Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
2.03.59 w maratonie to łatwy rekord – rozmowa z Renato Canovą
2.03.59 W MARATONIE TO ŁATWY REKORD – rozmowa z Renato Canovą, włoskim trenerem kenijskich mistrzów długich dystansów.

- Zawsze na kolację zamawiam to samo: rybę z warzywami i mleko, ale dziś chyba zrobię wyjątek i zjem z Wami szarlotkę –  rybę obficie przyprawia solą, mówiąc, że nie może bez niej żyć. Ten starszy pan w okularach z grubymi szkłami wydaje się sympatycznym dziadkiem spędzającym właśnie wakacje w kenijskim kurorcie. Rozmawiamy jednak z Renato Canovą, włoskim trenerem, który nie stroni od twardych metod treningowych i ma opinię bezwzględnego producenta rekordzistów świata.

Spotykamy się z nim w najlepszej restauracji w Iten, mieszczącej się w najdroższym, skrojonym na europejską miarę, ośrodku wypoczynkowym Kerio View. Pobyt w jednym z luksusowych domków kosztuje około 40 Euro na dobę (w Iten to mniej więcej równowartość średniego miesięcznego zarobku). Za dnia rozpościera się stąd imponujący widok na leżącą przeszło tysiąc metrów niżej dolinę rzeki Keiro. Nocą jest tu spokojnie - drzewa zagłuszają odgłosy dobiegające z niedalekiej szosy do Eldoret, a wejścia i ogrodzenia pilnuje strażnik.

Jak często Pan tu przyjeżdża?

Mieszkam tu przez 7-8 miesięcy w roku. W czerwcu zazwyczaj zaczynam wyjazdy na zawody w Europie i wracam tu jesienią.

Dlaczego wybrał Pan Kenię?

Cóż, interesuje mnie najwyższy poziom. Kenijczycy mają wielkie serce do trenowania. Stworzyliśmy przez lata system, który pozwala na trening grupy najlepszych biegaczy z tych okolic (choć zdarzają się też przyjezdni z innych stron Kenii). Obecnie razem z asystentami trenujemy zawodników z grupy Gianniego Demadonny. Biegacze i biegaczki są tutaj niezwykle zmotywowani i nie boją się ciężko trenować. Mają dobre warunki, mieszkają w ośrodku treningowym, kilkaset metrów stąd.

Trenując Kenijczyków mam zawsze pewność, że biegają odcinki na 100% swoich możliwości, można w związku z tym łatwiej stwierdzić, jakie bodźce naprawdę działają na poszczególnego zawodnika. Potem nie tracę czasu na zbędne analizy, na szukanie słabych punktów gdzie indziej, poza samym treningiem i możliwościami każdego biegacza. Nie lubię komplikować rzeczy, które są ta naprawdę nieskomplikowane.

Wszyscy w Pana grupie trenują podobnie?

Nie. Podstawy treningu, które robi w Iten większość biegaczy są podobne – 3 akcenty w tygodniu, mocne treningi na bieżni we wtorki, fartlek w czwartek, długi bieg z narastającą prędkością w sobotę – przed laty wprowadził je brat Colm (wkrótce rozmowa z irlandzkim misjonarzem i trenerem w legendarnej szkole St. Patrick – przyp. Red.). W mojej grupie jest inaczej, trening jest zindywidualizowany.

Ale widziałem Pana zawodników na stadionie i wszyscy biegali to samo, w podobnym tempie: 15 x 1 km...

Może się tak wydawać. Ale proszę spojrzeć – te „tysiące” wykonywane na podobnej prędkości, powiedzmy 3 minuty na kilometr, to dla maratończyków bardziej kształtowanie szybkości, a dla "bieżniowców" wytrzymałości. W tym przypadku sedno tkwi w odpowiednim dobraniu przerw i liczby powtórzeń.



Canova z naszym reporterem Kubą Wiśniewskim przy kolacji i w trakcie wywiadu

Kto teraz trenuje w Pana grupie?

Między innymi Florence Kiplagat (mistrzyni Świata w crossie, rekordzistka Kenii na 10000 m), Wilson Kiprop (mistrz Świata w Półmaratonie), Silas Kiplagat (najszybszy w ubiegłym roku na 1500 m – 3:29.27), Moses Mosop (srebrny medalista mistrzostw Świata w przełajach, brązowy medalista mistrzostw Świata na 10000 m z życiówką 12.54 na 5000 m i 26.49 na 10000 m), Sylvia Kibet (srebrna medalistka mistrzostw Świata na 5000 m biegająca ten dystans w 14:31,91). Trenują też u mnie: James Kwalia (zawodnik, który reprezentuje Katar, brazowy medalista mistrzostw Świata na 5000m oraz Etiopczyk Imane Merga (zwycięzca Diamentowej Ligi w zeszłym roku na dystansie 10000 m, z rekordem życiowym 12:53.48.
Teraz nie zajmuję się młodymi zawodnikami. Skupiam się bardziej na doświadczonych biegaczach – stawiam na maraton, choć nadal mam w grupie biegaczy z bieżni. Moim zdaniem najłatwiejszy do poprawienia rekord świata jest właśnie w maratonie mężczyzn. 2:03:59 to stosunkowo nietrudny wynik do zrobienia.

W kobiecych biegach długich postęp też będzie szybki, bo dużym ułatwieniem jest współpraca z męskimi pacemakerami.

No dobrze, ale dlaczego nie trenuje Pan swoich rodaków - Włochów?

Pracowałem we włoskiej federacji przez wiele lat.  Na początku zajmowałem się sprintem i wielobojem. Tworzyłem podstawy włoskiej szkoły biegów długich. W latach 60-tych nie mieliśmy wielkich doświadczeń, pamiętam, że jeździłem nawet do Polski, by dowiedzieć się, jak trenowali wasi świetni przeszkodowcy -  Krzyszkowiak i Chromik . W latach 1986-1996 kierowałem biegami długimi w kadrze Włoch.

Ostatecznie w 2002 roku zrezygnowałem z pracy w ojczyźnie. Nie dostałem wolnej reki na działanie. We władzach działali w centrali ludzie, którzy nie myśleli perspektywicznie. System we Włoszech promował rywalizację klubową, było wtedy mnóstwo mistrzostw, zbierania punktów, które potem przekładały się na liczbę mandatów na wyborach.  Mimo że miałem najwyższy kontrakt w historii związku, nie doszliśmy do kompromisu. Ja chciałem mieć wolną rękę na działania, w federacji tego nie rozumiano.

Dziś mam tu świetne warunki do pracy, współpracuję też ściśle z kadrą Kataru. Jak wcześniej wspomniałem, zależy mi na najwyższym światowym poziomie, a ten mogę osiągnąć tutaj, z Kenijczykami.

Bo oni są z natury lepsi?

Nie, to nie ma nic do rzeczy! Genetyka, fizjologia to według mnie 0,01% sukcesu. Najpierw, owszem, trzeba znaleźć utalentowane osoby. Ale najważniejsze to dobry trening i motywacja do trenowania. I to trenowania na dużej objętości. W Europie w ostatnich latach zaczęto stawiać na intensywność kosztem objętości, a to kompletna pomyłka. Dobrze, gdyby udało się nauczyć białych zawodników tutejszego - normalnego podejście do treningu i jego prostoty. Staram się to opisywać w mojej nowej książce, którą wydam już niedługo.

O czym będzie?

O bieganiu długodystansowym. Pierwsza część poświęcona jest psychologii, druga zawiera podstawy metodologii treningu. Trzecia jest zborem praktycznych przykładów treningów. W następnych dwóch  próbuję opisać różnice między treningiem młodych i doświadczonych biegaczy oraz między treningiem mężczyzn i kobiet. Ostatnia część to porównania i statystyki, które nie są ogólno dostępne.

Wracając do Iten, jaką mentalność mają tutejsi długodystansowcy?

Już wspominałem – ogromną łatwość znoszenia dużego objętościowo treningu i świetną motywację. Biegacze trochę koloryzują, taka już tu jest kultura. Nie wiadomo na przykład tak naprawdę kto, jak się nazywa, aż do czasów szkoły średniej. Wtedy nazwiska wymyślane są przez lokalnego urzędnika, bo coś trzeba wpisać do akt, wydać jakiś wiarygodny dokument tożsamości. Nazwiska oznaczają różne zawody, ale i pory dnia. Popularna końcówka „ich” (na przykład w nazwisku Rotich), to określenie pory spędu bydła. Wymyślane też są daty urodzenia. Wie Pan ile lat miał tak naprawdę Eliud Kipchoge, gdy bił rekord świata juniorów?

No chyba dziewiętnaście?!

Dwadzieścia osiem! Tak, dwadzieścia osiem. Data urodzenia też zależy od tego, co się wpisze w dokumenty nastolatków. Mniej więcej wiadomo w jakim wieku dzieci powinny iść do szkoły średniej, ale nie wiadomo, w jakim faktycznie wieku idą do szkoły podstawowej. Rodzice celowo później wysyłają je na naukę, by mogły jak najdłużej pomagać w gospodarstwie. Dlatego uważam, że wszystkie juniorskie rekordy świata powinny zostać unieważnione.

Z którymi swoimi zawodnikami wiąże Pan najlepsze wspomnienia?

Mam sentyment do moich włoskich podopiecznych sprzed lat. Szczególnie do tych, którzy nie mieli wielkiego talentu, a potrafili zdobywać tytuły mistrzowskie. Przychodzi mi teraz do głowy zacięty maratończyk Luca Foglia, czy malutka Maria Curatolo, srebrna medalistka mistrzostw Europy w maratonie z 1994 roku.

Z zawodnikami z Afryki mam oczywiście większe sukcesy. Najlepszym, jak na razie, sezonem był rok 2005 i mistrzostwa świata w Helsinkach, z których przywieźliśmy mnóstwo medali. Kluczem do sukcesu było wtedy aktywne szukanie nowych terenów do biegania i przygotowanie zawodników do tego, co ich czeka w Finlandii.

Kennedy Kimwetich, startujący pod koniec lat 90-tych, ma nieoficjalny rekord mojej grupy na 800 i 1000 m (odpowiednio 1:43.03 i 2:13.56), na milę najlepszy jest reprezentujący Katar Daham Bashir (3:47.97), a na 3000 m James Kwalia (7:28.28 z 2004 roku). Na dystansie 5000 metrów aż siedmu moich podopiecznych złamało barierę 13 minut. Z kolei na 10000 metrów pięciu zawodników pobiegło poniżej 27 minut – przewodzi im Nicholas Kemboi z wynikiem 26:30.03. W półmaratonie najlepszy jest od czterech lat Paul Kosgei (59:07), oprócz niego jeszcze dziewięciu zawodników ma czas poniżej godziny. Na 42.195 m pierwsza trójka to Gilbert Kirwa (2:06:14), Vincent Kipsos (2:06:52) oraz Daniel Rono (2:06:58).

Zawodniczek, tak jak w całej Kenii, trenowało u mnie zawsze dużo mniej, niż mężczyzn. Oprócz Sylwii Kibet i Florence Kiplagat świetnie parę lat temu biegała bieżnię Prisca Jepleting Cherono (8:29.06 na 3000 m i 14:35.30 na 5000 m). Reprezentantka Ugandy Dorcus Inzikuru zdobyła złoty medal w biegu przeszkodowym na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach. Moje trzy inne zawodniczki pobiegły maraton w  2 godziny i 23 minuty (Salina Kosgei, Rita Jeptoo i przed 11 laty Włoszka Maura Viceconte). Dzisiaj jestem współtwórcą (razem z trenerem Gebrielem Nicolą)  rekordu świata Mary Keitany w półmaratonie – 1:05:50.

Oczywiście miałem zawsze dobrych przeszkodowców (np. Wilsona Boita Kipketera czy Richarda Meteelonga) i dumny jestem z rekordu świata Saeeda Shaheena z 2004 roku. Chociaż muszę powiedzieć, że tego zawodnika stać było też na rekord na... 1500 metrów.

Skąd Pan wie?

Wiem, znam moich zawodników. Jeśli widzę ich na treningach, jestem spokojny o wynik na zawodach. Shaheen, zanim zaczęły się kontuzje, był w świetnej formie. Widziałem to, gdy bez trudu powtarzał cztery razy milę w czasach 3.56-3.58 na dość krótkiej przerwie. Tego samego dnia po południu wykonywał jeszcze dwie serie pięciu 300-metrówek, z przerwą 50 sekund w truchcie. Odcinki przebiegał coraz szybciej – od 39 do 37 sekund. To było niezapomniane wrażenie. Pierwszy raz w karierze wiedziałem wtedy, że mam przed sobą rekordzistę świata.


Na popularnym portalu LetsRun.com codziennie publikowane są złote myśli różnych trenerów i biegaczy. Codziennie innej osobistości. Pod koniec lutego, przez trzy dni z rzędu, cytatem dnia były różne wypowiedzi Renato Canovy. Redaktorzy portalu przyznali, że nigdy wcześniej im się to nie zdarzyło, co dobitnie świadczy o uznaniu, jakim na całym świecie cieszy się nasz rozmówca. Cytat z 22 lutego brzmiał, jak gdyby stworzono go na potrzeby naszego wywiadu. Może warto zastanowić się, czy nasze europejskie podejście do treningu długodystansowego nie jest zbyt wydumane...?

„Na czym polega fenomen Iten? Kiedy widzisz, że każdy tutaj pokonuje setki kilometrów, że 400 biegaczy naraz biega na bieżni, kiedy obserwujesz, jak szybko pokonują każde długie rozbieganie, kiedy odkrywasz, że to jest element normalnego życia takich mistrzów (oni są przecież zwykłymi ludźmi)  – wtedy zaczynasz myśleć, że też MOŻESZ szybko biegać. Cały sekret, to sprawić, byś uznał za możliwe coś, co wcześniej wydawało ci się niemożliwe. Bo cały sekret tkwi w tym, żeby uczynić prostym coś, co było trudnością, zamiast czynić trudnym, coś, co było tak naprawdę proste.”



Ulubiony napój Renato Canovy - mleko.