Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Opowieść Wigilijna 2017 - cz 2

Opowieść Wigilijna 2017 - cz 2

Etap II


Wszystkie wspomnienia znowu odżyły, miałem ochotę do niej wrócić, wziąć ją na ręce, powiedzieć jak ją kocham. Zacisnąłem zęby i zbliżyłem się do Toma.

- Jakaś znajoma - rzucił do tyłu?

Nie odzywałem się chwilę

- Tak - mruknąłem w końcu - moja była dziewczyna
- Ooo, szkoda - powiedział - nie przyjrzałem się - i dlaczego już nie jesteście razem?

Zaraz będziemy mieć przed sobą otwierającą się wielką przestrzeń, dziesięć kilometrów zanim sięgniemy kolejne pasmo gór.

- Nie wiem
- No to kto zdecydował?
- Ona - zawahałem się
- Dlaczego?
- Myślała, że ją zdradziłem
- A zdradziłeś?

Nie odpowiedziałem od razu. Biegliśmy teraz obok siebie. Zaraz powinniśmy gdzieś przed nami zobaczyć uciekającego Coxa, teraz zaczynał się idealny fragment dla niego, prosta, raczej płaska szutrowa droga, on może to lecieć pewnie i po 3:20, ale zakładałem, że raczej 3:40, 2 minuty to jakieś 700 metrów.

- Nie, to było nieporozumienie - nie chciałem mu opowiadać całej historii - ona myśli, że ją zdradziłem, tymczasem to pewnie ona zdradziła mnie

Biegliśmy w milczeniu, wspomnienia tamtych czasów są dla mnie nadal bolesne, cały czas się zastanawiam, czy mogłem był zrobić coś inaczej?

Trzy lata temu do ich instytutu przyszedł nowy lekarz, profesor, choć młody, tzn był chyba niewiele po 30ce a już miał wiele publikacji i był w tym kardiologicznym świecie ceniony. Ona mi o nim opowiadała, cieszyła się, że u nich będzie, cieszyła się na współpracę bo współpraca z nim dawała także jej jakieś perspektywy lepszego rozwoju. Ale nie znała go osobiście.

Okazało się, że poza wszystkim to był podrywacz. Kilka dni po tym jak oficjalnie zaczął u nich działać, mieliśmy małe spotkanie z koleżankami Nikki z pracy. Jednym z głównych tematów rozmów był właśnie on, Prof. Askenazy a właściwie jego podrywanie Nikki. Wszystkie dziewczyny się śmiały z tego może jej trochę dogryzały, może zazdrościły. Paula, dobra koleżanka Nikki, powiedziała mi wtedy, że wie, że Askenazy to mega podrywacz, że zna historie z innych klinik i że on Nikki nie przepuści, aż nie osiągnie celu.

Zdenerwowałem się wtedy. Po skończonym wieczorze niepotrzebnie zrobiłem awanturę Nikki, że nic mi nie mówiła jak się ten Askenazy zachowuje, żeby mu jasno dała do zrozumienia, że nie ma ochoty na jego zaloty bo jak nie to ja przyjdę do kliniki i dam mu w mordę.

Zacząłem szukać w internecie jakichś zdjęć tego Askenazego i kiedy znalazłem to okazało się, że w mordę równie dobrze on mógł dać mi, umięśniony, wysportowany, na swoim facebooku ciągle pokazywał jakieś zdjęcia ze swoich meczów w squasha, bez koszulki, na brzuchu kaloryfer.

Sytuacja była trudna. Rozumiałem ją, że z zawodowego punktu widzenia współpraca z nim może być ważna ale wiedziałem jak to się skończy. Nikki uspokajała mnie, żebym się nie martwił i nie wygłupiał, że wszystko będzie ok.

Kilka tygodni później w Hiltonie odbywało się seminarium kardiologiczne, na które wiedziałem, że uda mi się wejść bez problemu. Chciałem przyjść i zobaczyć jak Nikki przy nim się zachowuje.

Musiałem tylko zrobić coś, żeby Nikki zbyt szybko mnie nie zauważyła, czyli po prostu starać się nie rzucać w oczy. Żeby nie odróżniać się od reszty założyłem jakiś garnitur, jeszcze z czasów studenckich, kiedy byłem mocniej zbudowany, więc teraz po prostu wisiał na mnie.

Przyszedłem dosyć wcześnie, odebrałem pakiet rejestracyjny i zakamuflowałem z gazetą przy jakimś stoliku kawiarnianym na półpiętrze z dobrym widokiem na salę gdzie odbywała się ta część bardziej nieoficjalna, kawa, ciasteczka, stoliki itd.

Nikki przyszła z koleżanką, przywitała ze znajomymi. Kilka minut później przyszedł on i jeszcze kilku prawdopodobnie profesorów. Organizatorzy zagonili ich w jedno miejsce żeby zrobić zdjęcie grupowe. Askenazy od razu popłynął w kierunku Nikki i zaprosił jeszcze innych z ich instytutu, miało wyglądać, że tak dba o swoje owieczki.

Seminarium miało zacząć się za 20 minut, wszyscy stali, rozmawiali, po zrobieniu zdjęcia rozeszli się po całej sali. Wtedy Askenazy zobaczył jakiegoś swojego kumpla, który wyglądało, że przypadkowo pojawił się w hotelowym hallu. W każdym razie przeprosił tych z którymi stał i poszedł przywitać się gorąco z tamtym. Ten jego kumpel chyba mieszkał w Hiltonie bo pokazał, że idzie w stronę wind i Askenazy postanowił powoli go odprowadzić. Ale, żeby dojść do wind musieli przejść obok mojego stolika. Rozmawiając wchodzili na schody patrząc jednocześnie na salę. Kiedy zbliżali się zdałem sobie sprawę, że rozmawiają o Nikki.

….stałem tam już dłużej i jej się przyglądałem - mówił tamten - i tylko kombinowałem jak podejść, żeby się przedstawić ale tu nagle Ty się pojawiasz?

Zatrzymali się w okolicach skrętu do wind, niedaleko mojego stolika

- Ronnie, ona jest już zajęta
- Ma chłopaka? To nie przeszk...
- Nie, Ronnie - Askenazy przerwał z uśmiechem - przeze mnie
- Ach, no tak - Ronnie walnął się w czoło - jest Twoja - bardziej stwierdził niż pytał
- No jeszcze nie - mruknął Askenazy - ale daję sobie jeszcze kilka dni na rozpoznanie czy sama do mnie przyjdzie, jak nie to będę musiał zadziałać - zaśmiał się
- Jak? - dociekał Ronnie
- No wiesz, jakieś wspólne zadanie, może wspólna prezentacja i praca nad jakimś zagadnieniem - Askenazy zastanawiał się chwilę - może wyjazd na konferencję, mam to już przećwiczone
- Ech Ty - z zazdrością pokiwał głowa Ronnie - Ty i te Twoje pielęgniareczki..
- To akurat lekarka
- Nie ma znaczenia - machnął ręką Ronnie - masz po prostu jak w niebie, chyba tylko dlatego żałuję, że nie skończyłem medycyny, u mnie w budowlance sami faceci.
- No wiesz, ale jak dziewczyny widzą Twój jacht to im serce mięknie

Zaśmiali się obaj głośno, widać było, że to zdanie miało jakiś ukryty podtekst, pewnie na jachcie Ronniego już niejedno się działo.

Pożegnali się i Askenazy zszedł do gości konferencji, od razu pożeglował w stronę Nikki.

Żałowałem, że nie nagrywałem ich rozmowy, chociaż pewnie musiałbym mieć jakiś lepszy mikrofon. Wszystko było oczywiste, gość zastawiał na Nikki sieć, była praktycznie bez szans.

Chwilę patrzyłem na nich z góry, zaczął jej coś opowiadać, potem wziął pod łokieć i odprowadził trochę w bok nadal mówiąc. Ona wyglądała na zafascynowaną. W końcu wyciągnął jakieś papiery i coś zaczął tłumaczyć. Widać było, że gość jest klasycznym podrywaczem, dodatkowo z dużym doświadczeniem i atutem w postaci nazwiska i pozycji. Pewnie staliby tak jeszcze długo ale zaczęto zapraszać wszystkich do sali seminaryjnej.

Poczekałem chwilę i wyszedłem stamtąd upewniając się, że Nikki mnie nie widziała.

Wieczorem zrobiłem prasonisi, czyli grilowane i zapiekane warzywa z serem feta, jedno z ulubionych dań Nikki. Przyszła z seminarium zaaferowana, nawet nie zauważyła co jadła. Podobno Askenazy pokazał jej jakieś ciekawe wyniki badań robionych w jego poprzedniej klinice i powiedział, że sam nie jest w stanie wszystkiego zrobić ale zaproponował jej wspólne prace przy opracowywaniu jakieś nowej metody leczenia pewnego typu arytmii. Żeby mogli te badania razem prowadzić musieli jednak otrzymać finansowanie, a żeby otrzymać finansowanie musieli przygotować referat, który mieliby razem przedstawić na jakimś kongresie w Bostonie za dwa miesiące. Mieli mało czasu i Nikki już była gotowa wziąć się do pracy. Pomyślałem, że Askenazy jednak nie czekał i od razu wziął się do roboty.

- Nikki - powiedziałem - ja byłem tam dzisiaj
- Gdzie byłeś - zdziwiła się?
- Na seminarium?
- Co ? - zmarszczyła brwi
- No nie na seminarium ale przed seminarium

Opowiedziałem jej całą historię i możliwie szczegółowo całą treść podsłuchanej rozmowy. Nie odzywała się ani słowem w trakcie mojej opowieści, dłubiąc widelcem w prawie pustym już talerzu. Kiedy skończyłem zapadła cisza. Spodziewałem się reakcji w stylu: “No tak, byłam głupia”, tymczasem powiedziała:

- Wiesz, nie spodziewałam się tego po Tobie
- To znaczy czego?
- Po pierwsze, że będziesz mnie szpiegował, niczym jakiś…
- Nikki, chciałem po prost…
- Nie przerywaj mi ! Niczym jakiś szpicel, który nie ma do mnie zaufania. Po drugie, że wymyślisz na poczekaniu jakąś taką żałosną historię oczerniającą Profesora Askenazego, który ...
- Co ? Uważasz, że to wymyśliłem?
- Oczywiście, miałeś chyba za mało czasu, żeby wymyślić coś bardziej wiarygodnego. Jesteś jak duże dziecko, ta historia jest infantylna, nie wiem co mam myśleć. O Tobie.
- Co ??? - wkurzyłem się - Infantylna historia? To Ty jesteś infantylna, że nie widzisz takiego klasycznego prymitywnego podrywu.
- Przestań
- Co przestań. Chcę, żebyś jasno powiedziała mu, że nie interesuje Cię współpraca z nim bądź odeszła z pracy.
- Markie - uśmiechnęła się pobłażliwie - przestań opowiadać takie rzeczy
- Jakie rzeczy? Uważasz, że kłamię? Wymyśliłem to? Że ja tego nie nagrałem ! - kląłem będąc na siebie wkurzony
- No popatrz popatrz - ironizowała lekko - że też tego nie nagrałeś

Zastanowiłem się chwilę, że jak by było “na ostro” to pewnie moim zawodowymi kanałami mógłbym jakoś naginając przepisy dostać się do nagrań kamer z Hiltona z tego dnia gdzie widać byłoby przynajmniej, że Howard rozmawia z jakimś gościem niedaleko wind i że ja siedzę przy stoliku i mogę słyszeć o czym rozmawiają

- Nikki, mogę pewnie znaleźć dowód - powiedziałem - tylko proszę Cię jutro wszystko zakończ
- Przestań już - uśmiechnęła się
- Przestań? - ryknąłem na nią nie wytrzymując i zrzucając naczynia na podłogę. Awantura, którą wtedy zrobiłem, słowa których użyłem daleko przerosły to na co mogła być przygotowana. Przegiąłem. Nigdy się tak do niej nie odzywałem. Właściwie nigdy nie mieliśmy kłótni, ta była najpoważniejsza a nawet chyba pierwsza poważna od początku naszej znajomości.

Nikki wstała bez słowa i poszła do kuchni. Ja wkurzony powlokłem się za nią. Nalała wodę do czajnika.

- Nikki - odezwałem się - przepraszam, poniosło mnie

Nie odzywała się. Podszedłem do niej, wziąłem za rękę ale odepchnęła mnie gwałtownie

- Nie zbliżaj się do mnie - syknęła

Nie wiedziałem co dalej. Wyszedłem z domu wkurzony. Niestety wieczór potoczył się gorzej niż można się było spodziewać. Upiłem się, po kilku godzinach spotkałem w pubie Paulę, którą chyba na złość Nikki zacząłem dość zdecydowanie podrywać, nic się nie wydarzyło, ale z boku mogło to wyglądać na coś bardzo poważnego, jak się okazało widziała nas Lucy, inna koleżanka Nikki. 

Kiedy przyszedłem do domu Nikki już spała, rano wyszła jeszcze zanim wstałem. Po kilku godzinach przysłała mi SMSa, żebym się spakował i dał jej znać kiedy już opuszczę mieszkanie, że nie chce mnie już nigdy widzieć. Było dla mnie jasne, że Lucy powiedziała jej czego była świadkiem.

Mogłem walczyć, przekonywać, że do niczego nie doszło, ale co dalej? Odpuściłem. Może byłem zbyt dumny, nie potrafiłem przełknąć tego, że mi nie uwierzyła kiedy opowiedziałem jej o rozmowie Askenazego. Napisałem tylko do niej list w którym się z nią żegnałem.

Uznałem, że muszę przerwać to długie milczenie i coś jeszcze Tomowi wyjaśnić. skróciłem mu historię bez wchodzenia w szczegóły.

- I od tamtej pory się nie słyszeliście? - zapytał
- Nie, nie słyszeliśmy, widywałem ją przelotnie na jakichś biegach
- Nie próbowałeś czegoś wyjaśnić?
- Nie, czułem, że nie powinienem. Po rozstaniu było mi bardzo ciężko, dlatego przeniosłem się w góry, można powiedzieć, że to dzięki niej teraz tak biegam
- Nie ma tego złego jak to się mówi - zaśmiał się Tom

Było bezchmurnie, ale nadal rześko. Czasami kilkaset metrów przed nami widać było biegnącą sylwetkę. Trudno było mi ocenić dystans, ale starałem się zapamiętać miejsce gdzie ją widzieliśmy i mierzyć czas do momentu w którym my się tam pojawimy. Nadal było to około 2 minut. Niedługo powinien być drugi checkpoint, usytuowany zaledwie 10 km za pierwszym, ale tak organizatorom było łatwiej. Zbliżaliśmy się do łagodnego zbiegu, ścieżka stawała się wąska, najwyżej na jedną osobę.

- Kto prowadzi ? - zapytał Tom biorąc łyka z bidonu
- Prowadź - zaproponowałem
- Ok - uśmiechnął się

Nawierzchnia była miękka, jakieś igliwie, gałęzie sosen czasami omiatały nasze głowy, czasem trzeba się było pochylić, ale aż się chciało szybko biec. Tomowi chyba też, bo około kilometrze czułem, że mimo, że tempo jest kontrolowane a zmęczenie przyjemnie dokuczliwe, to biegniemy naprawdę szybko. Tętno wzrosło na pewno do wysokiego poziomu, chociaż czułem, że jest to tempo kontrolowane. Tom biegł równo, nie zrywał, wcale nie czułem, że biegnie za wolno i po raz kolejny czułem dla niego wielki podziw. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy nie powinienem trochę odpuścić, żeby za bardzo się na tym odcinku nie wyjechać. Ale wiek biegnącego przede mną Toma sprawiał, że nie potrafiłem przyznać się do słabości i trzymałem się tuz za jego plecami. Po, trzech kilometrach byłem pewien, że jeśli nie przegięliśmy, to ja przegiąłem. W pewnym momencie wybiegliśmy na otwartą przestrzeń, las zostawiliśmy za plecami. Wiatr który mieliśmy w plecy jakoś dodał mi wiary, że dotrwam do końca odcinka. Wypłaszczyło się i rozszerzyło, zwolniliśmy, za dwa kilometry checkpoint.

Spojrzałem na Toma, na szczęście też sapał.

- Nie przesadziłeś? - wysapałem
- Wiem, że było raczej mocno - uśmiechnął się Tom - ale w końcu gdzieś trzeba ten czas do prowadzącego nadrobić, teraz mamy 2 spokojne kilometry, odpoczniemy, mamy za chwilę punkt odżywiania
- No, ale naprawdę dałeś czasu - nie kryłem podziwu

Biegliśmy oddychając głęboko i ciesząc się, że wreszcie możemy odpocząć. Na kolejnym checkpoincie już powinienem znaleźć swoje odżywki, to znaczy własnej produkcji żele, które najlepiej mi wchodziły i własny izotonik. Wybiegliśmy na długą polanę pokrytą jednak dosyć gęsto rosnącymi niskimi świerkami, gdzie na końcu widać było już namiot i jakieś banery biegu. Całkiem niedaleko przed nami widać było już biegacza przeciskającego się między świerkami. Prawdopodobnie był to Cox, całkiem sporo chyba nadrobiliśmy bo wg mnie nie miał nad nami więcej niż minuty przewagi. Nie wyglądało na to, żeby bardzo się śpieszył, albo był zmęczony albo nie zdawał sobie sprawy z tego, że go doganiamy. Pomimo, że biegliśmy na luzie, to miałem wrażenie, że szybciej niż on i wydawało mi się, że dobiegając do namiotu powinniśmy być dosłownie kilkanaście sekund za nim. Biegliśmy z Tomem obok siebie, pokazałem mu, żebyśmy biegli cicho, kiwnął głową.

Im bliżej byliśmy punktu, tym mniejszą przewagę miał nad nam Cox, bo już nie miałem wątpliwości, że to był on. Staraliśmy się biec cicho, on chyba nie spodziewał się że ktoś może się do niego zbliżać, bo na lekkim podbiegu pod checkpoint nawet ani razu się nie obejrzał. Widać już było poustawiane długie stoły, Cox dobiegł do nich chyba ze 100m przed nami, podszedł do niego ktoś z organizatorów, na chwilę straciliśmy go z oczu.

Kiedy dobiegliśmy zobaczyliśmy go jak pił z bidonu, obok niego stała Nikki i trzymała jego plecak nalewając mu jakiś płyn. Cox zdębiał kiedy nas zobaczył. Wyszarpnął Nikki plecak.

- Ile to trwa - ryknął na nią

Nie odpowiedziała, sam zaczął uzupełniać plecak.

Zastanawiałem się chwilę jak ona się tutaj dostała, ale zauważyłem, że ma jakąś plakietkę medyczną i pomyślałem, że pewnie jest przy okazji w tym helikopterowym supporcie medycznym.

Tom nie miał wiele do roboty, nalewał sobie wodę do bidonu przyglądając się uważnie Nikki, ja zacząłem szukać moich odżywek. Nie było ich.


Etap III


Stół z odżywkami własnymi nie był duży, w ogóle było ich tam mało, moje powinny być bardzo widoczne, w seledynowych, odblaskowych torebkach. Nie było ich! Zacząłem przetrząsać stół jeszcze raz. Tom zauważył moje zdenerwowanie.

- Nie możesz czegoś znaleźć?
- Tak, nie ma moich odżywek - krzyknąłem do niego zdenerwowany

Usłyszała to Nikki stojąca niedaleko. Szybko podeszła.

- Jak wyglądały?
- Seledynowa, odblaskowa torebka z niebieskimi napisami, nigdzie ich nie ma

Nikki stała po drugiej stronie stołu, miała inny punkt widzenia, cofnęła się trochę i zaczęła omiatać wszystko ze swojej perspektywy

Cox zobaczył, że nam pomaga

- Komu Ty pomagasz - krzyknął do niej, zarzucając plecak na plecy

Nie odezwała się, rzucił jej spojrzenie mogące zabić i pobiegł.

Nikki podbiegła do jakichś wielkich granatowych worków leżących nieopodal stołów, zajrzała do nich i zaczęła przetrząsać

- Czy to te? - krzyknęła nagle wyciągając z worków moje torebki

Byłem uszczęśliwiony

- Tak, dziękuję - wziąłem je uśmiechając się do niej z wdzięcznością

Szybko nalałem do bukłaka trochę wody, wziąłem do ręki wyciągnięte z torebek żele i byłem gotów.

- Lecimy - krzyknąłem do Toma

Kiedy byliśmy już 15 m za punktem odwróciłem się

- Dziękuję Nikki - krzyknąłem do niej

Pomachała mi

Mieliśmy teraz przed sobą 10 kilometrów mniej więcej stałego podbiegu, z poziomu 2600 wybiegaliśmy na najwyżej położony punkt na trasie, 3032 m, Bearwallow Mountain. Tam kolejny checkpoint. Stamtąd powinno być jeszcze około 40 km ale raczej głównie w dół.

Sytuacja była trochę nerwowa, bo mimo, że to my byliśmy goniącymi, to ta bliska obecność uciekającego przed nami lidera działała też na nas. Czuliśmy presję. Co jakiś czas uświadamiałem sobie, że gość z którym biegnę ma prawie 80 lat i było to dla mnie niesamowite, ruszał się jak topowy zawodnik.

Biegliśmy w ciszy i skupieniu. Cox był jakieś 200m przed nami. Nie staraliśmy się go minąć a jedynie trzymać dystans. Po dwóch kilometrach trochę się wypłaszczyło.

Tom biegł minimalnie przede mną.

- Mark - odezwał się w końcu
- Tak?
- Dawno nie widziałem tak pięknej dziewczyny
- No tak, wiem  - mruknąłem - chciałbym powiedzieć dzięki, ale chyba nie mam podstaw - uśmiechnąłem się gorzko
- Naprawdę - Tom zrównał się ze mną - czasami zdarzają się piękne dziewczyny, które obiektywnie są naprawdę bardzo ładne, ale w niej jest coś szczególnego. No nie wiem, wg mnie powinieneś coś zrobić
- Ale co mam zrobić ? - zaskoczył mnie tym stwierdzeniem
- Ona nie wydaje mi się z nim szczęśliwa

Nie odzywałem się

- To cham i prostak - ciągnął Tom - musisz wierzyć mojemu prawie osiemdziesięcioletniemu doświadczeniu, że tu o coś innego chodzi. Ona jest z nim nie dlatego, że o jest taki fajny
- Nie dlatego ? - nie do końca rozumiałem co sugerował - a poza tym jakiemu doświadczeniu? Mówiłeś, że miałeś jedną dziewczynę ?

Tom nie odpowiadał bo musieliśmy gęsiego pokonać krótki podbieg. Ale za chwilę znów zrównał się ze mną

- Moje osobiste doświadczenia może rzeczywiście nie dają podstaw do radzenia Ci, ale swoje przeżyłem, byłem zawsze dobrym obserwatorem, zresztą….- przerwał
- Zresztą co - zapytałem po zbyt długiej wydawało mi się przerwie
- Tu o coś innego chodzi, dziewczyny potrafią być wyrachowane.
- Ale o co Ci chodzi ? - zapytałem
- O to, że kobieta potrafi udawać, żeby osiągnąć jakiś cel.
- Co masz na myśli? Co ona miałaby niby udawać?

Tom nie odpowiedział od razu. Kątem oka widziałem, że zbierał się do odpowiedzi, ale zakręty trochę mu przeszkadzały.

- Teraz mamy podbieg, opowiem Ci jak miniemy Bearllow Mountain

Kiwnąłem głową. Miał rację. Powinniśmy się skupić na trasie i nie męczyć dodatkowo. Trasa była w tym miejscu dosyć nudna. Krajobraz praktycznie bez zmian, niby las ale drzewa jednostajnie luźno porozrzucane drzewa. Biegliśmy teraz na północ. Można było mieć wrażenie, że właściwie jest lato, ale widać było, że północne stoki były lekko zmrożone. Mimo, że w tym momencie temperatura przekraczała pewnie 14 stopni i słońce mocno świeciło, to jednak było to na tyle krótko w ciągu dnia, że śnieg nie zdążył się na tej wysokości stopić.

Ten odcinek minął mi jakoś niezauważenie. Biegłem cały czas za Tomem, ocknąłem się dopiero na jakiś kilometr do podnóża Bearwallow Mountain. Z letargu wyrwał mnie Coś, którego plecy zobaczyłem nagle ze 40 metrów przed nami. Widać było, że słabnie. Trudno powiedzieć, czy miał słabszy dzień, czy za mocno zaczął, czy po raz pierwszy od dawna czując presję pościgu nie wytrzymał ciśnienia i kilka razy przesadził. Tak czy inaczej zbliżaliśmy się do Coxa i do kolejnego checkpointu. Akurat w tym miejscu checkpoint usytuowany był trochę nietypowo. Dobiegało się do podnóża szczytu z lewej strony. Stamtąd trzeba było wbiec na szczyt jakieś 1000m, a potem zbiec ta samą drogą, ale po zbiegu skręcić w prawo. Ten krótki odcinek był chyba jednocześnie najbardziej stromym odcinkiem na trasie.

Dogoniliśmy Coxa dosłownie u samego podnóża. Był pięć metrów przed nami. Obejrzał się ze dwa razy…. i nagle przeszedł w marsz. Spojrzeliśmy się na siebie z Tomem odruchowo. Widać było, że Cox nie daje rady, było stromo ale dla dobrego biegacza to nadal był stok do podbiegania a nie podchodzenia. Po kilku sekundach Cox był już za nami i szybko się od niego oddalaliśmy. Na samym szczycie było wypłaszczenie, jakaś stara chałupa z antenami nadawczymi, namiot organizatorów, odżywki, pomiar czasu. Tym razem natychmiast znalazłem swoje rzeczy.

Nikki zobaczyłem od razu. Kiedy napełniałem bukłak szła w naszym kierunku od strony jakiegoś quada. Pewnie ktoś ja tutaj wywiózł, bo helikoptera nie było widać.

- Jak się czujecie - zapytała zbliżając się
- Dobrze - odpowiedziałem za nas dwóch
- A Pan jak się czuje - zwróciła się do Toma kładąc mu rękę na ramieniu

Tom wziął jej rękę w dłoń, przytrzymał kilka sekund patrząc się na nią z lekkim uśmiechem

- Teraz czuję się bardzo dobrze - powiedział - dziękuję Pani

Można było mieć wrażenie, że przypomina sobie swoją młodość, może mi się wydawało, że przez chwilę widziałem w jego oku łzę.

- Jesteś gotowy - zapytałem się przerywając milczenie
- Tak - powiedział
- To biegniemy - zarzuciłem plecak - Ty jesteś Nikki tutaj głównym supportem medycznym?
- Nie - powiedziała - dodatkowym - w helikopterze jest jeszcze dwóch ratowników i lekarz, ja jestem dodatkowo, mieli miejsce, zaproponowałam, zgodzili się - uśmiechnęła się
- Będziesz jeszcze dalej - zapinałem plecak
- Tak - odparła
- Do zobaczenia - uśmiechnąłem się lekko

Kiwnęła głową.