Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Komentarz do artykułu: Jak wybierać buty biegowe?

Komentarz do artykułu: Jak wybierać buty biegowe?

Adam Klein, redaktor naczelny serwisu bieganie.pl opublikował niedawno artykuł na temat doboru butów do biegania. My (ekipa ERGO) czujemy się tym tekstem trochę wywołani do tablicy i postanowiliśmy napisać nasz komentarz na temat, który, jakby nie było, stanowi jedną z głównych treści naszego obecnego życia zawodowego.

Adam Klein, redaktor naczelny serwisu bieganie.pl opublikował niedawno artykuł na temat doboru butów do biegania (przejdź do artykułu: link). My (ekipa ERGO) czujemy się tym tekstem trochę wywołani do tablicy i postanowiliśmy napisać nasz komentarz na temat, który, jakby nie było, stanowi jedną z głównych treści naszego obecnego życia zawodowego.

 

b540.jpg 


Tak ogólnie, to zgadzamy się z większością tego, co Adam napisał, choć są pewne wyjątki, o których później. 

W ciągu ostatnich lat przez nasze dwa sklepy przewinęło się już ładnych kilka tysięcy biegaczy, którzy kupili u nas kilka tysięcy par butów do biegania. Niemal każdy z tych zakupów poprzedzony był wspólnym (sprzedawcy i kupującego, co warto podkreślić!) doborem butów. Procedura doboru nie jest od początku do dziś taka sama, stopniowo ewoluowała, w miarę gromadzenia doświadczeń. Doświadczeń naszych, bo sami, jako aktywni biegacze, sprawdzamy na własnych nogach sporą część tego, co oferujemy. Oraz doświadczeń naszych klientów, którzy w ramach rozmowy przed zakupem butów opowiadają nam swoje biegowe historie, mówią o swoich kontuzjach, oczekiwaniach i najróżniejszych perypetiach. Często nasi klienci np. sprzed roku, po zabieganiu sprzedanych im kiedyś butów wracają i opowiadają, jak się sprawiły. Ten stale narastający kapitał wiedzy, zdobywanej przez spore grono biegaczy metodą prób i błędów, w tej branży jest bezcenny.

Co się w naszej procedurze doboru zmieniło na przestrzeni lat?

Punktem wyjścia była wideoanaliza z użyciem bieżni mechanicznej i kamery. Na początku uznawaliśmy ją za najważniejszą część procesu doboru butów biegowych. Przy stwierdzeniu nadpronacji w miękkich, pozbawionych stabilizacji butach testowych proponowaliśmy buty z podparciem, a jego stopień uzależnialiśmy od tego, jak duża jest nadpronacja. Przy neutralnym przetoczeniu lub supinacji proponowaliśmy buty bez podparcia. Drugą główną zmienną był poziom amortyzacji, który uzależniliśmy do wagi biegacza, nawierzchni po której najczęściej biega, przeznaczenia (szybkie starty czy długie wybiegania) i ewentualnych dolegliwości bólowych, np. stawowych.

Z czasem uznaliśmy, że nie zawsze należy trzymać się sztywno tych zasad, a przyczyną jest to, że każdy odwiedzający nas biegacz jest inny. Trzeba uwzględnić także kilka co najmniej równie istotnych elementów kroku biegowego. Przede wszystkim sposób lądowania oraz związaną z nim długość kroku, pochylenie ciała, ruchy pionowe w czasie biegu. Kluczowe znaczenie ma też długość, szerokość i kształt stopy - proponowany model powinien być z nią współkształtny. Jeżeli nałożymy na to jeszcze jakąś biegową lub niebiegową, ale wpływającą na stan naszego ciała historię i różnego rodzaju uwarunkowania zdrowotne, to okazuje się, że właściwym kluczem możliwie trafionego wyboru jest całkowicie indywidualne podejście do każdego kupującego i możliwie wnikliwe ogarnięcie czynników wpływających na specyfikę jego biegania. Także kwestia wielkości buta, czyli o ile powinien on być za duży, jest sprawą wysoce indywidualną.

Według nas, co najmniej równie ważna jak film z wideoanalizy jest obserwacja biegu na twardym podłożu, każdy nasz klient musi trochę po sklepie pobiegać. Absolutnie niezbędnym etapem jest sprawdzanie kolejno proponowanych modeli właśnie, jak to słusznie Adam podkreślił, na czucie. Trzeba w nich biegać po sklepie, porównywać, dzielić się wrażeniami. Cały czas pytamy o nie potencjalnego nabywcę, bo w sumie one są tu najważniejsze. Najlepszy będzie dla nas taki model, w którym zupełnie nic nam nie przeszkadza.

lab_09.jpgNawet doświadczeni biegacze nie bardzo mają możliwość popatrzenia na siebie z boku w czasie biegu. To ważne, żeby ktoś inny popatrzył z zewnątrz na nasze bieganie, zwłaszcza jeśli ten ktoś wie, na co trzeba zwrócić uwagę. W trakcie procedury uświadamiamy nabywcom, w jaki sposób biegają i proponujemy im buty możliwie adekwatne do aktualnej techniki biegu. Zwracamy też uwagę na możliwość zmodyfikowania tej techniki, w czym pomocne może być np. nabycie butów lżejszych, o niższym niż dotąd spadku pięta/palce.

Podobnie, jak nie faworyzujemy jakiegoś konkretnego producenta (jesteśmy sklepem multibrandowym, prezentujemy klientowi odpowiedniki z każdej firmy), tak nie uważamy, że istnieje jedna, doskonała, jedynie słuszna technika biegu. Są różne sposoby biegania, każdy z nich obciąża bardziej inne elementy naszego układu motorycznego. Jedni mają mocniejsze stawy, inni ścięgna i mięśnie. Zwykle odruchowo biegamy tak, żeby nie przeciążać naszych słabszych ogniw – wierzymy, że jeśli aktualna technika się sprawdza i nie ma kontuzji, to szafa gra, tego się trzymajmy. Jeśli nie, to coś trzeba zmienić. Może buty, może technikę biegu, może podłoże, może sport... 

W czasie procedury doboru można zaproponować klientowi popracowanie nad techniką biegu. Często ten zwykle półgodzinny kontakt sprzedawcy i kupującego wykracza daleko poza jednak prozaiczną kwestię, jaką jest zakup butów biegowych. Biegacze lubią wyzwania, szukają nowych bodźców. Właśnie kontaktując się w sklepie z pasjonatem z tej samej dziedziny mogą je skonkretyzować, uniknąć problemów które ktoś inny już przerobił, dowiedzieć się o nowej, fascynującej imprezie biegowej, podzielić wątpliwościami. Taki kontakt jest bardzo stymulujący.

Trzeba jedną rzecz wyraźnie zaznaczyć. Ostateczną decyzję, czy i jaki model butów wybrać, podejmuje zawsze klient. Sprzedawca prezentuje różne opcje, sugeruje rozwiązania, stara się sprecyzować oczekiwania kupującego i do nich dopasowuje ofertę. Ale nie może się on wcielić całkowicie w nabywcę, poczuć dokładnie tak jak on but na nodze. Więc zdecydować o tym, który but jest dla danej osoby najlepszy, nie zdecyduje lepiej nikt inny, niż ta osoba. Trzeba tu uznać sprzedawcę raczej za kompetentnego doradcę niż za wyrocznię. Mieć własny, krytyczny osąd i nie przerzucać na niego odpowiedzialności za ewentualny nietrafny wybór. Cały czas, co także słusznie Adam zaznaczył, dobierając buty robimy próby i błędy, a doświadczenia minimalizują ryzyko tych błędów. Ale są one nieuniknione. Dlatego też warto korzystać z pomocy ekspertów od doboru butów, bo przecież najlepiej jest się uczyć na cudzych błędach, a nie na swoich.

A teraz z czym się nie zgadzamy

Otóż w naszym pojęciu, w tekście Adama, kwestia nadpronacji przy doborze butów została przesadnie zmarginalizowana. To jeden z wielu elementów, które trzeba wziąć pod uwagę, ale jednak jest on dość istotny. Nie główny, ale ważny. I to stwierdzenie to także wynik naszych doświadczeń i doświadczeń biegaczy nas odwiedzających. Nieprawdą jest, że każdy biegacz z nadpronacją musi używać butów z podparciem. Sami doświadczyliśmy, że dobrze ustabilizowany, szeroki but bez podparcia może świetnie służyć nawet silnemu nadpronatorowi. Za to zdecydowanie trzeba unikać sytuacji, kiedy biegacz bez nadpronacji używa butów w podparciem. Łatwo wtedy o napytanie sobie biedy. 

Jeszcze kilka lat temu buty z podparciem stanowiły niemal połowę wszystkich sprzedawanych butów do biegania, stanowiły połowę oferty producentów, czasami była to nawet większość modeli danej firmy. Teraz ten trend się odwraca, modele z podparciem stanowią teraz mniejszość oferty i to systematycznie malejącą mniejszość. To dobrze, niepotrzebnym podparciem można sobie zaszkodzić znacznie częściej, niż brakiem podparcia nawet w sytuacji, gdy go potrzebujemy. Ale jest pewna grupa biegaczy, powiedzmy mniej więcej 20-procentowa, która zdecydowanie lepiej czuje się w podpartych butach biegowych. Wielokrotnie spotkaliśmy biegaczy skarżących się na różnego rodzaju dolegliwości bólowe, którzy po zmianie butów z neutralnych na podparte poprawili komfort biegu. Nie można likwidować całkowicie tej grupy butów, bo są ludzie, dla których ten element jest priorytetowy.

Wcale nie uważamy, że minimalizm jest błędną koncepcją, a jego zwolennicy to fanatycy. No chyba że uważają oni, że nie wolno biegać w inny sposób niż lądując na przedniej części stopy. Wolno, niektórzy nie mogą lub nie chcą biegać inaczej. I tacy ludzie powinni mieć buty o niezłej amortyzacji, niemałym dropie, a czasem też dobrej stabilizacji. Ale staramy się też przekonać innych do przerzucenia się na buty lżejsze, mniej amortyzowane i przy tym zwykle pozbawione usztywnień stabilizacyjnych. Wielu biegaczy, zwłaszcza zaawansowanych, powinno spróbować tej drogi. Nie mówimy od razu o butach skrajnie minimalistycznych, bowiem pomiędzy tradycjonalizmem a minimalizmem jest jeszcze „złoty środek”, czyli buty lekkie. Nie tak dawno jeden z nas na łamach tego portalu do nich przekonywał, sprawdziwszy je najpierw na sobie. Niemal codziennie robimy to w naszych sklepach, starając się przy tym przedstawić wszelkie argumenty za i przeciw.


Tak, jak nie ma dobrych i złych nóg do biegania, są tylko inne, tak nie ma też złych i dobrych butów do biegania. Trzeba tylko dobrze skojarzyć biegającego z butami, które są dla niego najodpowiedniejsze. Jesteśmy taką swatką. Świat butów do biegania jest złożony i, podobnie jak w wielu innych dziedzinach, nie ma jakiejś jedynie słusznej koncepcji. Każdy z nas jest inny i każdemu pasuje inne rozwiązanie.

Mamy nadzieję, że zachęciliśmy Was do korzystania ze specjalistycznych sklepów biegowych, w których możecie skonsultować się przed zakupem. Postaramy się zminimalizować ryzyko rozczarowania, ale nikt nie da gwarancji, że go nie będzie. Jak słusznie zauważył Adam, musimy sami na sobie przekonać się, jaki rodzaj butów nam najbardziej pasuje. Postaramy się, żeby nie były to czwarte buty, o których pisze Adam, może nawet będą to pierwsze lub drugie.