Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

"Europejczycy są leniwi" - Gianni Demadonna

"Europejczycy są leniwi" - Gianni Demadonna
"EUROPEJCZYCY SĄ LENIWI"- rozmowa z guru biegowych menagerów Giannim Demadonną

Gianni Demadonna, znany włoski manager, od lat wierzy w kenijską potęgę biegową. To w Kenii wynajduje biegowe talenty i daje szansę im się wybić. Właśnie w Iten spotkaliśmy opiekuna wielu kenijskich gwiazd lekkiej atletyki. Wizytówką jego stajni jest z pewnością Wilfred Kipkemboi Bungei (mistrz olimpijski z Pekinu na 800 m). Współpracuje też z Edwinem Soi (brązowym medalistą z IO w Pekinie na 5000 m), Richardem Mateelongiem (medalistą z Pekinu, srebrnym i brązowym medalistą mistrzostw świata w biegu na 3000 m z przeszkodami), Timothym Kiptanuim (czwartym zawodnikiem IO w Atenach na 1500 m). Chwali sobie pracę z kobietami: Lydią Cheromei, która biega maraton w 2.23 i  Sylvią Jebiwott Kibetsrebrna - medalistką MŚ w Berlinie na 5000 m. Ostatnim sukcesem jego grupy: Demadonna Athletic Promotions, jest rekordzistka świata w półmaratonie Mary Keitany.




Za pierwsze miejsce w półmaratonie w Ras Al Khaimah Mary zgarnęła niebagatelną kwotę, oficjalnie 75 000 USD. Krąży na ten temat anegdota. To bardzo duża kwota pieniędzy na skalę światową, a co dopiero w warunkach kenijskich. Keitany otrzymała nagrodę zapakowaną w zwykły plastikowy worek. Szefowie Demadonna Athletic Promotions byli przerażeni zarówno tym, jak przewiozą fortunę do domu, jak i tym, że Kenjka mogłaby przepuścić szybko majątek. Demadonna znalazł na to radę. Po północy specjalnie dla nich otworzono bank, gdzie Keitany mogła zdeponować swój biegowy łup.

Gianniego zagadnęłam razem z Anią na porannym treningu na stadionie w Iten, gdzie ponad 40-osobowa grupa Kenijczyków robiła tempo. Włoch dużo rozmawia przez telefon, ale kątem oka obserwuje swoje stadko. A jest, na co patrzeć. Wielu zawodników ściga się na treningu, aby udowodnić menagerowi, że stać ich na dobre bieganie w Europie czy USA.

Na rozmowę godzi się chętnie, pyta skąd jesteśmy.

Jesteśmy z Polski.

O, z Polski! Współpracowałem z kilkoma waszymi zawodnikami: Lidią Chojecką, Anną Jakubczak, Katarzyną Kowalską i Markiem Plawgo. Marek to niesamowity talent, ale jest szalony. Kiedyś złamał rękę na snowboardzie – to niezbyt profesjonalne zachowanie jak na tak świetnego biegacza.

A ilu ma pan teraz zawodników?

Szczerze mówiąc, w grupie mam tylu zawodników, że nie potrafię ich do końca zliczyć – około 70 biegaczy, głownie z Kenii, ale też kilku z Etiopii.

Obserwowałyśmy wczorajszy tempowy trening. Biegacze nie mają trenera, tylko wzorują się na biegowym liderze, powtarzając jego trening. U pana jest podobnie?

Nie, absolutnie. W mojej grupie są trenerzy. Lubię konsultować z nimi trening, obserwować zawodników na bieżni.



A jak pan znajduje biegaczy do swojej grupy?

Dużo obserwuję, ale mam też pomocników wśród lokalnych lub byłych zawodników, którzy poprzez swoje kontakty, znajomość środowiska Kenijczyków, pomagają znaleźć talenty.

Z kim panu się lepiej współpracuje, z kobietami, czy mężczyznami?

Zdecydowanie lepiej z paniami. Mężczyźni są większymi indywidualistami, mają swoje zdanie na każdy temat, co często prowadzi do konfliktów, bo nie zawsze chcą słuchać trenera. Kobiety lepiej prowadzi się niż mężczyzn. Umieją słuchać, podporządkować się zasadom. Szanują trenera. Są wytrzymalsze, mają często dłuższe kariery niż mężczyźni. Gdy widzą sukcesy innych kobiet, motywuje je to do dalszej pracy. 

A czy najlepszym biegaczom uderza do głowy przysłowiowa „sodówka”?

Czasem woda sodowa potrafi uderzyć im do głowy. Wszystko zależy od charakteru zawodnika, ale często biegacze zmieniają się pod wpływem bogactwa, sukcesów. Wtedy mają więcej „przyjaciół”, a kobiety stają się obiektem westchnień zalotników. W Kenii to mężczyźni „noszą spodnie” w domu.

Dlaczego współpracuje pan głównie z Kenijczykami?

Nie będę ukrywać, że zarobić można tylko na najlepszych. Teraz dominują tylko Kenijczycy i powoli gonią ich Etiopczycy. Z Etiopczykami zacząłem rozwijać współpracę kilka lat temu. W ostatnich latach ten kraj poprawił się biegowo. Jest tam naprawdę wiele talentów.

Nie widzi pan potencjału w Europejczykach?

Według mnie Europejczycy są leniwi w porównaniu z Kenijczykami. Amerykanie mają większe szanse podjąć z nimi, czy Etiopczykami walkę, dzięki temu, że mają dobry system szkolenia. Wyławiają talenty już na uczelni. Tam sportowcy traktowani są jak gwiazdy, co jeszcze bardziej motywuje do treningu. No i co ważne – mają dużą populację, a co za tym idzie, więcej szans na znalezienie talentów. Mają także wsparcie finansowe w Nike (Oregon Project).

Jest pan z pochodzenia Włochem. Czy może powiedzieć pan coś dobrego o rodzimych zawodnikach?

Tak, sądzę, że szansę na karierę ma trójka Włochów: Andrea Lalli, Meucci, Stefano La Rosa. Szczególnie Andrea wygląda mi na zawodnika, który ma przyszłość w maratonie.

Bardzo dziękuję za poświęconą nam chwilę i życzymy powodzenia!

Non problemo!