Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Wspaniale, ale bez rekordu? - Kipchoge i Bekele pobiegną w Londynie!

Organizatorzy Virgin Money London Marathon dodali do składu męskiej elity kolejne wielkie nazwisko. Szykuje się epokowy pojedynek. 26 kwietnia obok rekordzisty świata Eliuda Kipchogego pobiegnie Kenenisa Bekele, drugi zawodnik w historii maratonu. W rozmowie z nami Kipchoge wspomina o rywalizacji z Etiopczykiem. Porównujemy też ich największe osiągnięcia. Walka zapowiada się wyśmienicie, tylko, czy faktycznie kibice mogą liczyć na atak na najlepszy wynik wszech czasów?

We wtorek 14 stycznia po południu rozmawiałem z Eliudem Kipchogem (pełna treść wywiadu wkrótce). Zapytany wówczas o możliwość spotkania się na maratonie w Londynie z Kenenisą Bekelem odpowiedział wymijająco:

- Piękne w sporcie jest to, że można rywalizować z każdym. Czy chciałbym ścigać się z Kenenisą w Londynie lub Tokio? Tak, chociaż mój start w Tokio to skomplikowana sprawa, będę w stanie go potwierdzić dopiero widząc, jak idą mi przygotowania teraz. - mówił ważąc słowa. I dodał zaraz - Rywalizowaliśmy z Kenenisą nieraz, znamy się, to nie będzie dla mnie nowość. Będzie dobrze dla całego sportu, jeśli nadarzy się taka okazja.

Nadarzyła się.

Kipchoge i Bekele rywalizowali już ze sobą około 30 razy, zarówno na stadionie, w przełajach, jak i na ulicy. W ostatnich latach jednak niezbyt często - np. w Londynie w 2018 roku (gdzie wygrał Kipchoge, a Kenenisa był szósty) lub w Berlinie w 2017 roku (tam również zwyciężył Kenijczyk, Etiopczyk tego biegu nie ukończył). Generalnie na bieżni skuteczniejszy okazywał się Kenenisa, w maratonie zawsze górą był Eliud. Obydwaj biegacze są zawodnikami jednego menagera Josa Hermensa, występującymi w barwach NN Running Teamu. Jednak nie trenują wspólnie - Kipchoge szykuje się do imprez w miejscu, które zna od lat, czyli w Kaptagat, niedaleko Eldoret. Bekele najczęściej trenuje w swojej ojczyźnie - na płaskowyżach Sululty lub Sendafy.

Kwestia londyńskiego startu trzykrotnego mistrza olimpijskiego na piątkę i dychę rozwiązała się niejako po czasie. Na początku tego tygodnia ogłoszono nazwiska zawodników elity 40 edycji maratonu londyńskiego. Na liście był oczywiście Kipchoge, także drugi i trzeci w zeszłym roku: Mosinet Geremew oraz Mule Wasihun. Brakowało Bekelego i tylko niepotwierdzone plotki wskazywały na to, że sprawa się może zmienić. W czwartek późną nocą na oficjalnym profilu imprezy pojawiła się jednak grafika z Etiopczykiem zapowiadająca jego start. Dzięki temu w Londynie zobaczymy 1, 2, 4 i 8 zawodnika wszech czasów na królewskim dystansie. Jednak uwaga wszystkich zwrócona będzie na dwójkę Kipchoge-Bekele.

Eliud Kipchoge nie przegrał biegu od września 2013 roku. W swoich ostatnich trzech startach poprawił rekord świata w Berlinie (wrzesień 2018), zwyciężył właśnie w Londynie (kwiecień 2019), wreszcie podczas próby INEOS 1:59 w Wiedniu rozprawił się z magiczną granicą dwóch godzin (październik 2019). Możliwości mistrza olimpijskiego z Rio wydają się nieograniczone.NNMediaWeek20_035.jpgO ile Kipchoge jest żywą legendą biegów ulicznych, o tyle Bekele zapisywał historię lekkiej atletyki na bieżni. Etiopczyk w czerwcu kończący 38 lat, to rekordzista świata na dystansach 5000 i 10000 m, który jednak najszybsze biegi na stadionie ma dawno za sobą. Od 2014 roku próbuje swoich sił w maratonie, ale do zeszłego roku rzadko kiedy udało mu się przeprowadzić pełen cykl przygotowań bez żadnej kontuzji. Zdarzało mu się też nie kończyć biegów - jak np. w Amsterdamie rok temu. Tym bardziej zadziwił wszystkich, gdy w samotnej walce z czasem podczas wrześniowego maratonu w Berlinie otarł się o epokowy wyczyn Kipchogego. Jego 2:01:41 było zaledwie dwie sekundy wolniejsze od oficjalnego rekordu świata. Mówił wtedy, że nie poddaje się i podejmie kolejną próbę.

- Czekam, byśmy mogli się ponownie z Eliudem ścigać. Stoczyliśmy już wiele wspaniałych bitew - powiedział teraz odnośnie londyńskiego spotkania z kenijskim rywalem.

Czy World Record jest więc w Londynie zagrożony? Trudno powiedzieć. Mimo tego, że stanie naprzeciwko siebie dwóch najszybszych maratończyków w historii, a dojdzie do tego jeszcze Wasihun i Geremew - czas zwycięzcy poniżej 2:01 czy nawet 2:02 nie jest pewnikiem. W przeszłości rekordy świata w maratonie padały raczej, gdy bieg ułożony był „pod" jednego zawodnika. Czasem przy wyrównanej stawce (i dodatkowych ustaleniach menagerów, o których kibice się nie dowiadują) walka rozgrywana jest nie z pełnym ryzykiem - na rekord, ale na miejsca. Zawodnicy czołówki nie forsują sami tempa, by zostawić sobie siły na ewentualną końcówkę.

Podobną rezerwę, co do rekordowych deklaracji na Londyn - wyczułem w głosie 35-letniego już Kipchogego we wtorek 14 stycznia, a więc dwa dni przed ogłoszeniem, że Bekele w Londynie wystartuje. Być może Eliud miał już wtedy na myśli swojego przeciwnika i ich pojedynek.

- Teraz skupiam się tylko na przygotowaniach do tego maratonu ale nie planuję biegu na rekord. Myślę o tym, by coś tam osiągnąć - powiedział mi dyplomatycznie zawodnik, któremu w historii dystansu udało się przecież osiągnąć już wszystko.

 

Fot. NN Running Team