Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
„Jak ci poszło?” - ocena wyników uzyskanych w górach

Jesień tradycyjnie sprzyja podsumowaniom. Choć w górach można biegać cały rok, a kalendarz imprez oferuje wiele propozycji na jesień i zimę, zwykło się jednak – wzorem biegaczy ulicznych – traktować ten czas jako okazję do roztrenowania, nabrania sił przed kolejnym rokiem biegania. Jednym z etapów podsumowania jest ocena swoich wyników uzyskanych w ciągu roku.

Jeśli rezultaty z biegów ulicznych ocenić stosunkowo łatwo, porównując czasy tegoroczne do wcześniejszych, tak w biegach trailowych jest to zdecydowanie trudniejsze, ale – wbrew przekonaniu, które jeszcze czasami pokutuje – nie jest niemożliwe. Przedstawiam kilka sposobów ewaluacji uzyskanych wyników, zaczynając od najprostszych, ale jednocześnie obarczonych największym ryzykiem błędu.

1. Najprościej, czyli „Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy”

Jeśli biegniemy w tych samych zawodach drugi lub kolejny raz, to oczywistym sposobem na sprawdzenie, czy osiągamy postępy, jest bezpośrednie porównanie wyników uzyskanych w różnych latach. Należy jedynie upewnić się, że trasa nie została zmodyfikowana oraz że warunki pogodowe nie wpłynęły zasadniczo na rezultat – wielki upał albo morze błota potrafią spowolnić bieg i zafałszować porównanie.

2. Centyle, czyli „Ile jest cukru w cukrze?”

Centyl to narzędzie statystyczne, odnoszące nasz wynik do wyników całej grupy. Jeśli w biegu na 100 zawodników zajmę 40 miejsce, to znajdę się w czterdziestym centylu. Podobnie w zawodach na 2500 biegaczy lokata 1000 oznaczać będzie czterdziesty centyl. Jeśli więc nie jestem w stanie odnieść wyniku czasowego do żadnego wzorca, centyl może mi pomóc z odniesieniem swojego występu na tło całej grupy. Kiedy ja ustalam sobie cele na dany bieg, jednym z najczęstszych jest znalezienie się w okolicach 10-15 centyla – w ogromnej większości zawodów takie jest moje miejsce w stawce.

Ta metoda nie sprawdzi się tylko w przypadku bardzo małych, kameralnych biegów, ewentualnie biegów o wyjątkowo wysokim poziomie sportowym, jak np. Wielkiej Prehyby w Szczawnicy czy wyścigów rozgrywanych w ramach mistrzostwa świata.

3. Elitarne porównanie, czyli „Jak byłem młody, to też byłem Murzynem i tak robiłem”

Kiedy z jakiegoś względu nie chcę umiejscawiać siebie na tle całej puli uczestników biegu, mogę spróbować porównać się z zawodnikiem czołówki. Jeśli więc Kamil Leśniak biega Prehybę w 3:30, a ja w niecałe 5 godzin, to mój czas stanowi 140% jego wyniku. Tak więc w biegach górskich trwających ok. 4-6 godzin mogę celować w wynik gorszy od zwycięskiego o nie więcej niż połowę.

Ta metoda wydaje się – a właściwie nie wydaje się, bo tak faktycznie jest – dawać dość nieprecyzyjne wskazania, a przecież chcielibyśmy móc dokładniej szacować rezultaty, analizować je na tle innych biegaczy i porównywać z wynikami własnymi oraz kolegów.liczenie_itra.jpgNa szczęście istnieją narzędzia, które to umożliwiają. Nie będę wdawał się w szczegóły ich działania, ale podstawowe założenie głosi, że zebrawszy odpowiednio dużą bazę wyników można z dość dużą (zdefiniuj „dość”…) dokładnością przełożyć wynik czasowy na rezultat punktowy. Biegi na różnych dystansach, o różnym przewyższeniu, rozgrywane w rozmaitych warunkach terenowych i pogodowych można więc wycenić według jednej skali punktowej – w przypadku obu rozważanych narzędzi jest to skala 1000 punktów, gdzie 1000 pkt oznacza bieg idealny, rekordowy, a odpowiednio gorsze wyniki otrzymują odpowiednio mniej punktów.

4.  ITRA, czyli „Liga broni, liga radzi, liga nigdy cię nie zdradzi”

Pierwszym z ich jest Performance Index organizacji I-TRA. Zaletą PI jest duża baza danych, jako że organizacja monopolizuje „rynek” biegów górskich i mocno motywuje (inni powiedzą, że „zmusza”) organizatorów do podporządkowania się swoim narzędziom. Każdy zawodnik, który bierze udział w biegach zgłoszonych do I-TRA, ma więc swój ranking, który można sprawdzić na stronie organizacji. Po wykupie płatnego konta otrzymujemy dostęp do bardziej szczegółowych danych.

Co jakiś czas słyszy się głosy, również zawodników elity, że w niektórych przypadkach uzyskany wynik punktowy jest bardzo wątpliwy, jakby w pewnych szczególnych okolicznościach ujawniała się luka w algorytmie, przez którą wyniki „wyplute” przez komputer wydają się niewiarygodne. Ogólnie jednak w większości przypadków ranking działa bardzo dobrze, sam korzystam z niego od kilku lat i w swoich wynikach nie zauważyłem punktacji, która odbiegałaby od moich wrażeń z zawodów. Na zdjęciu poniżej aktualni liderzy rankingu I-TRA, na zdjęciu tytułowym druga w zestawieniu Courtney Dauwalter, zwyciężczyni tegorocznego UTMB.itrapointstop6.jpg

5. RMT, czyli „To jest miś na skalę naszych możliwości”

Drugim rankingiem, z którego korzystam najczęściej jest Rate My Trail, czyli nasze rodzime, polskie narzędzie stworzone przez Rafała Olkisa. Rafał nie może poszczycić się tak wielką bazą danych jak I-TRA, co nie przeszkadza jednak w uzyskaniu miarodajnych efektów – podobnie jak w przypadku PI, również RMT nigdy nie zwróciło mi wyniku, co do którego miałbym wątpliwości. RMT oferuje w wersji płatnej Premium wiele bardzo ciekawych i przydatnych narzędzi porównywania, szacowania nie tylko zorganizowanych zawodów, ale również treningów. Możliwości jest sporo i zasługują na to, by poświęcić im więcej uwagi.


 

Dzięki rankingom, które zebrały moje starty z kilku lat wiem, ze mój obecny poziom to około 600 punktów. Każde ukończone zawody są wyceniane, stąd wiem, że np. 2019 rok był dla mnie całkiem udany – w zimowej Łemkowynie uzyskałem 592 punkty, w Wielkiej Prehybie 588, na Trojak Trail 602 i na Łemkowynie 70 – również 602 punkty. Na tym satysfakcjonującym krajowym tle odróżnia się fatalny wynik z MCC – 463 punkty.

Jak widać, trail da się zmierzyć.



Fot. tytułowe: ©UTMB® - Christophe Pallot