Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Dlaczego biegamy wolniej od Brytyjczyków?

Dlaczego biegamy wolniej od Brytyjczyków?

Jak trenują wyspiarze?
Mikołaj Raczyński
13-07-2021

Od kilku lat dostajemy informacje o tym ilu uczestników biegu w irlandzkim Armagh 5 km pobiegło poniżej 15 minut. W 2020 roku zrobiło to 142 biegaczy. Jak to się dzieje? Jak trenują Brytyjczycy, aby osiągać takie rezultaty? 

W Polsce wyniki poniżej 15 minut na 5 kilometrów lub 30 minut na 10 kilometrów są rzadkością, a biegacze osiągający takie rezultaty zaliczani są do ścisłej czołówki. Jeśli spojrzymy pod tym kątem na rankingi biegaczy brytyjskich to czeka nas niemałe zaskoczenie. Wszystko dlatego, że w Wielkiej Brytanii w 2021 roku aż 251 biegaczy pobiegło 5000m poniżej 15 minut! Dla porównania w Polsce ta sztuka udała się zaledwie 53 osobom.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja na 10 000m, gdyż tutaj „przegrywamy” 44 do 8. Z dziennikarskiej poprawności należy dodać, że obecny sezon i tak jest stosunkowo udany dla naszych długasów, gdyż w poprzednich latach te statystyki wyglądały jeszcze gorzej (w 2020 roku aż 270 Brytyjczyków przebiegło 5000m poniżej 15 minut, podczas gdy ta sztuka udała się tylko 46 Polakom).

Takiej dysproporcji nie wyjaśnia różnica w liczbie ludności obu państw, bo z tej perspektywy patrząc Brytyjczyków musiałoby być 5 razy więcej niż Polaków (a nie jest ich nawet dwukrotnie więcej).

Moim celem nie jest rozliczanie rodzimych wyczynowych biegaczy, bo to nie oni tworzą wspomnianą różnicę. Szkopuł tkwi w tym, że na Wyspach wyniki na poziomie 14:15 czy 29:40 uzyskują biegacze amatorzy, którzy trening łączą z pełnowymiarową pracą.
O różnicach między treningiem w Polsce, a treningiem w Wielkiej Brytaniach rozmawiałem z Jonathanem Escalante-Phillipsem, którego poznałem jesienią 2014 roku podczas biegu parkrun w Parku Skaryszewskim w Warszawie. Rekordy Jonathana są imponujące – 3000m: 8:03, 5000m: 14:11, 10 000m: 29:32. Jednak robią tym większe wrażenie, jeśli uświadomimy sobie, że osiągnął je ktoś „trenujący w wolnym czasie, po pracy”. Najciekawsze jest jednak to, że sam Jonathan twierdzi, że te wyniki nie są niczym nadzwyczajnym, bo w jego klubie (Cambridge & Coleridge AC) jest kilkunastu biegaczy na podobnym poziomie! Zdecydowana większość z nich bieganie traktuje jako hobby, nie ma sponsorów i żadnego finansowego wsparcia.

Kluczową różnicą jest kultura biegania, która w Polsce jest praktycznie nieobecna. W Wielkiej Brytanii w każdym większym mieście funkcjonują kluby zrzeszające biegaczy w każdym wieku – od tych najmłodszych do mastersów. To właśnie wspólne treningi, często organizowane po pracy, napędzają poziom biegów na Wyspach. Tam mało kto biega w samotności, większość treningów (nawet tych spokojnych) realizowanych jest w grupie. Dzięki temu – w sezonie startowym praktycznie co tydzień organizowane są zawody na wysokim poziomie i jest wiele okazji, aby powalczyć o dobry wynik. Podejście prezentowane przez Jonathana pokazuje także, że tamtejsi biegacze nie boją się szybkiego biegania. Panuje tam zasada: „Jeśli w twoim państwie ponad 200 osób biega 5 kilometrów poniżej 15 minut, to nie może to być szybko”. Wydaje się, że takiego podejścia trochę w Polsce brakuje.

Poza kulturą wiele jest także różnic w samym treningu. Brytyjczycy praktycznie nie wykonują siły biegowej. Mający za sobą kilkanaście lat treningów w klubie Jonathan powiedział mi, że nigdy nie słyszał o treningu typu 10 razy 100m skipu A, który w Polsce jest dosyć popularny. Jeśli chodzi o treningi wykonywane na siłowni, to one także „zarezerwowane” są dla zawodowców, amatorzy koncentrują się na jednostkach typowo biegowych i odpoczynku.

Kolejna różnica na jaką wskazuje Jonathan, to brak czegoś, co w Polsce nazywa się „treningiem zimowym”. W brytyjskiej szkole biegania nie ma okresu nabijania kilometrów na niskiej i średniej intensywności, przez cały rok biegacze realizują podobne treningi (zimą i jesienią częściej w terenie, a wiosną i latem na stadionie).

Co ciekawe, zdaniem mojego rozmówcy Brytyjczycy nie wykonują także tzw. biegów w drugim zakresie. Zamiast tego realizują biegi w tempie narastającym – zaczynając od tempa konwersacyjnego na tempie w okolicach półmaratonu kończąc. Jonathan w ramach takiego treningu biegał 20 kilometrów, zaczynając tempem 4:10 min/km, a kończąc w okolicach 3:15-10 min/km.

Głównym akcentem biegaczy przygotowujących się do 5/10km są treningi wykonywane na stadionie. Odbywają się one 2 razy w tygodniu (np. we wtorek i piątek). Jeden z nich poświęcony jest pracy nad szeroko rozumianą wytrzymałością (np. 2km + 4*400m + 2km + 4*400m + 2km w tempie startowym na 5000/10 000m), a drugi nad szybkością (np. 8 razy 300m w tempie do 1500m).

Uwagę zwraca to, że Brytyjczycy, nawet ci przygotowujący się do biegów na 5000m, biegają dużo. Tygodniowa objętość na poziomie 150-160 kilometrów jest tam normalna. Jednak dzięki dosyć mocnym tempom rozbiegań i braku treningu siłowego, czas poświęcany na trening nie jest aż tak trudny do wygospodarowania, nawet dla pełnoetatowych pracowników.

Podsumowując należy stwierdzić, że brytyjski trening jest dosyć prosty. Opiera się na dużym kilometrażu i dwóch intensywnych akcentach realizowanych w grupie na stadionie. Fantastyczne wyniki tamtejszych biegaczy nie są związane z tajemną wiedzą trenerów czy niezwykłą technologią. Wydaje się, że największą różnicą jest podejście do treningu i kultura biegania. 

Moim celem nie jest ocena tego, który trening jest lepszy. Uważam jednak, że warto czerpać z dobrych wzorców takich jak treningi w grupie czy proste bodźce treningowe stosowane przez brytyjskich biegaczy. Tworzenie miejskich czy uczelnianych klubów otwarty na amatorów, w perspektywie kilku lat mogłyby sprawić, że mielibyśmy szansę na zdecydowaną poprawę poziomu biegów w Polsce. 

Zdjęcia: archiwum Jonathana Escalante-Phillipsa oraz Chris Lawrence Travel / Shutterstock.com

Mikołaj Raczyński
Mikołaj Raczyński
Trener biegania. Zwolennik upraszczania treningu i sprowadzania biegania do maksymalnej dawki radości. W wolnych chwilach podbija scenę amatorskiego kolarstwa szosowego. Znany także jako Biegający Filozof
Dyskusja

Forum bieganie.pl - największe biegowe forum

  • ragozd | 17.07.2021
    Jarek Jagieła napisał(a):

    Skuteczność tamtych metod treningowych była taka, że mieliśmy i rekordzistów świata i mistrzów olimpijskich, to fakt niezaprzeczalny, ujęty w tak lubianych statystykach. Nota bene gdzie była wtedy Afryka?

    W kolonialnych kajdanach ... tzw trzeci świat.
    Na tej samej zasadzie, gdzie byli czarnoskórzy zawodnicy w NBA przed 1950 rokiem?
  • pawo | 14.07.2021
    Deter napisał(a):
    Już wiadomo dlaczego źle biegamy?
    Może zła kadencja. :spoczko:
  • Deter | 14.07.2021
    Już wiadomo dlaczego źle biegamy?
    No i dlaczego na 800/1500 coś tam czasami Polacy pobiegną lepiej...?
  • yacool | 14.07.2021
    Tak. To jest właśnie to nowe co nastało. Ekipa, gdzie jeden nachalnie promuje łydki odziane w stosowne akcesoria i o horyzoncie nie wykraczającym poza próg adidas raning center i drugi, co nie odróżnia roli dziennikarza od chama. Ale to tylko moja opinia.
  • yaaceek | 14.07.2021
    yacool napisał(a):
    na łamach portalu
    yacool napisał(a):
    stawiał na berecie likwidując urojone płaskostopie...
    No ale pamiętaj, że to "Twoja opinia" :hahaha:
  • yacool | 14.07.2021
    Pół wieku temu można było sobie eksperymentować, bo poziom był niski. Powstawały systemy treningowe o niekiedy skrajnie różnych założeniach i każdy system rodził jakiegoś giganta biegania. Stąd łatwo było wyciągać wniosek o wyższości danego systemu nad innym. Ale te przewagi były doraźne, chwilowe. Dzisiaj funkcjonuje mieszanka różnych koncepcji treningowych, co składa się na zrównoważony system, bez specjalnych wyróżników. Od strony fizjologicznej dobrze to poznaliśmy. Pozostają natomiast inne kwestie dotyczące regeneracji, odnowy, hakowania snu, koncentracji, motywacji, diety i fizjoterapii. One muszą się rozwinąć do takiego poziomu jak koncepcje treningowe. Ale na to trzeba lat. No i musi być zespół ludzi. Tak jak w timach kolarskich, gdzie na sukces jednego zawodnika pracuje cały sztab specjalistów. Mając teraz taki talent ruchowy jakim niewątpliwie jest Dobek, można myśleć o projektach typu "sub". W jego przypadku sub 100.
    Na razie to są mrzonki. Zwłaszcza jak się słucha, czy czyta wypociny różnych fizjoterapeutów na łamach portalu. Jeden będzie układał Dobkowi stopy do równoległości, żeby biegał do przodu, inny będzie go stawiał na berecie likwidując urojone płaskostopie...
  • Ricardo | 14.07.2021
    To czekam aż się pojawi :hej:. A tak serio to wszystko się zaczyna u młodzieży i tu trzeba działać. Liga biegów przelajowych dla szkoł z całej Polski, zawody itd. Tak to będzie chociaż jakaś rywalizacja i zabawa, a przy okazji trenerzy będą mogli podpatrywac na biegach kto się wyróżnia i współpracować z tymi zawodnikami. Później albo utwórzyć jakieś seniorskie grupy, albo uniwersyteckie... Dużo jest możliwości i pomysłów, ale nie wiem czy komuś chce w to się angażować, bo PZLA raczej nie. Może kiedyś przestaniemy narzekać i sami coś stworzymy.
  • yacool | 14.07.2021
    Przede wszystkim nie ma systemu produkującego Yomifów Kejelczów.
  • Ricardo | 14.07.2021
    yacool napisał(a):
    Dobry trener to taki, który nie spierdoli talentu, czyli pozwoli mu się rozwinąć lub trwać dłużej niż sezon. Nie oznacza to jednak z automatu, że taki trener ma jakiś sprawdzony system treningowy, który z gówna ulepi gościa na 7:24/3k.


    I teraz już nie ma takich trenerów, którzy nie niszczą talentów, a kiedyś byli?