Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Z przymrużeniem oka, ale jednak na poważnie

Z przymrużeniem oka, ale jednak na poważnie

Tekstów na temat nierównego traktowania kobiet i mężczyzn powstało już
Dominika Stelmach-Stawczyk
21-07-2012
RÓWNOUPRAWNIENIE … czy NADUPRAWNIENIE…



Tekstów na temat nierównego traktowania kobiet i mężczyzn powstało już wiele, przytoczono też setki argumentów, które właściwie nie przekonały żadnej ze stron. Ja jednak o czymś zupełnie innym, ale chyba też na temat dość mocno elektryzujący światek biegowy. Otóż roboczo nazwę ten wątek – nasi koledzy biegacze spoza Unii Europejskiej. Co bardziej obiegany czytelnik zorientuje się już na pierwszy rzut oka, że chcę napisać na temat osób przybywających do Polski z dwóch kierunków.

Pierwsza grupa dzielnie znosi trudy podróży busikami, dla drugiej busiki stanowią luksus dostępny dopiero  po załatwieniu wszelkich formalności związanych z przylotem z sąsiedniego kontynentu. A że o stosowne pozwolenia nie jest tak łatwo, że prężnie rozwijająca się grupa „tzw. menedżerów sportowych” musi baczyć, by taki napływowy delikwent nie wykorzystał zaproszenia do Polski , czyli de facto do UE i nie dał nogi w bok, gdzie biegów więcej, nagrody wyższe, no i prestiż we wiosce też potem inny… to na razie mamy czarnoskórych biegaczy liczonych w jednostkach, a nie dziesiątkach, czy setkach. I chyba dobrze…

Zaraz jednak padną ataki oceniające moje westchnienie pod kątem rasizmu – ale nic z tego, bo napiszę coś gorszego, otóż „nasi afrykańscy przyjaciele są sto razy milej widziani w naszym kraju od przyjaciół ze wschodu”.  Nie pyskują (może dlatego, że nie znają języka, a może po prostu w ich kulturze nie jest to tak powszechna cecha), nie uciekają z linii startu, gdy podana zostaje informacja o kontroli antydopingowej po biegu, nie zapisują się w naszej pamięci negatywnie z imienia i nazwiska, bo rotacja u nich duża. Można by pomyśleć, że nadają kolorytu… jednak i to nie zawsze. Bo jak nazwać ten koloryt różnobarwnym, gdy na Maratonie w Łodzi w pierwszej dziesiątce znalazło się dziewięciu panów z Afryki… I jak ktoś przysłuchiwał się komentarzom publiczności, to mógł z niejednych ust usłyszeć, że „to chyba jakiś żart, mistrzostwa czarnego lądu??? Gdzie są nasi?”. A no właśnie, gdzie są nasi?

Nasi też potrafią kalkulować i co bystrzejsi (i szybsi przede wszystkim)  wiedzą, że w Polsce o wynik ciężko, a i o pieniążki nie tak łatwo. Dla najlepszych sprawa jest prosta – poważne starty na zachodzie, mniej poważne w Polsce, a cały trening wykonywany pod kątem osiągnięć na wielkiej arenie - marzenia i dążenie do Igrzysk Olimpijskich.

Inaczej sprawa ma się z grupą tzw. „profi-amatorów”, do których najczęściej zaliczają się nauczyciele kultury fizycznej, żołnierze czy studenci, ale także pracownicy biurowi. Zauważyłam, że grupa ta liczy coś około dwóch setek dusz i składa się z jednostek, które: „A” - biegają, bo tak mają od zawsze – kiedyś trenowały wyczynowo, teraz pracują, ale wciąż utrzymują się na poziomie pierwszej, czy nawet mistrzowskiej klasy lekkoatletycznej. Biegają też po to, by dorobić, albo przynajmniej sfinansować pasję. Co poniektórzy wierzą jeszcze, że może nagle przyjdzie niesłychana zwyżka formy, ale boją się postawić wszystkiego na jedną kartę. „B” to osoby, które nigdy w klubie nie trenowały, ale nagle (często naprawdę późno) odkryły w sobie talent do biegania. A nic tak nie motywuje do osiągania dobrych rezultatów, jak wiara we własny talent.

Grupa B to w dużej mierze osoby z dużych miast, najczęściej z szeroko-pojętej klasy średniej. Mają zazwyczaj niezłą pracę, stać ich na posiadanie pasji i inwestowanie w nią. Nie biegają dla pieniędzy, ale dla triumfów i ”życiówek” – choć i dla tej grupy „pieniądze nie śmierdzą” i mogą miło połechtać.

I właśnie „Ci nasi”, czyli potencjalni zwycięzcy biegów (zarówno tych prowincjonalnych, jak i największych) tracą powoli cierpliwość do sąsiadów spoza UE, a dokładnie rzecz biorąc do wspomnianych wyżej busików. Wydawałoby się, że „nasi” są po prostu pazerni, albo nie potrafią przegrywać lub poziomem ustępują przyjezdnym. Tymczasem sprawa jest bardziej skomplikowana. W tym miejscu bowiem pojawia się częstokroć dyskryminacja. Nie lubiane w Polsce słowo, nadmiernie wykorzystywane prze niektóre grupy społeczne, ale jak inaczej nazwać sytuację, gdy organizator w regulaminie ogłasza, że po xx terminie zapisy definitywnie nie będą przyjmowanie, a w dzień biegu pojawiają się w biurze zawodnicy błagający o start – Polacy są natychmiast spławiani i odsyłani do regulaminu, tymczasem gdy pojawia się rzeczony busik, a jego „koordynator” głośno walczy o miejsce na starcie, miejsce się znajduje. Organizator tłumaczy się, że goście zostali zaproszeni…  że była jakaś tam pula dla gości… Cóż, nasz bieg, nasze prawo, gorzej gdy takowe przedsięwzięcie dofinansowywane jest ze środków publicznych… a bieg ma promować aktywność fizyczną wśród lokalnej społeczności…

I zrozumiała byłaby sytuacja, w której „elitę” traktuje się inaczej – gdy słowo „elita” w takiej samej mierze odnosi się do wszystkich, niezależnie od narodowości, gdy koncentruje się na wyniku sportowym. Tymczasem „elita spoza UE”, traktując swój wojaż po Polsce, w sposób wyłącznie zarobkowy, potrafi „obskoczyć” 4 biegi w łikend, a kilkanaście w miesiąc. Zaraz padnie stwierdzenie „Przecież to nie jest zabronione!”.

Nie jest, kilku naszych też tak próbowało, ale po dwóch miesiącach kończyli z przeciążeniami i kontuzjami. Widać nam nasze powietrze nie sprzyja… I jesteśmy delikatniejszej budowy, pewnie odżywiamy się gorzej ;)

Busiki mają jeszcze jedną tendencję – wprowadzają negatywne emocje już w biurze zawodów, a nawet jeszcze przed przybyciem na bieg. Ich przedstawiciele masowo wysyłają zapytania do organizatorów z prośbą o bezpłatny start i płatne startowe. Często starają się ubliżyć organizatorowi dużego biegu, który nie zamierza nikogo wywyższać. Bo przecież są „,międzynarodowi”, a kto nie chciałby mieć „międzynarodowego biegu”? Cóż, okazuje się, że imprezy, które posiadają stronę tłumaczoną na dwa lub więcej języków, w których liczba krajów z których pochodzą startujący jest największa, nie zabiegają o takie tytuły. Tymczasem „biegi międzynarodowe”, wzorem z poprzedniej epoki, starają się chwalić braterstwem narodów, kusząc startowym czy nagrodami. Nic to, że strony internetowe tych biegów widnieją tylko w języku polskim, a po angielsku w biurze zawodów nikt nie mówi… Mogą się pochwalić „międzynarodowością”! I jak Bóg da, jeszcze kolorytem!

Chcąc odsunąć czekające już na klawiaturze zarzuty chciałabym zaznaczyć, że moja mała szpileczka wbita jest w busiki, a nie w zawodników. Warto wspomnieć tegoroczny Półmaraton Warszawski, który wygrała Białorusinka; dziewczyna w normalny sposób zgłosiła się do biegu, nie miała roszczeń – po prostu wygrała i chwała jej za to, bo pokazała, że uogólnienia mogą być krzywdzące.

Zatem do pracy rodacy, a organizatorzy czasem po rozum do głowy, bo niedługo padniemy ofiarą „międzynarodowości”, tak jak Niemcy. Teraz mocno in plus ruszyło się w naszym bieganiu, nie zaprzepaśćmy tego!
Dyskusja

Forum bieganie.pl - największe biegowe forum

  • DOM | 29.10.2012
    Jak do tego dorzucić http://www.nation.co.ke/sports/athletic ... index.html
    (a Cosmams ogrywał wszystko w Polsce) to mam nadzieję, że kontrole zagoszczą na serio w polskim światku elity biegowej.
    Po aferze kolarskiej, aż człowiek boi się myśleć, co jeszcze w sporcie wyjdzie na jaw... Niestety z wielką szkodą dla widowisk sportowych.
  • Qba Krause | 29.10.2012
    WOW.
  • DOM | 29.10.2012
    http://marathon.poznan.pl/pl/maraton/wyniki
    Z przecieków wiemy, że doping stwierdzono u jednej kobiety i jednego mężczyzny z miejsc 1-3.
    Oczywiście trzeba poczekać na oficjalne wyniki.
    Oby więcej kontroli.
  • mario36 | 26.07.2012
    DOM napisał(a):
    Mario, ja nie sugeruję, że jest to jednoznaczne z dopingiem. Sugeruję, że jest to podejrzane. Bo 4 dobre starty w 2 dni to naprawdę dużo. Oczywiście "dobre" - zależy od poziomu wyjściowego.
    Celowo piszę o busikach, nie o jednostkach.
    Ja osobiście zetknęłam się z 2 razy z sytuacjami, które określiłabym jako "podejrzane" - jeden z przykładów opisywała już kiedyś kapan. Połówka w Sochaczewie, wywieźli nas 21 km na start i tam powiedzieli, że pierwsze 3 osoby poddane zostana kontroli. Kasia wtedy ze mną wygrała o kilka sekund, ale nasze tempo było spokojnie do ogrania :hejhej: 1,34 :bum: Tymczasem jedna Ukrainka poleciała sobie trening na 1:45 i dobiegła czwarta, druga nie ukończyła. Przypadek? Może.

    Druga sytuacja miała miejsce w Bochni. Zakolegowałam się tam z Kenijczykami - całkiem nieźle z jednym można się było po angielsku dogadać. A nikt inny na hali gdzie spaliśmy po angielsku nie mówił (to były jeszcze moje studenckie czasy, nie biegało tyle osób). Na sali spali też Ukraińcy. Nad ranem budzi mnie ten Kenijczyk i woła, żebym przyszła do łazienki, bo tam sobie Ukraińcy zastrzyki robią. Narobił trochę rabanu, także jak dotarłam, to żadnych śladów nie było. Organizatorzy zbagatelizowali sprawę. Ciężko mi powiedzieć, co to były za zastrzyki, czy się Kenijczykowi przyśniły, czy rzeczywiście miały miejsce. Niemniej sytuacja kontrowersyjna.
    Może to była walka między busikiami :jatylko:


    ano sugerujesz :)
    Nie mam pomyslu jak rozwiazac kwestie kontroli antydopingowych na pomniejszych biegach. Jednakze zawsze jest kwestia domniemania niewinnosci (czy cos takiego istnieje w sporcie:) ). Piszesz o busikach ale to w nich sa owe jednostki wiec odnosic sie niejako ,,personalnie'' a czy nasi biegacze sa ,,czysci'' skoro piszesz ze to jest podejrzane wiec i zwyciestwa polskich biegaczy sa rowniez podejrzane.? Tego nie wiem moge domniemywac ale to sa moje domniemania i nic wiecej Zatem tego typu kwestie to tylko do pogadania.
    Powstanie zaraz skojarzenie busik czyli oszustwo
  • DOM | 26.07.2012
    Mario, ja nie sugeruję, że jest to jednoznaczne z dopingiem. Sugeruję, że jest to podejrzane. Bo 4 dobre starty w 2 dni to naprawdę dużo. Oczywiście "dobre" - zależy od poziomu wyjściowego.
    Celowo piszę o busikach, nie o jednostkach.
    Ja osobiście zetknęłam się z 2 razy z sytuacjami, które określiłabym jako "podejrzane" - jeden z przykładów opisywała już kiedyś kapan. Połówka w Sochaczewie, wywieźli nas 21 km na start i tam powiedzieli, że pierwsze 3 osoby poddane zostana kontroli. Kasia wtedy ze mną wygrała o kilka sekund, ale nasze tempo było spokojnie do ogrania :hejhej: 1,34 :bum: Tymczasem jedna Ukrainka poleciała sobie trening na 1:45 i dobiegła czwarta, druga nie ukończyła. Przypadek? Może.

    Druga sytuacja miała miejsce w Bochni. Zakolegowałam się tam z Kenijczykami - całkiem nieźle z jednym można się było po angielsku dogadać. A nikt inny na hali gdzie spaliśmy po angielsku nie mówił (to były jeszcze moje studenckie czasy, nie biegało tyle osób). Na sali spali też Ukraińcy. Nad ranem budzi mnie ten Kenijczyk i woła, żebym przyszła do łazienki, bo tam sobie Ukraińcy zastrzyki robią. Narobił trochę rabanu, także jak dotarłam, to żadnych śladów nie było. Organizatorzy zbagatelizowali sprawę. Ciężko mi powiedzieć, co to były za zastrzyki, czy się Kenijczykowi przyśniły, czy rzeczywiście miały miejsce. Niemniej sytuacja kontrowersyjna.
    Może to była walka między busikiami :jatylko:
  • mario36 | 26.07.2012
    DOM napisał(a):
    :oczko:
    ale na Bieg Powstania, gdzie nie ma nagród finansowych to nikt z nich się nie wybiera :spoko:

    Raczej nie sprawdzam list startowych, bo startuję tam, gdzie akurat jestem, a pracę mam taką, że się dużo przemieszczam;)
    W Warszawie startuję, bo jestem na miejscu.
    W maratonach szukam informacji, czy będą dziwczyny/faceci biegli na zakładany przeze mnie czas.
    Ja generalnie lubię startować, w sumie bez znaczenia czy impreza to kabackie ściganie o przysłowiową pietruszkę, czy coś wielkiego.
    Tylko maraton traktuję od święta, bo jednak na tym najbardziej mi zależy. Ale że ciągnie do ultra to trzeba będzie więcej niż od święta biegać dystans maratoński. Lecz to już poza tematem.

    To nie jest tak, że ktoś MI coś odbiera. Chciałam poruszyć kwestię, na temat której zdań jest wiele, a pisać o tym często niewygodnie. Tymczasem prawie na każdej imprezie słyszę utyskiwania na busiki. I to od różnych osób. Dlatego postanowiłam, przynajmniej częściowo, zmierzyć się z tematem.


    DOM dlaczego pisanie o tym jest niewygodne? dla kogo? Warto pisać o tym, że być może istnieje problem niedozwolonego dopingu i nadmiernego holubienia i nierownego traktowania zawodnikow przez organizatorow tyle ze moze bez sugerowania z przymruzeniem oka ze jak busik to napewno jest to jednoznaczne z dopingiem itd. Polowanie na czarownice?
  • mario36 | 26.07.2012
    Gife napisał(a):
    Jeśli chodzi o busiki, to na szczęście jeszcze nie jestem na poziomie by z nimi rywalizować więc je zwyczajnie ignoruje. Ale jeśli wyjdzie na jaw, że są to busiki pełne naszprycowanej ekipy do wygrywania w Polsce bo badania drogie więc nikt cykora nie mają to już by mnie to wkurzało bo odbierają szansę na równą walkę z innymi, np Polakami, którym kibicuję bardziej w rozwoju, ale do tego trzeba równie szybkiej ekipy WOLNYCH OD DOPINGU busików jak i swoich.


    Gife

    to sa domniemania ze owe busiki pelne sa naszprycowanych osób Mozliwe ze cos w tym jest ze tak czesto biegaja i wygrywaja ale to sa dywagacje Odpowiedz na to dalyby kontrole antydopingowe.

    Idac takim tokiem myslenia ze busik = szprycowanie to Olga Kalendarowa jezdzaca kiedys busikiem i wygrywajaca tez brała.

    Nie popadajmy w jakas obsesje. Jezdzacy busikami tak zarabiaja na zycie Wielu z nich jest lepszych od naszych biegaczy a jak wspominalem kwestia dopingu to calkiem inny temat do dyskusji.

    DOM slyszysz narzekania nie neguje tego Ja nigdy nie slyszalem ale ja jestem na innej linii startowej

    Jesli mowic o dopingu to czy nie dotyczy on rowniez polskich biegaczy?

    Temat ten to troche jak sezon ogorkowy.

    Jesli dyskutowac na temat dopingu i kontroli to chyba na innym poziomie Skoro od organizatara sie nie wymaga to trudno by ja przeprowadzał Zreszta obowiazek kontroli jakich biegow ma dotyczyc Kto ma ustalac kryteria Czy na kazdym biegu ma byc kontrola Przy takiej ilosci to nierealne.
    Mysle ze w tej materii nie ma latwych rozwiazan
  • Gife | 25.07.2012
    Jeśli chodzi o busiki, to na szczęście jeszcze nie jestem na poziomie by z nimi rywalizować więc je zwyczajnie ignoruje. Ale jeśli wyjdzie na jaw, że są to busiki pełne naszprycowanej ekipy do wygrywania w Polsce bo badania drogie więc nikt cykora nie mają to już by mnie to wkurzało bo odbierają szansę na równą walkę z innymi, np Polakami, którym kibicuję bardziej w rozwoju, ale do tego trzeba równie szybkiej ekipy WOLNYCH OD DOPINGU busików jak i swoich.
  • grozes | 25.07.2012
    DOM napisał(a):
    :oczko:
    Tymczasem prawie na każdej imprezie słyszę utyskiwania na busiki. I to od różnych osób. Dlatego postanowiłam, przynajmniej częściowo, zmierzyć się z tematem.

    Też to słyszę...ale jakoś na forum jest inaczej;/ Ciekawe z czego to wynika...