Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Kenijskie retrospekcje, czyli obóz w Iten 2017

Kenijski czar prysnął… Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Podobnie stało się z naszym wyjazdem na czerwone ziemie Afryki. Wszyscy uczestnicy z łezką w oku opuszczali Iteński płaskowyż. W wielu głowach pojawiły się pytania „czy jeszcze tutaj wrócę”, bo podobno z tego niezapomnianego miejsca wraca się tylko ciałem, a dusza i serce zostają w Kenii.

 
Coś w tych słowach jest… widząc za oknem szarobury krajobraz, aż chce się tam czym prędzej powrócić. Dlatego chcę Wam, a zarazem nam, czyli wszystkim uczestnikom tegorocznej edycji przypomnieć co działo się prze dwa tygodnie naszego wyjazdu.

Jak zwykle Nasza przygoda rozpoczęła się od podróży. Tym razem wybraliśmy Katarskie linie lotnicze i malowniczy, wręcz bajkowy port przesiadkowy w Doha. Po całonocnej podróży wysiedliśmy w Nairobi i właśnie tam po przekroczeniu progu samolotu poczuliśmy klimat tego miejsca. Temperatura około 20 stopni, kenijski luz i zupełny brak pośpiechu wśród pracowników lotniska. Tak to jest Kenia, krótko mówiąc „Hakunamatata”. Po krótkim locie do Eldoret, wsiedliśmy do „matatu", które o dziwo było całkiem punktualnie, co rzadko się zdarza :) Około godzinna podróż przez centrum miasta do „Domu Mistrzów”, bo tak nazywane jest Iten, dostarczyła naszym zawodnikom nie lada atrakcji. Kto był w Kenii wie jak wyglądają podróże po drogach i regulacje prawne, a dokładnie ich przestrzeganie przez kierowców. Ruch odbywa się lewą stroną samochody wyprzedzają się z każdej możliwej strony wypełniając i wykorzystując każdy skrawek ulicy. Można powiedzieć, że pierwszeństwo na drodze ma ten kto pierwszy i szybszy.

 


Dojechaliśmy do naszego ośrodka HATC gdzie nareszcie mogliśmy odpocząć po trudach podróży.
Choć energia tego miejsca tak zadziałała na wszystkich, że po 2 godzinach wybraliśmy się na spacer po okolicznych kultowych miejscach. Odwiedziliśmy centrum wioski i słynny widok „Kerio View” na Rów afrykański. 

 



Pierwszy dzień był bez treningu, skupiliśmy się na odpoczynku i aklimatyzacji. Kilka kolejnych dni przebiegały pod znakiem aklimatyzacji i przystosowania organizmu do panujących warunków na wysokości prawie 2400 m.n.p.m. Każdy organizm jest inny i inaczej reaguje na wysokość, dlatego tak ważne było pilnowanie, żeby uczestników nie poniosły wodze fantazji. Spokojne rozbiegania i popołudniowe treningi uzupełniające, szczególnie te które prowadzone były przez Timo Limo, na pewno zostaną zapamiętane przez uczestników. Solidna dawka core stability to pięta Achillesowa wszystkich biegaczy. W pierwszym tygodniu zrobiliśmy jeden umiarkowany akcent biegowy na stadionie Kamariny. Wtorki i czwartki na stadionie w Iten to czas mocnych treningów tempowych i szybkościowych. Mnóstwo zawodników wykonuje wtedy treningi i naprawdę można poczuć na własnej skórze co to znaczy prawdziwa biegowa Kenia. Sprinterzy, średniacy, długodystansowcy, wszyscy w tumanach kurzu biegają po stadionie, w abstrakcyjnych prędkościach, nie patrząc na zmęczenie, bo przecież kenijska maksyma to „Train Hard, win Easy”. 

 

 


W tym dniu na stadionie przebywał sławny Iteński trener Brat O’colm, który prowadzi zawodników w szkole Świętego Patryka, a jego najsłynniejszym wychowankiem jest David Rudisha, rekordzista świata na 800 m. Udało się zamienić z nim kilka zdań, oczywiście znakomicie kojarzy polskich zawodników, szczególnie Adama Kszczota i Marcina Lewandowskiego. Konkluzją tej rozmowy było zaproszenie Nas na zajęcia do szkoły w kolejnym tygodniu.

 

 


W czwartek wybraliśmy się na skrzyżowanie dróg Iten-Tilati Road i Iten-Kapsowar Road, gdzie o godzinie 9:00 ruszają zawodnicy do swojego cotygodniowego „Fartleku”, czyli treningu interwałowego w terenie. Tym razem bieg prowadził po 13 kilometrowej pętli, a zawodnicy biegali 1 minutę szybko na 1 minutę wolno. Słowo „szybko” zamienia się w walkę o przeżycie, bo każdy z nich chce przed drugim pokazać jaki on jest mocny :) Oczywiście nikt z nas nie brał w tym treningu udziału ale warto było zobaczyć około 200 osób realizujących wspólnie jednostkę treningową. 

 

 


W niedzielę zaplanowaliśmy długi bieg, aby obniżyć trochę intensywność, a skupić się głównie na czasie trwania wysiłku. Wybraliśmy podobnie jak podczas poprzedniego wyjazdu trasę z Iten do Eldoret. Długie rozbieganie ograniczone było 2,5 h czasem trwania. Tyle ile udało się w tym czasie przebiec tyle zawodnicy mogli zanotować w swoich dzienniczkach treningowych. Rozpoczęliśmy ten trening jeszcze w obliczach mroku, ponieważ start zaplanowaliśmy na 6 rano, aby słońce za bardzo nie doskwierało. Najszybszym udało się pokonać 30 km, a ci wolniejsi zrobili ponad 20 km. Na miejscu czekało na nas „matatu" z zaprzyjaźnionym Kenijczykiem Danielem Tanui, który w tym roku pełnił rolę szlakowego dla najszybszej grupy. O samym Danielu trochę więcej później, bo to naprawdę ciekawy człowiek wśród kenijskiej mentalności. 

 

 


Dzień po długim rozbieganiu to dzień odpoczynkowy od wszelakich aktywności sportowych. Właśnie w tym dniu zaplanowaliśmy naszą wyprawę na safari do Nakuru Park. Kolejny dzień w którym musieliśmy wstać wcześnie rano, żeby wrócić w godzinach wieczornych. Na naszą wyprawę zabraliśmy Daniela, który od 39 lat mieszka w Iten i nigdy nie był na safari w Nakuru, oczywiście ze względów finansowych. Ale za to z powodzeniem w przeszłości ścigał się tam na stadionie osiągając rezultat na 10 000 m - 28:40. Podczas podróży nauczyliśmy się wiele słów w języku Suahili, które przydają się w tamtych rejonach. Przykładowy słowniczek to dzień dobry (abari asubuj, pisownia fonetyczna) do widzenia (kłacheri), droga (lami), biegać (kimbidżia), buty (wijaturu) i wiele wiele innych. Próbowaliśmy go namówić, żeby polskim wycieczkowym zwyczajem coś zaśpiewał ale nie dał się namówić. Za to nasza grupa chętnie zaczęła śpiewać „Hej sokoły” co spodobało się naszemu koledze, który ochoczo zaczął śpiewać razem z nami refren. Podczas tej podróży dowiedzieliśmy się także o tym, że Danie w 2015 roku wydał książkę na razie dostępną tylko w wersji e-book o tytule „HOW KENYANS TRAIN TO BE A CHAMPIONS IN RUNNING”. Dostępna na amazon.com ->TUTAJ< Opisuje w niej jak żyją, odżywiają się, a przede wszystkim jak trenują z szczegółowym opisem planów treningowych najlepszych zawodników żyjącym w Iten.

 

 


Safari przywitało nas bardzo wysoką temperaturą, która nie pomagała w podróżowaniu z otwartym dachem. Nawet zwierzęta w takich warunkach niechętnie wychodziły z cienia :) Udało nam się zobaczyć sporo bawołów, stada zebr, antylop, mnóstwo ptaków, małp i żyraf. Niestety nie było nam dane zobaczyć lwów, które zaszyły się gdzieś uciekając od upałów. Ale może kolejnym razem się uda.


 

W trakcie naszego pobytu były jeszcze dwa dni, które wybiły się ponad treningową codzienność. Pierwszy z nich to wizyta w szkole świętego Patryka, która przerodziła się w zwiedzanie szkoły, internatu, stołówki, nawet gabinetu dyrektora. Poznaliśmy panujące zasady, harmonogram dnia uczniów, a także byliśmy na lekcjach z przedmiotów takich jak chemia, informatyka i oczywiście WF. Warunki w jakich uczą się i żyją dzieciaki wywarło spore wrażenie na nas i dało impuls do refleksji nad wszech obecnie panującą biedą. 

 

 

Ostatnim akcentem naszego obozu były oczywiście nieoficjalne Otwarte Mistrzostwa Iten na 3 km:) Kilka dni wcześniej rozwiesiliśmy po mieście informacje dotyczące biegu i skrzętnie przygotowywaliśmy się do tego wydarzenia. W dniu startu przybyło sporo zawodników, niestety nie wzięliśmy pod uwagę tego, że spora ilość z nich wyjechała do Nairobi, gdzie odbywały się Mistrzostwa Kenia w biegach przełajowych. Mimo wszystko ilość startujących zawodników ponad 50 osób wśród mężczyzn i poziom rywalizacji pokazał kolejny raz, że to prawdziwe miasteczko mistrzów. W dwóch rozegranych seriach panów, najlepszy rezultat wyniósł 8:14, a wśród pań 9:38. Po zawodach otrzymaliśmy wiele podziękowań za to, że wspieramy tamtejszych zawodników i że organizujemy cyklicznie zawody. Daje nam to dodatkowego kopa do tego, żeby kontynuować już naszą „trójkową” tradycję. 

 


Ostatni dzień to już czas pakowania i pożegnania z gorącą Afryką. Łezka w oku się kręci, ale cóż zrobić taki nasz los… Do zobaczenia za rok! Musisz tam być!

Dziękujemy za wsparcie naszym partnerom wyjazdu:

.

sklep_biegowy1.png    8.png    High_5_Logo1.jpg