Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Bieganie w Nairobi

Bieganie w Nairobi


JAK SIĘ BIEGA W NAIROBI?

Stolica Kenii nie wydaje się wymarzonym miejscem do biegania. Zawody w crossie odbywają się najczęściej w ogrodach Uhuru, w południowej części miasta (tam też 19 lutego rozegrane zostaną krajowe eliminacje do przełajowych Mistrzostw Świata). Biegacze trenują przeważnie na pobliskich wzgórzach Ngong, ale dla mzungu nie jest tam bezpiecznie. Zdarzają się napaści, obcokrajowcom nie poleca się zwiedzania tego miejsca bez strażnika. Z tytułu sporej ilości przestępstw Nairobi nawet przez miejscowych nazywane jest „Nairobbing” (robbing-rabować, napadać).



Stolica prawie przez 24 godziny na dobę jest gwarna, głośna, a ruch samochodowy utrudnia biegaczom życie. Mimo wszystko ja, Kuba i Ania wybraliśmy się na krótkie rozbieganie.

Piesi mają tu bardzo ciężko, jeśli chcą przedostać się na drugą stronę ulicy. Niektórzy Kenijczycy radzili nam przechodzenie na czerwonym świetle, inni czekali z nami na zielone, ale najbezpieczniej było po prostu obserwować, czy nadjeżdżają auta i korzystać z okazji, gdy droga była wolna. Oczywiście trzeba spojrzeć najpierw w prawą stronę, a nie jak nas uczono w lewą, gdyż panuje ruch lewostronny. Bardzo często dochodzi tu do wypadków, widzieliśmy dużo rozbitego szkła.



Gdy udało nam się przedrzeć przez zadymioną spalinami część miasta, truchtaliśmy w miejscowym parku Uhuru. Okazał się on jednak totalnie nieprzystosowany dla biegaczy, choć na pierwszy rzut oka do biegania zachęcał - na jego środku wznosił się bowiem wielki bilbord ze zdjęciem Pameli Jelimo – mistrzyni olimpijskiej z Pekinu na 800 m.



Była niedziela, mnóstwo zakochanych par odpoczywało na trawie, pod drzewkami. Inni korzystali z przejażdżek na wielbłądzie i koniu, bawili się na karuzeli lub jedli lody i popcorn. Ludzi było tak wielu, że o mały włos nie wylądowałam w sadzawce, gdy starałam się ominąć tłum. Pobiegaliśmy tam z 15 minut, gdyż dłużej się nie dało. Wzbudzaliśmy poza tym spore zainteresowanie i chyba przerywaliśmy amory zakochanym. Niepisaną tradycją narzeczonych par w Nairobi są wizyty w publicznych parkach, w świetle dnia, bo na potajemne schadzki nie wypada się umawiać.



Podbiegliśmy więc na punkt widokowy, z którego rozpościerał się widok na stolicę Kenijczyków. Tam, ku uciesze kilku ciekawskich, porozciągaliśmy się.

Robiło się późno, więc zawróciliśmy do hotelu. Po drodze mijaliśmy pędzące samochody i autobusy, żebraków i młode, grube prostytutki. Grzeczne Nairobi kładło się do snu, a to bardziej mroczne dopiero wstawało na nogi. Wybaczcie, ale jak się tu biega w nocy, już nie sprawdziłam.