzdłuż dróg. Chodzi o spaliny, metale ciężkie itd. Rzeczywiście wpływ transportu miejskiego jest widoczny choćby przez obserwacje poziomów dobowych. Największe zanieczyszczenie jest widoczne w godzinach dużej miejskiej aktywności. Ale nawet wtedy, jeśli się zastanowić, to te poziomy nie są faktycznie jakoś szczególnie groźne. Oczywiście poziom zanieczyszczenia zależy też od warunków atmosferycznych, temperatury, ciśnienia, zachmurzenia, wilgotności, siły wiatru. Być może warunki atmosferyczne w ostatnich dniach były niezwykle sprzyjające, ale jeśli przyjrzymy się poziomem NO2 (dwutlenek azotu, główny produkt uboczny ruchu samochodowego) w jednym z najbardziej centralnych miejsc Warszawy to w żadnym momencie nie zbliżają się one nawet do 200 µg/m3, co jest górną granicą poziomu dopuszczalnego to czym mają się martwić biegacze przecinający mniejsze drogi w mniej popularnych godzinach w drodze do parku czy na stadion? Chodzi o to, że prawdopodobnie zanieczyszczenie transportowe jest wyolbrzymiane, bo nawet w centrach dużych miast jest daleko do groźnych poziomów.



Zanieczyszczenia inne, czyli pyły PM10 i PM2,5


To o czym głównie mówią media, to właśnie pyły PM10 i PM2,5, czyli o wielkości 10 i 2,5 µm. Jak zauważycie, to nie transport generuje ten rodzaj zanieczyszczeń, ale pozaprzemysłowe procesy spalania, czyli głównie ogrzewanie domów.

  


Wydaje mi się, że nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że czujniki pozwalające monitorować stan powietrza penetrują nasz kraj w bardzo różnym stopniu. Nieźle penetrują duże polskie miasta: np Kraków czy Warszawę. Bardzo słabo natomiast małe miasta. Patrząc na wszystkie systemy monitoringu świetnie widać te dysproporcje.

Mieszkam w podwarszawskim mieście. Czasami słyszę od “pani z warzywniaka: “Widzi Pan, jak to dobrze, że my w tej Warszawie nie mieszkamy tylko gdzieś na obrzeżach, widział Pan jakie tam stężenia zanieczyszczeń? A u nas tak czysto”.

U nas jest tak czysto, bo nie mamy ani jednego czujnika. Gdyby zamontować choćby jeden ten nasz raj szybko okazałby się nie taki rajski.

Warszawa jest pokryta czujnikami doskonale ale miasta wkoło Warszawy już nie, choć i tak lepiej niż duża część kraju. Problem jednak jest taki, że w Warszawie nie ma niskiej zabudowy, nie ma przemysłu a zatem wskazania PM10 i PM2,5 nie mogą wyjść wysokie. To trochę tak jak gdyby szukać grzybów tam gdzie ich nie możemy znaleźć. Co innego jednak jeśli zamontujemy czujniki w jakimś małym miasteczku, gdzie prawie wszyscy palą w piecach, często jakimś miałem. Nagle zaczynamy rozumieć, że tam gdzie mieszkamy wcale nie jest tak dobrze tylko nie ma czujników.



Wyraźne są zmiany dobowe. Czyli w miejscach przemysłowych największe zanieczyszczenie jest w ciągu dnia a w sypialniach wieczorami, nocą i nad ranem.

To wszystko świetnie widać na przykładzie Krakowa. Sam Kraków jest może nieco bardziej niż warszawa “niskopienny” tzn jest tam więcej domów ogrzewanych piecami. Ale leży w niecce. I ten słynny krakowski smog to nie tylko efekt produkcji samego miasta ale tego co do Krakowa spływa z okolicznych wzgórz. Bo jeśli tylko się przyjrzymy jakie jest stężenie na  wzgórzach wkoło Krakowa to nagle wszystko staje się jasne. Tam naprawdę produkują solidne zanieczyszczenie, którego część spływa do Krakowa. Na obrazku powyżej widać stan z 9:00 rano, jak widać w tym dniu cyrkulacja atmosferyczna nie spowodowała spłynięcia tych zanieczyszczeń w stronę Krakowa tylko zostały one w różnych małych miasteczkach na wyżynie Krakowsko- Częstochowskiej która aż dziw bierze jak bogata wyposażona jest w czujniki. Okolice Warszawy przy Krakowie mogą się schować.


źródło: https://airly.eu/pl/

Tak więc jeśli mieszkasz w dużym mieście to generalnie nie masz na co narzekać (poza takimi miastami jak Kraków). Poziomy NO2 znośne, poziomy PM10 i PM 2,5 nawet jeśli przekroczone to tylko pestka w porównaniu z tym co wisi w powietrzu w różnych mniejszych miastach. A co mają powiedzieć Afrykańczycy (poza Kenią :) ), Chińczycy czy Bośniacy.

Czy mieszkając w małym miasteczku biegać wieczorami po ulicach? Każdy z nas ma zdrowy rozsądek i przede wszystkim nos. Duże stężenia pyłu są łatwo wyczuwalne, do tego nie potrzeba czujników.

Ale gdybym jednak dostał pytanie: “A co jeśli jestem Bośniakiem czy Chińczykiem mieszkającym w małym miasteczku? Czy ja też mam biegać wieczorami po ulicach?

Powiedziałbym - nie wiem. :) Miłego biegania.

Źródła:
Pyły drobne w atmosferze. Kompendium wiedzy o zanieczyszczeniu powietrza pyłem zawieszonym w Polsce
World Health Statistics 2017: Monitoring health for the SDGs