Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Kszczot zwycięża, Cichocka wraca na bieżnię - Müller Indoor GP Glasgow

Wbrew zapowiedziom Laura Muir nie pobiła rekordu świata na halowe 1000 metrów. Miting Muller Indoor Grand Prix w Glasgow rekordem globu okrasił za to niezawodny Armand Duplantis, pokonując z pomocą tyczki 6.18. W Szkocji zobaczyliśmy kilkunastu naszych reprezentantów. Najlepiej zaprezentował się Adam Kszczot wygrywając na 800 m. Na swym koronnym 1500 m drugie miejsce wywalczył Marcin Lewandowski, a na 400 m również druga przybiegła Justyna Święty-Ersetic. Po długiej przerwie do startów wróciła Angelika Cichocka. Polka ukończyła bieg na 1000 metrów na 4 pozycji z nowym halowym rekordem życiowym 2:40.18.

15 lutego Emirates Arena w Glasgow gościła lekkoatletów w piątych zawodach tegorocznej serii World Athletics Indoor Tour. W pojedynku na tyczki lepszy od mistrza świata Sama Kendricksa okazał się rekordzista świata Armand Duplantis. Szwed po rekordowej próbie w Toruniu (8 lutego skoczył 6.17), ponownie nagiął granice ludzkiej wyobraźni, z efektownym zapasem skacząc 6.18.

Muir bez rekordu, Cichocka wraca mimo obaw

O tym, że Laura Muri chce zaatakować w Glasgow rekord świata na halowego „tysiączka”, było wiadomo już od kilku miesięcy. Rekordzistka Europy (2:31.93) miała za zadanie pobić rekord życiowy dokładnie o sekundę, żeby 2:30.94 Marii Mutoli mogło po 21 latach odejść na zasłużony odpoczynek.

Brytyjka miała w Glasgow też coś do udowodnienia wobec fenomenalnych tegorocznych startów jej sparing partnerki Jemmy Reekie. Reekie zabrała jej bowiem rekordy kraju na 1500 i milę (podczas jednego biegu w ramach mitingu Millrose Games w NY), a dodatkowo poprawiła rekord Wielkiej Brytanii na halowe 800 m (na początku lutego w Glasgow).

- Jestem trzy rekordy w plecy – śmiała się na konferencji prasowej Muir. - Trochę czuję się odstawiona na boczny tor. Nie tylko Jemma ale też Gabriela (chodzi o Kanadyjkę Debues-Stafford, która również trenuje w grupie z Muir i Reekie – przyp. red.) poprawiła w Nowym Jorku dwa rekordy Kanady (na milę i 1500). Tym bardziej zależy mi na pobiciu rekordu świata... Biłam rekordy kraju i Europy, ale jeszcze nigdy nie poprawiłam rekordu świata. To byłoby coś wyjątkowego, zwłaszcza tutaj w Glasgow, gdzie mam rodzinę i przyjaciół – zakończyła Muir.

W zadaniu miała Brytyjce pomóc nie tylko lokalna publiczność, ale też Anna Dobek, zatrudniona w roli „zająca”. Polka miała doprowadzić Muir do 600 metra w 1:29. Trzeba przyznać, że nie do końca się ta sztuka naszej zawodniczce udała, ponieważ Szkotka przecięła linię sześćsetki w 1:31, a już od pięćsetki wychylała się zza pleców Dobek, mając dużą ochotę, żeby ją wyprzedzić.

Na ostatnich metrach Muir cierpiała. Grymas malujący się na jej twarzy wynikał zapewne z narastającego bólu, ale też musiała zdać sobie sprawę, że rekordowy wynik Mutoli jest poza zasięgiem. Ostatecznie – choć zwyciężyła z dużą przewagą – musiała przełknąć delikatną gorycz porażki, wynikającą z niezrealizowania celu.

Swojego startu po długiej przerwie obawiała się Angelika Chichocka. Jak się jednak okazało – niepotrzebnie. Mistrzyni Europy z Amsterdamu (2016) finiszowała w Glasgow czwarta z wartościowym 2:40.18. Jest to jeden z lepszych wyników w historii polskich biegów halowych.

„Angie”, która od paru tygodni formalnie trenuje pod okiem męża Tadeusza Zblewskiego, opowiedziała nam o swoich odczuciach po biegu:

- Pobiegłam dzisiaj bez żadnego przetarcia. 2:40 to nie żadna rewelacja, ale dla mnie ważne zwycięstwo nad sobą. Szczerze mówiąc bardzo cieszę się z przełamania. Przełamania strachu przed bólem, który mógł powrócić. Ostatnie dwa i pół roku ciągle wznawiałam treningi i przerywałam. Wciąż kontuzja nawracała, prawdopodobnie jej źródłem było długotrwałe ignorowanie sygnałów bólowych z kręgosłupa. Dzisiaj, po tak długiej przerwie biegłam zachowawczo. Teraz, kilka godzin po starcie czuję się jednak lekko, dobrze. Mam nadzieję, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

1000 kobiet
1. MUIR Laura (GBR) 2:33.47
2. TRACEY Adelle (GBR) 2:37.95
3. TROST Katharina (GER) 2:37.96
4. CICHOCKA Angelika (POL) 2:40.18 PB
5. HERMANSSON Hanna (SWE) 2:40.22
6. EYKENS Renne (BEL) 2:40.80
...
ANNA DOBEK (POL) DNF

Lucky Reekie

Jemma Reekie jest prawdziwym odkryciem tegorocznego sezonu halowego. Brytyjka w zaledwie tydzień poprawiła trzy rekordy kraju (na 800, 1500 i milę). Jeśli po fenomenalnym 1:57.91 na 800 metrów, które Szkotka uzyskała dwa tygodnie temu, kibice zastanawiali się, czy to jednorazowy strzał, dziś dostali odpowiedź. Reekie przed swoją publicznością odprawiła z kwitkiem Etiopkę Seyaum i Marokankę Arafi, notując kolejny świetny start z rzędu.

Trzeba jednak przyznać, że dziś wybitnie sprzyjało Jemmie szczęście. Jeszcze na 200 metrów do mety biegła zamknięta przy bandzie w okolicach 5 miejsca. Trudno było znaleźć w tłumie jakiś wolny korytarz do finiszowego zrywu. Nagle przed Szkotką rozstąpił się jednak jak jak biblijne Morze Czerwone pierwszy tor. Na zewnątrz zeszła Arafi, po drugim torze biegła Debues-Stafford, co otworzyło rekordzistce Wielkiej Brytanii autostradę do biegowego nieba...

Inna sprawa, że ten dar od losu należało jeszcze wykorzystać i to Reekie zrobiła z typową dla siebie swobodą. Szybko przesunęła się na drugie miejsce, żeby na ostatnich 50 metrach nie dać szans Seyaum.jemma_glasgow.jpg Warto dodać, że pierwsze 800 metrów prowadziła Aneta Lemiesz. Pozostałe zawodniczki nie miały jednak szczególnej ochoty, żeby naciskać na „zająca”, dlatego wyniki na mecie odległe są od najlepszych tegorocznych czasów na światowych listach.

1500 kobiet
1. REEKIE Jemma (GBR) 4:04.07
2. SEYAUM Dawit (ETH) 4:04.24
3. ARAFI Rababe (MAR) 4:05.34
4. MISMAS Marusa (SLO) 4:05.72
5. EMBAYE Axumawit (ETH) 4:05.77
6. DEBUES-STAFFORD Gabriela (CAN) 4:05.89
...
LEMIESZ Aneta (POL) DNF

Kszczot wrócił do zdrowia, Borkowski „zachorował"

Martwiliśmy się o Adama Kszczota, kiedy po starcie w Toruniu zrezygnował z zawodów w Sztokholmie z powodu małych problemów ze zdrowiem. Tydzień po Orlen Copernicus Cup nasz mistrz świata na halowe 800 m potwierdził, że już nic mu nie dolega, pewnie wygrywając walkę na końcówce z Corneliusem Tuweim. Można za to powiedzieć, że jakaś niemoc dopadła Mateusza Borkowskiego. Jeszcze trzy dni temu w Athlone Mateusz błyszczał formą i mocą, wygrywając na 600 metrów. W Glasgow zaliczył natomiast jeden z najsłabszych występów w tym sezonie.

Kszczot od początku biegł wysoko i gdy tylko pacemaker opuścił bieżnię, natychmiast znalazł się tuż za plecami Tuweiego. Kenijczyk próbował co prawda uciekać, ale na niewiele się to zdało. Na ostatniej krótkiej prostej rekordzista Polski na halowe 800 m wykonał wyrok, usadzając rywala na fotelu z podpisem „pierwszy przegrany”. 1:46.34 to drugi wynik naszego reprezentanta w tym sezonie. Zwycięstwo Kszczota umocniło go na 1 miejscu w łącznej klasyfikacji cyklu WAIT.

Daleko finiszował natomiast Mateusz Borkowski. Jego 1:49.46 zupełnie nie przystaje do 1:46.51 który uzyskał 8 lutego w Toruniu.

800 mężczyzn
1. KSZCZOT Adam (POL) 1:46.34
2. TUWEI Cornelius (KEN) 1:46.52
3. LEARMONTH Guy (GBR) 1:47.16
4. KERR Josh (GBR) 1:47.40
5. GILES Elliot (GBR) 1:47.40
6. CRESTAN Elliot (BEL) 1:47.43
...
8. BORKOWSKI Mateusz (POL) 1:49.46

Birgen zmienia dystans, Lewandowski zmienia taktykę

Mimo ostatnich zawirowań wokół „Lewandowski Team" z optymizmem na swój pierwszy tegoroczny występ na dystansie 1500 metrów czekał Marcin Lewandowski. Poprzedni bieg na hali w Glasgow może wspominać bardzo dobrze, to właśnie w Emirates Arena wywalczył w marcu zeszłego roku mistrzostwo Europy.

- Jutro pierwszy półtoraczek w tym sezonie halowym, zobaczymy jak to będzie... Myślę, że po fajnym bieganiu na 800 metrów może być całkiem przyzwoicie. - zapowiadał w swoich mediach społecznościowych.

Na papierze na najgroźniejszego rywala Polaka uważano Bethwella Birgena, który triumfował podczas WAIT 2020 już dwukrotnie (na dystansie 3000 metrów). Tym razem Kenijczyk postanowił zmienić dystans na połowę krótszy. Swoją taktykę natomiast zmienił Lewandowski. Polak ostatnimi czasy chętnie ustawiał się na końcu stawki, atakując na samej końcówce. Tym razem od pierwszych metrów pilnował czołówki.

Kiedy zaczęło się ostatnie okrążenie Lewandowski nie musiał więc najpierw obiegać kilku rywali, żeby dopiero stworzyć sobie miejsce do walki o zwycięstwo, ale od razu sprawę miał jasną – wyprzedzić Birgena, bo tylko on na 200 do mety znajdował się przed naszym zawodnikiem.

Kenijczyk jednak wcale nie miał zamiaru skapitulować, ale efektownie zerwał przysłowiowego kapcia na ostatniej setce, odnosząc przekonujące zwycięstwo. Nasz „Stary Lis” skupił się natomiast na obronie 2 miejsca, na które chrapkę miał Jesus Gomes. Czas Lewandowskiego 3:37.13 to drugi halowy wynik all-time jeśli chodzi o krajowe listy (pierwszy – co nie dziwi – należy również do Marcina - 3:36.50).

Po biegu udało nam się dodzwonić na Wyspy. Na pytanie, czy znajdzie dla nas 3 minuty i 37 sekund, rekordzista Polski odpowiedział przytomnie:

- No, wolałbym minutę czterdzieści trzy, ale już niech zostanie 3:37… (śmiech). Robiłem jak zwykle swoje, z dobrym nastawienie po ostatnich startach na 800 metrów, do których przecież specjalnie się nie szykowałem. Generalnie biegłem dzisiaj trochę bez jaj, bez takiej zaciekłej walki o zwycięstwo, czułem się jak stary dobry diesel. Poszedłem od razu do przodu, od razu za pacemakera i Kenijczyka. W pewnym sensie miałem za dużo czasu na myślenie. Jak ruszyłem, tak skończyłem. Tym bardziej cieszy mnie drugi wynik w historii polskiej lekkiej atletyki.

1500 mężczyzn
1. BIRGEN Bethwell (KEN) 3:36.22
2. LEWANDOWSKI Marcin (POL) 3:37.13
3. GOMES Jesus (ESP) 3:37.22
4. COPELAND Piers (GBR) 3:38.81
5. KIBET Vincent (KEN) 3:39.02
6. MILLS GEORGE (GBR) 3:39.25

W Europie nie ma już słabych sprinterek na 400

Wyścig na 400 metrów pań od początku się nie układał. Najpierw zawiodła aparatura, później rekord świata atakował Armand Duplantis, wskutek czego zawodniczki długie minuty spędziły w nerwowym oczekiwaniu na swój start.

Być może właśnie to rozkojarzyło Stephenie McPherson, która przy zejściu do bandy straciła równowagę i runęła jak długa na tartan. Tuż za nią biegła Russel, która nie miała żadnych szans na manewr i po chwili podzieliła los swojej koleżanki z reprezentacji Jamajki. Karambol obiegła Iga Baumgart-Witan, z kolei daleko z przodu, poza całym zdarzeniem biegła Justyna Święty-Ersetic.

Jako pierwsza do bandy, tuż przed Justyną zbiegła niespodziewanie Jessie Knight. Wydawało się jednak, że na końcówce Polka zrobi z Brytyjką to, co lubi najbardziej w takich sytuacjach – wyprzedzi bez mrugnięcia okiem. Tymczasem Knight z halową życiówką 53.16 – wbrew logice – nie dała się pokonać. Reprezentantka Wielkiej Brytanii wygrała z doskonałym PB 51.57. Nasza mistrzyni Europy z Glasgow, mimo że uzyskała swój drugi halowy czas w życiu (51.68), tym razem  musiała zadowolić się drugą lokatą.

Iga Baumgart-Witan była piąta z rezultatem 53.97. Warto dodać, że aktualnie na światowych listach przewodzi Amerykanka Wadeline Jonathas (51.32), druga jest Święty-Ersetic (51.37) a na trzecie miejsce wskoczyła sensacyjna zwyciężczyni z Müller Indoor GP, czyli Knight (51.57). W top 5 są aż 4 Europejki.

400 kobiet
1. KNIGHT Jessie (GBR) 51.57 PB
2. ŚWIĘTY-ERSETIC Justyna (POL) 51.68
3. DE WITTE Lisanne (NED) 53.25
4. BAUMGART-WITAN Iga (POL) 53.97
5. RUSSEL Jenieve (JAM) 60.87
6. MCPHERSON Stephenie Ann (JAM) DNF W Glasgow zobaczyliśmy również Klaudię Siciarz na 60 ppł (słabsze niż ostatnio - 8.16 i 4 miejsce), Katarzynę Sokólską na płaskie 60 m (7.44 i 6 miejsce) oraz Remigiusza Olszewskiego, który z wynikiem 6.73 nie przebrnął przez eliminacje 60 metrów.

 

PEŁNE WYNIKI MULLER GP GLASGOW 2020

fot. Marta Gorczyńska