Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Refleksje po wypadku śmiertelnym podczas Biegnij Warszawo



W związku ze śmiercią zawodnika na trasie Biegnij Warszawo media masowe rozpoczęły poszukiwania winnego. Domyślny medialny palec wskazuje czasem a to na organizatora, a to na nieprzygotowanie zawodnika a to na bieganie jako aktywność w ogóle.

Robert Korzeniowski powiedział w TVN, że biegacze amatorscy nie badają się wystarczająco dobrze. Problem jednak w tym, że przypadki śmiertelne spotykane są także w tym teoretycznie super przebadanym świecie wyczynu. Poza tym jeśli człowiek pójdzie do lekarza, który stwierdzi jakiś problem związany choćby z nadciśnieniem, nadwagą to pewnie zaleci właśnie ruch, czyli domyślnie bieganie.

Czy bieganie jest zdrowe?

W poniedziałek rano pójdziecie do pracy. Spotkacie być może takich kolegów czy koleżanki, których namawiacie do biegania ale którzy na bieganie jeszcze nie wyszli. Być może w związku z tym przypadkiem śmiertelnym, będziecie mieli mniej odwagi aby nadal ich na bieganie namawiać. Może Ci, którzy twierdzą, że bieganie jest "nie fajne", spojrzą się na was tryumfalnie, że oni się do biegania namówić nie dali, i dzięki temu wyrwali się śmierci ze szponów. Co im powiedzieć?

Aktywność fizyczna jest bezdyskusyjnie zdrowa. Pytanie czy każdy poziom aktywności jest równie zdrowy? Obserwujemy kolejny biegowy boom, co roku przybywa nowych biegaczy, spośród których duża część jeśli nawet na początku ma cele stricte zdrowotne to po jakimś czasie te cele ewoluują. Celem nie jest już lepsze zdrowie, ale jakiś cel stricte biegowy: maraton, ultramaraton czy życiówka na jakimś dystansie.

Wg guru zdrowego życia amerykańskiego fizjologa Kennetha Coopera (twórcy popularnego testu Coopera) jeśli myślimy o zdrowiu to maksimum czego potrzebujemy to 25 km w tygodniu. Czyli 5 treningów po 5 km. Wg niego, jeśli robimy coś więcej robimy to dla innych celów niż zdrowie.

Bieganie 25 km tygodniowo nie satysfakcjonuje większości z nas. Lubimy biegać. Tak naprawdę często dopiero po przebiegnięciu 10 km czujemy się dobrze. Wielu z nas nie wyobraża sobie aby biegać mniej niż 50-60 km tygodniowo. Czy to za dużo?

Spójrzmy chwilę na statystyki umieralności w Unii Europejskiej. W roku 2010 było w Polsce 378 500 zgonów. Poniżej są statystyki na temat najbardziej popularnych przyczyn zgonów w krajach Unii Europejskiej. Poniższa tabela pokazuje liczbę zgonów na 100 000 mieszkańców. Pokazuje ona, że w roku 2010 na skutek chorób układu krążenia zmarło w Polsce 134 tysiące osób (przyjmując, że mamy w Polsce 40 mln mieszkańców).

Tymczasem bezpośrednio w wyniku biegania (choć pewnie skutkiem była jakaś choroba) w ostatnim roku zmarło w Polsce dwóch biegaczy! Przynajmniej o tych dwóch przypadkach wiemy (przypadek z Biegnij Warszawo i z Maratonu Poznańskiego w 2012 roku). Na ponad 500 tys biegaczy! A ile osób NIE zmarło na skutek tego, że zaczęło biegać?

W tym tkwi problem. Nie potrafimy pokazać tych pozytywnych statystyk. Gdzie dzięki bieganiu obniżyły się u pacjentów wszystkie wskaźniki takie jak poziom złego cholesterolu, masa ciała, nadciśnienie. Wielu z tych ludzi prawdopodobnie przestało chodzić do lekarzy. Ruch jest w stanie zastąpić praktycznie wszystkie lekarstwa na tak zwane choroby cywilizacyjne ale żadne lekarstwo nie zastąpi ruchu. Nie wiemy zatem ilu obywateli Polski zmniejszyło ryzyko zachorowania lub śmierci właśnie dlatego, że biega lub zaczęło biegać. Wielu z nich biega na pewno znacznie więcej niż 25 km tygodniowo. Na dziesięć lat mojego zajmowania się bieganiem znam oczywiście kilka przypadków śmiertelnych, ale statystyka jest na szczęście po stronie biegania.


Liczba zgonów w krajach Europy (na 100 000 mieszkańców) wywołana wymienionymi przyczynami:


Razem Kobiety

Choroby układu krążenia W tym choroby serca Rak W tym rak płuc W tym rak jelita

Choroby układu oddecho

wego

Wypadki komuni

kacyjne

Rak piersi Rak macicy
Euroland 209,9 76,5 166,9 38,4 18,7 41,2 6,5 22,6 7,2
Bułgaria 621,7 114,3 156,4 36,2 21,6 38,2 9,1 19,4 13,7
Macedonia 566,4 89,7 173,8 42,5 18,8 33,4 7,2 23,7 10,5
Rumunia 548,4 188,8 181,4 42,3 19,5 50,6 15,1 22,6 17,4
Litwa 496,8 305,1 190,5 37,1 21,8 35,7 12,8 24,2 14,3
Łotwa 477,6 248,9 193,9 36,3 20,6 22,3 10,8 23,7 16,7
Słowacja 443,8 263,0 197,2 37,6 28,1 52,4 8,9 22,0 11,7
Estonia 423,6 204,8 187,3 35,5 21,1 23,9 8,1 22,1 9,9
Węgry 418,7 215,1 238,8 71,3 34,4 42,5 8,9 25,0 10,2
Chorwacja 372,6 165,0 211,9 48,8 29,0 28,1 10,3 27,6 10,0
Czechy 344,0 161,8 195,5 41,5 26,5 41,0 8,1 20,6 9,8
Polska 336,9 90,6 196,5 52,1 22,3 38,2 11,0 19,8 11,8
Grecja 228,9 62,1 149,0 39,3 12,1 49,1 11,8 25,2 6,2
Słowenia 218,7 63,6 196,2 41,9 25,6 32,4 7,1 24,8 7,8
Finlandia 213,6 120,7 138,5 27,5 13,1 21,3 5,9 21,2 5,2
Austria 213,0 97,8 157,9 32,6 16,4 28,3 6,9 22,8 6,2
Niemcy 208,7 80,9 158,6 34,3 17,7 37,0 4,4 24,0 5,5
Cypr 194,4 70,7 123,1 25,0 10,0 39,4 10,5 21,5 4,2
Malta 189,4 106,7 151,7 29,8 19,1 47,2 3,6 25,8 6,3
Szewcja 186,9 83,7 144,8 25,1 17,2 30,7 3,8 19,1 6,4
Belgia 182,7 59,5 170,1 45,7 17,7 60,2 10,0 28,3 6,1
Irlandia 178,2 91,2 169,6 37,1 19,3 60,3 4,2 26,2 7,4
Portugalia 173,8 40,8 156,5 27,3 22,3 59,5 8,3 20,0 7,5
Islandia 172,7 83,2 155,9 38,0 17,1 42,3 4,2 20,1 2,7
Włochy 167,7 57,4 159,9 34,9 17,0 29,4 7,4 23,0 5,2
Luksemburg 167,3 45,2 156,9 33,8 18,4 36,5 4,8 25,5 5,0
Wielka Brytania 164,4 77,3 170,6 39,6 16,8 67,7 3,4 24,5 6,2
Dania 159,5 59,8 188,9 48,2 23,8 66,5 5,5 28,9 5,7
Norwegia 157,6 65,9 156,4 33,5 22,1 49,4 5,2 19,0 6,4
Holandia 146,7 40,6 182,8 46,3 21,4 48,1 3,9 26,8 5,1
Szwajcaria 146,3 57,2 138,3 29,5 14,3 25,5 4,0 28,1 5,4
Hiszpania 137,8 43,8 152,4 36,1 20,5 45,2 5,1 17,7 5,9
Francja 119,5 32,1 164,7 37,0 16,6 27,6 6,9 23,6 6,2

Oczywiście powyższe statystyki nie pokazują przekroju ze względu na wiek zmarłych. Śmiertelność w roku 2010 w grupach wiekowych przedstawiała się następująco:

Wiek
Liczba zgonów
<10 540
<20 1 376
<30 4 189
<40 6 965
<50 16 410
<60 49 676
<70 60 411
<80 94 763
<90 112 488
<100 28 318
<110 1 281

Im wyższy wiek zmarłęgo tym bardziej rósł udział nowotworów jako przyczyn zgonów a zatem nawet pobieżnie patrząc na te statystyki można spokojnie przyjąć, że w ciągu roku umiera kilka do kilkunastu tysięcy ludzi poniżej 50 roku życia na choroby wywołane problemami układu krążenia. Tym kilkunastu tysiacom, aktywność fizyczna, w szczególności bieganie mogłoby bezwględnie przedłużyc życie.


Czy się badać?

Oczywiście, należy się badać. Pierwsza sprawa to każdy z was może przebadać się sam, wypełnić kwestionariusz American College of Sports Medicine na podstawie którego możecie określić, czy jesteście w grupie ryzyka, w przypadku której zwiększenie aktywności fizycznej wymaga konsultacji z lekarzem. Czy taka konsultacja lub badanie wystarcza?

Oczywiście możecie minimalizować pozabiegowe czynniki ryzyka: nie palić, stosować przemyślaną dietę, wysypiać się, minimalizować stres. Ale to wszystko co możecie zrobić. Po każdym przypadku śmiertelnym u biegacza lekarze twierdzą ex-post, że śmierć wywołana była jakąś niewykrytą wcześniej wadą serca. Czy możecie być pewni, że wy takiej wady nie macie? Niestety nie. Wg mnie współczesna medycyna nie potrafi odpowiednio przebadać ludzi uprawiających sport. Przypadki wyczynowców, którzy zmarli pomimo bycia poddanym monitoringowi lekarskiemu to tylko czubek góry. Biegacze wyczynowi to zaledwie promil całej liczby biegaczy. Liczba biegaczy amatorskich to dziś wiele, wiele razy więcej niż liczba biegaczy wyczynowych. Ta relacja jest właściwie pocieszająca, bo pokazuje tylko, że na setki tysięcy, miliony nieprzebadanych odpowiednio biegaczy przypadki śmiertelne zdarzają się niezwykle rzadko.

Czy nie da się badać lepiej?

Też się nad tym zastanawiam. Takie dokładne badanie jest drogie. Problem jednak w tym że wg mnie lekarze nie są przygotowani do takiego badania. Boją się. Pewnie się zdziwicie, ale nie możecie pójść do jakiejś sportowej przychodni, Instytutu Sportu czy Centrum Medycyny Sportowej i poprosić o wykonanie testu wydolnościowego "do odmowy". Takie testy w państwowych zakładach medycyny sportowej zarezerwowane są tylko dla wyczynowców.  W dodatku z tego co wiem raczej nie zdarza się, żeby w trakcie takiego testu było wykonywane EKG, wszyscy są raczej nastawieni na zbadanie pułapu tlenowego, maksymalnej wydolności niż sprawdzenia co przy tak dużych obciążeniach dzieje się z sercem.

Jeśli pójdziecie na wysiłkowe EKG to maksymalne zmęczenie (mierzone tętnem) do jakiego zostaniecie "dopuszczeni" to około 85% tętna maksymalnego liczonego wg formuły 220 - wiek. Tymczasem przecież wiele zawodów przebiega w strefie znacznie powyżej pułapu 85% HRmax (każdy wysiłek maksymalny trwający do godziny to ponad 85% HRmax) nie mówiąc już o tym, że nawet to wzorcowe HRmax jest przez nas bardzo często przekraczane.

Świat medycyny nie bada wg mnie jak zachowuje się serce w przypadku naprawdę wysokich zmęczeń. To nie tylko kwestia obaw, ale i tego, że trudno jest doprowadzić ludzki organizm do zmęczenia adekwatnego do tego jakie osiągamy na finiszu biegu na 10000m. Nie chodzi tylko o poziom tętna, ale i o różne przemiany które zachodziły w organiźmie do momentu finiszu, o uszczuplenie rezerw glikogenu, zaburzenie przewodnictwa na skutek odwodnienia czy pewnie jeszcze jakichś innych efektów długotrwałego zmęczenia.

Ta dzisiejsza historia jest tragiczna, bardzo współczuję rodzinie. Niestety wg mnie nadal trzeba robić to co robimy, bo nie ma po prostu lepszego wyjścia. Czyli biegać, bo bieganie (czy aktywność fizyczna) statystycznie daje nam większą szanse na długie i zdrowe życie.

Badania lekarskie są oczywiście ważne, powinny być właściwie obowiązkowe niczym egzamin na prawo jazdy. Ale tylko jako warunek wstępny. Bo tak samo jak w egzaminie na prawo jazdy tak i w badaniach lekarskich nie sprawdzimy tego, czy kierowca potrafi bezpiecznie jeździć z prędkością 100 km/h, a biegacz biec bez negatywnych konsekwencji zdrowotnych przez czas dłuższy niż 5 minut na 95-100% HRmax.

Statystyka jest na szczęście po naszej stronie, nawet jeśli świat medyczny nie jest w stanie nas odpowiednio przebadać (bo myśli, że męczyć mogą się tylko wyczynowcy). Na dowód, że świat medyczny nie jest jeszcze gotowy na bieganie amatorów, niech posłuży fragment mojej rozmowy z kardiologiem, cenionym i uznanym specjalistą w dziedzinie patologii serca i układu krążenia:

....po krótkiej i burzliwej wymianie zdań na temat tętna maksymalnego:

Kardiolog
: Ale o kim my w ogóle rozmawiamy? O wyczynowcach czy amatorach?
Ja: A jaka to różnica? Przecież wielu amatorów trenuje tak ciężko jak wyczynowcy.
Kardiolog: Ale oni nie startują w zawodach
Ja: ???? Jak to nie, przecież ciągle mają jakieś zawody, maraton, 10 km, 5 km.
Kardiolog: (trochę niepewny): Ale mi mówiono, że oni się nie ścigają?

Reasumując:

1) Badajmy się, róbmy choćby te podstawowe badania (autosprawdzian - American College of Sports Medicine, ewentualnie wizyta u internisty lub kardiologa, EKG, echo serca, EKG wysiłkowe)
2) Nie liczmy jednak na to, że pomimo badania nie ma szansy na nieszczęśliwy przypadek bo medycyna nie przebada nas na wypadek zmęczenia jakiego doświadczamy na zawodach

3) Biegajmy - bo statystyki mówią za siebie