Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Tokio w przeddzień odwołania

Tokio w przeddzień odwołania

Tokio w przeddzień odwołania

Według przedstawiciela MKOl decyzja o ewentualnym odwołaniu igrzysk zapadnie późną wiosną. Tempo rozprzestrzeniania się koronawirusa pokazuje jednak, że sytuacja Tokio może szybko ulec zmianie. Tym bardziej, że odwołano tam masową rywalizację w jednej z największych maratońskich imprez świata. Czy w Japonii czuć nadciągające zagrożenie?

Międzynarodowy Komitet Olimpijski nie panikuje, ale rozważa różne scenariusze. Wszystko wskazuje na to, że odwołanie igrzysk z powodu zagrożenia koronawirusem jest brane pod uwagę śmiertelnie poważnie. MKOl daje sobie niecałe 3 miesiące na podjęcie jednej z najtrudniejszych decyzji w historii ruchu olimpijskiego.

Skupcie się i trenujcie

W wypowiedzi, która za Associated Press cytowana jest w m.in. w elektronicznej wersji renomowanego dziennika The Japan Times, Dick Pound stwierdził, że ewentualna decyzja zostanie podjęta w ścisłej współpracy ze Światową Organizacją Zdrowia (WHO). Pound to najdłużej pełniący swoją funkcję członek MKOl. Podkreślił, że odwołanie igrzysk jest bardzo skomplikowaną operacją. Według niego w grę nie wchodzi ich przesunięcie na inny termin. Szybkie przeniesienie zawodów np. do Wielkiej Brytanii - jak sugerował w ostatnich dniach kandydat na burmistrza Londynu Shaun Bailey - jest też mało prawdopodobne.

Odwołanie igrzysk to poza katastrofą wizerunkową i brakiem wielkich sportowych emocji - również ogromne straty finansowe. Wydatki samego Tokio na organizację XXXII Letnich Igrzysk Olimpijskich sięgnęły już ponad 25 miliardów dolarów. Z kolei dochody MKOl ze sprzedaży praw do transmisji przekroczyły 4 miliardy $. Na braku IO stracą wszyscy nadawcy, reklamodawcy, kibice. Oraz, rzecz jasna, 11000 olimpijczyków i 4400 paraolimpijczyków. - Według naszej wiedzy, będziecie w Tokio. Na tym etapie wszystko wskazuje na to, że biznes będzie taki, jak zawsze. Więc skupcie się na swojej dyscyplinie i bądźcie pewni, że MKOl nie wyśle was w środek pandemii – zachęca i stara się uspokajać potencjalnych uczestników zmagań Pound.

Zegar olimpijski na razie nie stanął. W przeszłości sportowcy co najmniej kilka razy musieli już jednak żegnać się z najważniejszą imprezą czterolecia.

W historii nowożytnych igrzysk olimpijskich odwołano je w trakcie działań I i II wojny światowej. W roku 1980 zawody w Moskwie zostały zbojkotowane przez część państw zachodnich, również Chin czy Kenii – w większości jako wyraz sprzeciwu wobec sowieckiej agresji na Afganistan. Niejako w odwecie w 1984 roku do Los Angeles nie poleciały reprezentacje krajów bloku wschodniego (w tym Polski), a oficjalnym powodem była obawa... przed smogiem i brak odpowiednich zabezpieczeń.

Tegorocznym wrogiem igrzysk jest koronawirus, którego tempo rozprzestrzeniania się na całym świecie wywołuje strach i panikę. Określa się go już, na razie na wyrost, mianem pandemii. Według Agencji Reutera (dane z 28.02.2019 r.) od 23 stycznia b.r. w samych Chinach, gdzie wirus się pojawił, stwierdzono blisko 79 tysięcy zachorowań i 2800 ofiar śmiertelnych (głównie ludzi starszych). Poza Chinami jego szybkość rozprzestrzeniania się jest aktualnie jeszcze większa. Na razie oficjalnie zdiagnozowano go w 3700 przypadków, zmarło w wyniku wywołanych przez niego powikłań już 70 osób. Dane nie nadążają za aktualnym stanem faktycznym.

Tokio ćwiczy odwoływanie

Bezpośrednio niegranicząca z Chinami Japonia traktuje zagrożenie koronawirusem bardzo poważnie. Dlatego podejmowane są różne środki prewencyjne, w tym odwoływane liczne imprezy masowe. Jedną z nich jest, wchodzący w skład Abbott World Marathon Majors, maraton w Tokio, który zaplanowany był na 1 marca. W imprezie miało wziąć udział ponad 35 tysięcy biegaczy z całego świata. Z początku nie zezwolono na udział w nim zawodników przybywających z Chin, potem zakaz rozciągnięto na wszystkich amatorów, pozostawiając pole do popisu samej elicie.

- W Japonii jestem od 16 lutego, informacja o odwołaniu pojawiła się najpierw nieoficjalnie 17 lutego, później w gazetach. Dopiero na koniec poszedł e-mail do uczestników informujący o odwołaniu maratonu – mówi nam Arek Ptak, który miał startować w Tokio w najbliższą niedzielę. – Rozumiem organizatorów, że stało się to w trosce o bezpieczeństwo zawodników i kibiców. W mieście, w pociągach, miejscach publicznych są informacje o koronawirusie. Pojawiają się, proste na razie, zalecenia mycia rąk, dozowniki z płynami antyseptycznymi są na każdym kroku. Wszyscy pracownicy służb publicznych, dzieci noszą obowiązkowo maseczki, ale jeśli chodzi o dorosłych Japończyków czy turystów, to myślę że dzieje się tak w połowie przypadków. Nie czuć jednocześnie żadnej paniki, społeczeństwo tutaj jest bardzo zdyscyplinowane i spokojnie realizuje zalecenia władz – opisuje sytuację nasz korespondent. Mimo odwołania jednej z największych imprez maratońskich i początkowej złości, Arek próbuje znaleźć pozytywy całej sytuacji.

- W turystycznych miejscach typu świątynie, muzea, gdzie normalnie są podobno tłumy, nie ma ludzi. Mam dwa tygodnie zwiedzania, no i muszę do Tokio wrócić na ten maraton - podsumowuje.

Polski maratończyk widzi miasto szykujące się spokojnie nie tylko na ewentualny atak epidemii, ale również na letnie igrzyska. W Tokio nikt głośno nie dopuszcza myśli o tym, że miałyby się nie odbyć.

Jak jest w istocie? O opinię zapytałem japońskiego dziennikarza, który w tym roku zajmuje się zbieraniem wiadomości na temat IO z całego świata. Tomoaki Naka twierdzi, że w Tokio odwołanie igrzysk to tylko plotka. Podkreśla zresztą, że decyzję podejmie MKOl, a nie japońska sportowa centrala.

- Nie jestem pewny, czy ludzie w Tokio szczególnie zmienili swoje zwyczaje. Starają się unikać zatłoczonych miejsc, odwołano też wiele imprez, w tym tych sportowych. Część mieszkańców zdecydowała się na wyjazd z miasta, ale na razie to mały procent ludności – mówi nam Tomoaki.

To nie takie sci-fi

Tokio nie odwołało formalnie swojej flagowej imprezy biegowej, ale zamknęło na niedzielę swoje ulice dla amatorów maratonu. W tej sytuacji ciekawe, przy jakiej publiczności rywalizować będą 1 marca wyczynowcy. Wśród elity biegu są znakomici Afrykańczycy, w tym trzeci w historii dystansu Birhanu Legese czy zwyciężczyni rywalizacji w zeszłym roku Ruti Aga. Maraton ma też być ostatnią szansą na uzyskanie olimpijskiej kwalifikacji dla Japończyków. Tak więc impreza co prawda się odbędzie, ale przestanie być światowym świętem biegania. Straty wizerunkowe i finansowe trudno oszacować.

Nie tylko najbliższy maraton w Tokio ma pecha. Już pod koniec ubiegłego roku, decyzją sportowej centrali, olimpijskie 42.195 km i chód sportowy zostały ze stolicy Japonii przeniesione o 800 km na północ - do Sapporo. Powodem były spodziewane w Tokio w sierpniu wysokie temperatury oraz wilgotność, które mogłyby zaszkodzić zdrowiu długodystansowców i wypaczyć rywalizację. W tej sytuacji na miejscu obejrzy ich na pewno mniejsza widownia, trudno też będzie samym maratończykom poczuć atmosferę igrzysk olimpijskich.

O ile do zaplanowanej na 24 lipca ceremonii otwarcia XXXII Letnich Igrzysk Olimpijskich w ogóle dojdzie. Historia pokazuje, że, niezależnie od faktycznego zagrożenia dla zdrowia i życia uczestników imprezy czterolecia - każdy, nawet pozornie fantastycznonaukowy scenariusz jest możliwy. Pierwszym ogniskiem koronawirusa było chińskie Wuhan. Miasto, w którym w październiku zeszłego roku rozgrywane były Światowe Wojskowe Igrzyska Sportowe.

 

Fot. Arkadiusz Ptak