Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Historie z bieganiem w tle: 8 lat biegania
W wielkich masowych imprezach udział biorą tysiące osób. W ostatnim "ORLENIE" było prawie 8,5 tys osób na 10 km, prawie 4,5 tys w maratonie. Prawie 13 tys indywidualnych historii, wiele z nich pewnie bardzo ciekawych, pewnie nie mniej a może nawet bardziej ciekawych niż historie zwycięzców, bo ze zwycięzcami trudno jest nam się jednak identyfikować.

Zazwyczaj na bieganie.pl podsumowujemy to co działo się w czołówce. Ale faktycznie, z punktu widzenia kibica, te maratońskie zmagania z Warszawy (czy Krakowa, gdzie maraton ukończyło ponad 5,5 tys osób) nie mogą być ciekawe, jeśli nie spojrzymy na nie przez pryzmat historii jednego, konkretnego człowieka. Gdybyśmy na przykład znali jakieś fragmenty z życia zwycięzcy z Warszawy czyli Ezekiela Omullo, pewnie jego zwycięstwo mogłoby wydać się bardziej interesujące. Dlatego wcale nie przez rasizm, ciekawsze wydają się nam wyniki czołówki Polaków, bo ich sylwetki znamy nieco lepiej, coś ciekawego jesteśmy w stanie o nich powiedzieć.

Yared Shegumo, Mariusz Giżyński, Artur Kozłowski, Arek Gardzielewski, Emil Dobrowolski i inni, to czołówka polskiego maratonu, która zmierzyła się w ramach Mistrzostw Polski, gratulujemy medalistom, gratulujemy Izie Trzaskalskiej. Ale fakt jest jednak taki, że wiemy, że oni biegają na takim poziomie, ich występ u nikogo nie wywołuje chyba jakiegoś zdziwienia, zaskoczenia i po prostu nie wydaje mi się, żeby ich historie były jakoś zdecydowanie lepsze niż historie pozostałych 13 tys biegaczy.

Wśród tysięcy biegaczy biegło wielu, których znam osobiście, ale znacznie więcej tych, których nie znam. Ich historie będą nierzadko znacznie ciekawsze niż opisywanie obrazka na podium. Ale bez udziału czytelników i uczestników maratonu czy biegu na 10k to się nie uda. Dlatego namawiam do przysyłania waszych historii lub historii waszych znajomych czy członków rodzin na adres: redakcja@bieganie.pl, a żeby was ośmielić, opowiem wam moją historię, która w związku z ORLEN Warsaw Marathon (a dokładnie tzn biegiem na 10k) wydaje mi się ciekawa. Jest to historia osobista i właśnie historii osobistych poszukuję.

Wydaje mi się, że to może być dobra historia motywacyjna, dla tych wszystkich, którzy myślą o rozwoju.

Historia osobista


Poznałem go w 2010 roku. Organizowałem wtedy treningi na stadionach w ramach akcji BiegamBoLubię. Pierwszy historyczny trening odbył się 4 września 2010. Przyszło sporo osób jak na pierwszy raz. I przyszedł też on. Zwrócił moja uwagę. 22 lata, bardzo szczupły, dłuższe włosy.


Na stadionie SKRY

Był taki giętki a jednocześnie sztywny, ruszał się średnio, mało dynamicznie, lądował na wyprostowanym kolanie, mocno walił piętą w grubaśnych Brooksach, ale miał zapał i zaczął przychodzić na nasze zajęcia regularnie. Chyba pierwsze zawody jakie pobiegł w życiu to było Biegnij Warszawo w 2010 roku: czas 50:32. Ok jak na debiutanta ale bez rewelacji. Jednak jego determinacja, chęć do męczenia się zwracała uwagę.


W tydzień po debiucie w Biegnij Warszawo 2010, październik, początki BiegamBoLubię

Rok później pobiegł już 38:13. Chyba mniej więcej wtedy rozstawałem się z BiegamBoLubię i powiedziałem mu, że kiedyś pobiegnie 32 minuty.


Zdjęcie sprzed 7 lat, SKRA, rozmawiamy na pewno o treningu. Obok Ola Szmigiel. Jaki ja byłem wtedy jeszcze szczupły (szczuplejszy :) )

Potem spotykaliśmy się sporadycznie, nawet nie bardzo wiedziałem co się z nim sportowo działo, wiem, że podłączał się pod różne treningi w Warszawie (głównie pod obozybiegowe małżeństwa Senków) i łoił interwały na Agrykoli. W 2012 pobiegł 36:36 ale miesiąc później na Biegu Niepodległości 35:14. Niestety zaczęły się kontuzje, nie znam dokładnie historii ale wiem, że przerobił wiele z nich.

Rok 2013 bez sukcesów, najlepiej 35:53.
Rok 2014 też bez życiówki, najlepiej 35:25.
Rok 2015 nadal kontuzje, praca zawodowa (jest prawnikiem) i 36:55.
W 2016 drgnęło. Bieg Niepodległości 34:45. Coś w końcu puściło, może jakaś zmiana treningu, może wspólne bieganie z Arturem Jabłońskim.
Cały rok 2017 przebiegany i w Biegu Niepodległości życiówka: 34:30. Początek 2018 nadal dobry, w kwietniu w GrandPrix Warszawy 34:18.

Przyznacie, że wyniki bardzo dobre, ale wiadomo, że wszystko jest względne. Okazało się, że jemu wydawało się, że nie rozwija się biegowo adekwatnie do wkładanego w treningi wysiłku i był ciekawy, czy czegoś bym w jego treningu nie zmienił.

Pewnie chcecie wiedzieć jak trenuje? Spotkaliśmy się 10 dni temu więc mam "świeży" ogląd sprawy. Nie lubi biegać sam, co w efekcie sprawia, że biega mało. Ale dosyć żwawo. We wtorek jakieś 10km "krosu" po Łazienkach po 3:45 z kolegą. Łazienki są średnio krosowe ale jakoś im się to udaje. W czwartek rzeźbi interwały z Arturem Jabłońskim i jego grupą DreamRun, np: rozgrzewka 3km +rozciągnie +trochę płotków + 3 przebieżki +BC2/3 - 2x(3 km BC2/3 na przerwie 4 min) + 2x(1 km BC3 na przerwie 3 min) + 2k schłodzenia. W niedzielę jakiś "dłuższy" bieg, 18-20 km, niby nie za szybko, ale i nie za wolno (nie wolniej niż 4:30). I to tyle. I startuje. Piątki, dyszki. W 2017 startował około 20 razy, w 2018 na razie już 8 razy.


Na treningu DreamRun - na prowadzeniu Artur Jabłoński, nasz bohater na miejscu trzecim.

Pomyślałem, że może nie trzeba mu nic sugerować, że osiągnie z tego treningu jakiś pułap i wtedy będzie czas na poszukiwania. Ale po tylu latach byłem ciekawy jak się rusza, czy coś się u niego zmieniło? Umówiliśmy się na jeden trening na Agrykoli. Był lepszy niż 7 lat temu ale pewne cechy nie tak łatwo zmienić, są niczym odciski palców i tu na pewno ma spore rezerwy.

W niedzielę startował na 10k w ramach ORLEN Warsaw Marathon. Napisał mi, że pamiętał o moich uwagach i myśli, że pomogło. Fajnie pomyśleć, że ktoś tak myśli. :) Ale realnie to przede wszystkim predyspozycje i wieloletni trening. Dla wielu warszawskich biegaczy może być dobrym motywatorem a dla innych i dla mnie ciekawym przypadkiem do śledzenia dalszego rozwoju.

Ktoś powie, że "Eee, Ja przez dwa lata zrobiłem większy postęp". Może tak, to napisz nam o tym. Ale mi historia naszego "bohatera" wydaje się ciekawa, zwłaszcza, że środki jakimi doszedł do swoich wyników każą się zastanowić.

W niedzielę było "zaledwie" 33:49 więc czekam Marcin na te 32 minuty. :) Powodzenia.

***

Namawiam na przysyłanie waszych historii, nie koniecznie tak mocno sportowych. Może bieganie coś zmieniło w waszym życiu?