Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Maraton w Nowym Jorku 2017 - pełen zagadek i dziwnych zdarzeń

Maraton w Nowym Jorku 2017 - pełen zagadek i dziwnych zdarzeń
Goefrey Kamworor z Kenii i Shalane Flanagan z USA to zwycięzcy NYC Marathon 2017, czyli jednego z największych maratonów świata. Ich nazwiska nie są zaskakujące, a jednak tegoroczny maraton w Nowym Jorku dosłownie roił się od dziwnych zdarzeń, nawet zagadek.

Bieg kobiet


Zagadka pierwsza, to bieg Pań. Patrząc wstecz, trudno powiedzieć jest czasem co wpływa na to, że dany bieg rozgrywany jest szybko lub wolno. Czasem może być to wiatr, czasem temperatura i wilgotność, czasem brak współpracy ze strony konkurentek lub słaba czołówka. Tutaj pogoda była dobra, czołówka całkiem przyzwoita. Fakt jest jednak taki, że w tym roku kobiety zaczęły wybitnie wolno, porównując choćby z dwoma minionymi latami. W tym roku pierwsze 5 i 10 km czołowa grupa przebiegła odpowiednio w czasie: 19:12 i 36:54. Tymczasem w 2016 roku było to odpowiednio: 18:42 i 35:54, a w 2015 roku: 17:21 i 34:27. Połowę dystansu osiągnęły w czasie 1:16:18, czyli znacznie wolniej niż w 2016 (1:12:39) czy 2015 (1:12:54).

Komu taka strategia odpowiada? Na pewno nie temu, kto specjalizuje się w maratonach, czyli stosunkowo równym wysiłku na odcinku 42 km. Taka strategia preferuje osoby potrafiące bardzo mocno finiszować. Zagadka polega więc na tym, jak to się stało, że tak klasowe zawodniczki specjalizujące się w maratonie jak Keitany czy Kiplagat zaakceptowały taką strategię. Akceptując taką strategię, dobry maratończyk zgadza się na rozgrywanie pojedynku nie „w swoim rewirze”. Można to porównać do niezwykłego biegu finałowego na 1500m z Igrzysk w Rio 2016, gdzie Mat Centrowitz narzucił wszystkim swoje warunki i wygrał po 400 metrowym finiszu w historycznie wolnym czasie.

Kolejna zagadka, to tłumaczenia Mary Keitany w trakcie konferencji po maratonie. Mary opowiadała coś w dosyć niezrozumiały sposób, o czymś co wydarzyło się poprzedniego dnia około 15:00 u niej w hotelu i co sprawiło, że nie była w stanie dzisiaj biec tak jak by chciała.

Mimo to, trzymała się nieźle, i to nawet chyba ona zainicjowała przyspieszenie. Około 34 km ze spokojnego 3:23 zawodniczki przyspieszyły do 3:11. Natychmiast wykrystalizowała się mocna trójka która oderwała się od pozostałych.  Tej trójce były Keitany, Flanagan i Etiopka Mamitu Daska. Przez trzy kilometry te trzy zawodniczki biegły momentami tyralierą, trzymając tempo cały czas w okolicy 3:10 - 3:11. Około 37 kilometra zaczął się łagodny ale dosyć długi (800m) podbieg. To był kluczowy moment. Flanagan wytrzymała tempo, zwalniając minimalnie do 3:13 podczas kiedy konkurentki właśnie tam straciły do niej 14 (Keitany) i 18 (Deska) sekund.



Można było mieć wrażenie, że Flanagan, która przecież znakomicie biega krótsze dystanse (w tym roku biegała 10000m w 31:31) dostała wiatr w żagle. Jej przewaga zwiększała się wyraźnie na 4o kilometrze miała już 25 sekund przewagi nad Keitany. Na metę w Central Parku dotarła z ponad minutową przewagą nad Keitany i Deską.

Było to pierwsze od 40 lat zwycięstwo w Nowym Jorku zawodniczki amerykańskiej i w amerykańskich mediach wzbudziło to zrozumiałe szum.

Kolejną jednak zagadką jest to, co będzie z Shalane Flanagan teraz? W sobotę przed Maratonem potwierdziła, że cytat: „gdyby jakimś cudem” udało jej się ten maraton wygrać, to będzie to jej ostatni maraton, bo tak sobie wyobraziła zakończenie kariery.

Czy dotrzyma słowa? Dowiemy się wkrótce.

Bieg mężczyzn


Z biegiem mężczyzn też wiążą się zagadkowe zdarzenia. Przez bardzo długi czas duża grupa zawodników biegła razem, tak samo jak u Pań, było powoli, nikt nie palił się do prowadzenia. Połowę dystansu zawodnicy osiągnęli w czasie: 1:06:09 (1:04:24 w 2016). Około 20 km zawodnicy wyraźnie przyspieszyli, wykrystalizowała się 6-7 osobowa grupka, w której byli wszyscy główni faworyci, na 14 mili mieli około 7-11 sekund przewagi nad goniącymi.

Wtedy wydarzyło się coś co jest kolejną zagadką. Prowadzący zawodnicy pozwolili się dogonić, i schowali się gdzieś wśród goniących, co sprawiło, że na prowadzeniu maratonu pojawili się Belg i Holender, co wyglądało zgoła egzotycznie. Dopiero po 30 kilometrze zaczęło cos się dziać, tempo wzrosło z 3:04 do 2:59. To spowodowało rozciągnięcie się grupy i zniknięcie Europejczyków (poza „malowanym” Europejczykiem Tadesse Abrahame). Ale znowu to przyspieszenie okazało się jakieś niezdecydowane, tempo spadøo do 3:10 i na 35 kilometrze Europejczycy praktycznie znowu doszli prowadzących a Holender wyszedł na prowadzenie. Wyglądało to trochę jak jakaś zabawa, lub niezdecydowanie.

Dopiero po 36 kilometrze solidnie szarpnął Kamworor. Tempo 2:57 tym razem skutecznie wyczepiło wszystkich poza Wilsonem Kipsangiem, Lemi Berhanu i Lelisą Desisą. Kamworor nie miał zamiaru próżnować i cały czas nadawał mocne tempo. I tutaj znowu może nie zagadkowa ale jakaś nieprofesjonalna historia. Przekaz medialny absolutnie skupił się na Shalane Flanagan, która była już na mecie i płacząc podchodziła do znajomych i kibiców. Realizatorzy transmisji zapomnieli, że na trasie trwa bardzo emocjonująca walka mężczyzn, pokazali trasę na dopiero przed 40 kilometrem.



Na szczęście było to jeszcze na chwile przez końcowym atakiem Kamworora, który nagle wrzucił tempo 2:48, potem niewiele zwolnił na którymś z podbiegów w Central Parku i szybko wyrobił sobie kilkosekundową przewagę nad Kipsangiem. Biegnąc dalej po 2:57 wyglądał już na murowanego kandydata do zwycięstwa. Jednak strata Kipsanga nie rosła, cały czas utrzymywała się na poziomie 6 sekund. Na kilkaset metrów przed meta Kamworor zaczął słabnąć. Kipsang zauważył to i próbował gonić. Ostatnie 200m zawodnicy pokonali w tempie 2:53 Kipsang i 3:06 Kamworor. Jednak Kipsangowi nie udało się dojść Kamworora i wygrał młodszy z dwójki.

Trzecim i czwartym miejscem musieli zadowolić się Etiopczycy: Lelisa Desisa (znany z próby łamania 2 godzin w maratonie na torze Monza) i Lemi Berhanu (znany choćby z Orlen Warsaw Marathon).

Ostatnią zagadką była transmisja w Eurosport. Dwóch bardzo doświadczonych komentatorów robiło błędy i można było mieć czasami wrażenie, że ich komentarz docierał do nas z jakimś dziwnym opóźnieniem, bo coś co działo się na ekranie nie spotykało się z ich komentarzem. Może było to wynikiem tego, że obok komentującego lekkoatletykę komentatora posadzono komentatora od kolarstwa? Ale i tak cieszymy się, że transmisja była.

Polacy


Jak co roku maraton przebiegło także sporo Polaków. Pierwszym Polakiem był Wojciech Kopeć (2:29:47) a pierwszą Polką Magdalena Białorczyk (2:59:56).  Wśród nich był też czołowy niegdyś polski przeszkodowiec Bogusław Mamiński, dla którego miał to być ostatni maraton. Pan Bogusław zaczął dosyć mocno, na wynik w okolicach 3h06 ale skończył w 3h24. Robert Korzeniowski dobiegł w czasie 2h45.

Wyniki


Mężczyźni
Msc Zawodnik Kraj Ur. Wynik
1. Geoffrey KAMWOROR KEN 92 2:10:53
2. Wilson Kipsang KIPROTICH KEN 82 2:10:56
3. Lelisa DESISA ETH 90 2:11:32
4. Hayle LEMI ETH 94 2:11:52
5. Tadesse ABRAHAM SUI 82 2:12:01
6. Michel BUTTER NED 85 2:12:39
7. Abdi ABDIRAHMAN USA 78 2:12:48
8. Koen NAERT BEL 89 2:13:21
9. Fikadu TEFERI ETH 93 2:13:58
10. Shadrack KIPTOO BIWOTT USA 85 2:14:57





Kobiety
Msc Zawodnik Kraj Ur. Wynik
1. Shalane FLANAGAN USA 81 2:26:53
2. Mary Jepkosgei KEITANY KEN 82 2:27:54
3. Mamitu DASKA ETH 83 2:28:08
4. Edna Ngeringwony KIPLAGAT KEN 79 2:29:36
5. Allie KIEFFER USA 87 2:29:39
6. Sara DOSSENA ITA 84 2:29:39
7. Eva VRABCOVÁ NYVLTOVÁ CZE 86 2:29:41
8. Kellyn JOHNSON USA 86 2:29:56
9. Diane NUKURI-JOHNSON BDI 84 2:31:21
10. Stephanie BRUCE USA 84 2:31:44