Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Ciąg dalszy nastąpi? - apelacja Semenyi odrzucona

Sąd Najwyższy w Szwajcarii odrzucił apelację Caster Semenyi. Multimedalistka mistrzostw świata na 800 metrów, chcąc startować w swojej koronnej konkurencji, będzie musiała przejść terapię obniżającą poziom testosteronu. Prawnicy sportsmenki nie składają jednak broni.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: CAS ODRZUCIŁ APELACJĘ SEMENYI

SEMENYA ODWIESZONA?

Sprawa kontrowersyjnej mistrzyni średniego dystansu ciągnie się niczym brazylijska telenowela. Punktem wyjścia był lekkoatletyczny mundial w Berlinie (2009), kiedy światowe władze LA po raz pierwszy zakwestionowały, czy Semenya pod względem biologicznym rzeczywiście jest kobietą. Pomimo wątpliwości w kolejnym sezonie IAAF dopuściło biegaczkę do startów.

Temat wrócił po igrzyskach w Rio (2016). W 2018 roku IAAF (dziś World Athletics) wprowadziło nowe regulacje w kwestii zawodniczek z tzw. różnicami w rozwoju płciowym (DSD). Orzeczono, że zawodniczki z DSD muszą obniżyć zawartość testosteronu we krwi do poziomu mniejszego, niż 5 nmol/L przez okres co najmniej sześciu miesięcy na przykład za pomocą hormonalnych środków antykoncepcyjnych.

Postanowienie uderzało w Caster Semenyę, ale też inne zawodniczki np. Francine Niyonsabę i Margaret Wambui, które podczas olimpijskiego finału osiemsetki w Rio finiszowały odpowiednio na drugim i trzecim miejscu (przypomnijmy, że w Brazylii piąte miejsce zajęła Joanna Jóźwik).

Semenya odwołała się od postanowienia IAAF do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie (CAS). Trybunał 1 maja 2019 roku odrzucił jednak apelację, utrzymując w mocy przepisy mówiące, że jeśli południowoafrykańska gwiazda chce brać udział w wyścigach na dystansach od 400 m do mili, będzie musiała poddać się terapii. Badacze, na których powoływało się IAAF stwierdzili że w przypadku krótkich konkurencji sprinterskich i biegów długich zależności między wynikami a poziomem testosteronu nie zachodzą.

Sztab biegaczki walczył jednak dalej, odwołując się od decyzji CAS do Sądu Najwyższego w Szwajcarii. Trwała również kampania broniąca Semenyi podgrzewana przez jej partnera sprzętowego Nike. Rok temu w czerwcu Semenya mogła mówić o sporym sukcesie, ponieważ szwajcarski SN tymczasowo zawiesił przepisy World Athletics (dawniej IAAF).

Na ostateczną decyzję czekano ponad 12 miesięcy. Nadeszła wczoraj 8 września i utrzymuje w mocy regulacje światowych władz lekkiej atletyki, jednocześnie odrzucając apelację zawodniczki.

Jeśli zatem Semenya chce nadal rywalizować w swoich konkurencjach (od 400 m do 1 mili), będzie musiała obniżyć poziom testosteronu. Biegaczka twardo stawia jednak na swoim i nie zapowiada się na to, żeby miała w planie skorzystać z terapii.Screenshot_2020_09_09_Caster_Semenya___caster800m__Twitter.png O kolejnych krokach prawnych poinformował też doradca mistrzyni świata Greg Nott:

- To niepowodzenie nie będzie końcem historii Caster. Międzynarodowy zespół prawników i doradców rozważa orzeczenie i możliwości jego zakwestionowania  w sądach europejskich i krajowych. Stoimy murem za Caster. Jesteśmy zjednoczeni i zjednoczeni jesteśmy silni.

Wygląda więc na to, że we wtorek 8 września zapadł jedynie kolejny wyrok, który ponownie będzie kwestionowany. Z jednej strony widać dużą determinację Caster Semenyi w walce o swoje prawa. Z drugiej strony sportsmenka nie jest osamotniona. Może liczyć na duże wsparcie środowisk sprzeciwiających się dyskryminacji. Wymowny jest zwłaszcza głos Andrei L. Pino-Silvy kubańskiej aktywistki na rzecz równego traktowania, która decyzję szwajcarskiego sądu zrównuje z rasizmem i homofobią:Screenshot_2020_09_09_Andrea_L_Pino_Silva_na_Twitterze.png