Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Sypnęło rekordami w grudniu - relacja z maratonu w Walencji

W biegu na 10 km towarzyszącym zmaganiom maratończyków w Walencji najlepszy rezultat w historii - 26:38 uzyskał Ugandyjczyk Joshua Cheptegei. Na dystansie 42,195 km nowe imponujące rekordy trasy ustanowili Etiopczycy - wśród pań Roza Dereje 2:18:30, wśród mężczyzn Kinde Atanaw Alayew 2:03:51. Drugi na mecie Kaan Kigen Ozbilen pobił zaś rekord Europy z czasem 2:04:16. Bardzo dobrze pobiegł Yared Shegumo, który wrócił do ścigania po kontuzji i do tego z najlepszym tegorocznym rezultatem w kraju: 2:11:39!

To była już 39. edycja maratonu w Walencji. Na starcie Trinidad Alfonso EDP Valencia Marathon stanęło około 25000 osób. Dla wielu ambitnych amatorów była to jedna z ostatnich szans na maratoński start w sezonie 2019, a że samo miasto przyciąga turystów z całego świata - do niedzielnej imprezy zarejestrowało się blisko 10000 obcokrajowców. Organizatorzy stanęli na głowie, by o rozegranych 1 grudnia zawodach było głośno. Jak podkreślali wielokrotnie hiszpańscy komentatorzy, Walencja jest miastem biegaczy, a sam maraton aspiruje do rangi Platinum Label World Athletics (aktualnie najwyższa liga biegów ulicznych na świecie).

Pogoda była dobra: 14-16 stopni Celsjusza przy wilgotności 69% i wiaterku 5 km/h. Malownicza i płaska trasa sprzyjała zarówno biegowym turystom, jak i ścigaczom czystej wody. Wyrównana elita zawodników robiła jeszcze większe wrażenie. Szykowano się na nowe rekordy trasy - zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. Dotychczas wynosiły one odpowiednio: 2:21:14 oraz 2:04:31. W Walencji biega się jednak szybko nie tylko w maratonie.

Najszybszy na Ziemi - 26:38 Joshuy Cheptegeiego

Organizatorzy niedzielnej imprezy zdawali sobie zapewne sprawę, że o rekord świata w maratonie będzie trudno, jednak mieli nie byle jakiego asa w rękawie. Równo o 8:30 wystartowały biegi na dwóch dystansach - 42,195 i 10 km. Na tym drugim o rekord świata (EDIT: formalnie do tego roku notowało się tylko najlepsze czasy w historii) starał się Joshua Cheptegei. Ugandyjczyk, który jest już jednym rekordzistą na 15 km, ma wspaniały sezon. Wiosną w Aarhus zwyciężył w przełajowych MŚ, latem triumfował w klasyfikacji Diamentowej Ligi na 5000 m, a dwa miesiące temu wygrał MŚ na stadionie na 10000 m. W Walencji miał do pomocy 3 pacemakerów.

Na półmetku biegł już równo z ostatnim z nich, a międzyczas 13:23 zwiastował, że 9-letni rekord Leonarda Komona z Utrechtu (26:44) będzie wisiał na włosku. Ugandyjski długodystansowiec pokonując samotnie drugie 5 km wydawał się mieć wszystko pod kontrolą. Biegł długim swobodnym krokiem, delikatnie przyspieszył kolejne 2 km do tempa 2:35-2:38. Gdy wpadał na ostatnią prostą jeszcze spojrzał na zegarek, jak gdyby nie ufał oficjalnym pomiarom. Czas na mecie: 26:38 daje mu średnią lekko poniżej 2:40.0 na każdy pokonany kilometr.chepteg.jpgW wywiadzie po swoim wyczynie zawodnik elitarnego NN Running Team (grupa, w której trenuje m.in. Eliud Kipchoge) przyznał, że mimo dobrych przygotowań w ostatnim tygodniu lekko stracił wiarę w rekord. Na treningach w Walencji, jak twierdził, dopadła go jakaś alergia i przyplątała się grypa. Tym bardziej moment wbiegnięcia ne metę niedzielnego wyścigu powinien zapisać się w jego pamięci.

Kobiety biją rekord siedem razy

Wśród pań na starcie stanęło kilka zawodniczek legitymujących się życiówkami poniżej 2:20, co samo w sobie jest najlepszą reklamą starań dyrektora sportowego i menadżerów z Walencji. Panie poruszały się ściśle otoczone przez pacemakerów i zawodników z imiennymi numerami elity. Niziutka mistrzyni świata i igrzysk z bieżni Kenijka Vivian Cheruiyot oraz trzecia w tym roku w Londynie Roza Dereje z Etiopii biegły czujnie, obydwie przyciskając mocno ramiona do tułowia, jak gdyby bały się kolizji w tłoku. Blisko znajdowały się też: wysoka Purity Rinoripo, Birhane Dibaba i wyglądająca na ich tle... na grubą Azmera Abreha (znana z Orlen Warsaw Marathon).

Jeszcze na 30-kilometrze grupa była zwarta. Losy maratonu rozstrzygnęły się dosłownie na ostatniej, pokrytej niebieskim dywanem, prostej. Najszybciej na mecie usytuowanej w pobliży futurystycznego City of Arts and Sciences pojawiła się Dereje - i do tego z nowym rekordem trasy 2:18:30. Kilka metrów za nią znalazła się Abreha, nieco dalej Dibaba, która chyba przespała okazję do wcześniejszego ataku. Lepiej od starego rekordu maratonu w Walencji pobiegły jeszcze Cheruiyot, Worku, Gurmesa oraz Rinoripo. Dziesiąta zawodniczka rywalizacji wykręciła 2:24:14.

Najlepsze kobiety (wyniki nieoficjalne)
1. Roza Dereje (ETH) - 2:18:30 (Rekord trasy)
2. Azmera Abreha (ETH) - 2:18:33
3. Birhane Dibaba (ETH) - 2:18:46
4. Vivian Cheruiyot (KEN) - 2:18:52
5. Zeineba Yimer Worku - 2:19:27
6. Worknesh Edesa Gurmesa - 2:20:23

Debiut na rekord, rekord Europy i szybki powrót Yareda

Bieg panów trudno nazwać równym. 4 pacemakerów to przyspieszało, to zwalniało. Szczególnie widoczne to było w okolicach punktów nawodnienia, gdy stawka rozciągała się znacznie, a Afrykańczycy zderzali się i zatrzymywali podejmując swoje odżywki - by po kilkuset metrach wrócić do tempa 2:52-2:56/km. Tak czy siak do półmetka docierała grupa wciąż około 20 zawodników, na której tyle trzymał się były rekordzista Europy Sondre Nordstad Moen (PB: 2:05:48). Norweg wydawał się celować w odzyskanie miana najszybszego na Starym Kontynencie, tym bardziej, że biegacze zameldowali się na 21,097 km w czasie około 1:02.00.

Jednak oprócz sympatycznego Skandynawa w peletonie znajdował się jeszcze urodzony w Kenii Turek Kaan Kigen Ozbilen i to on był w niedzielnym biegu bardziej aktywny. Za jego sprawą tempo zaczęło jeszcze bardziej skakać, a gdy po zejściu ostatniego z pacemakerów Ozbilen szarpnął ponownie, w walce zostało ośmiu zawodników. Moen miał na 32 kilometrze stratę niecałych 20 metrów, jednak 5 minut później pozostało mu już tylko utrzymywanie kontaktu wzrokowego za oddalającą się czołówką.

Do tej chwili najlepiej w stawce prezentował się Etiopczyk Guye Idemo Adola, drugi za Kipchogem podczas maratonu w Berlinie w 2017 roku, brązowy medalista tegorocznych MŚ w półmaratonie (maratońskie PB 2:03:46, które jest najlepszym oficjalnym czasem debiutanta w historii). Ale to jego rodak Kinde Atanaw Alayew najpierw zachęcił gestami rywali do wyjścia na czoło wyścigu, potem sam przupuścił decydujący atak. Trójkę między od 37 a 39 kilometrem pokonał w dobry rytmie w 8:25 (2:50+2:48+2:46) i zrobiło się za nim cicho. W oddali widać było wykrzywionego, ale walczącego o rekord Europy Ozbilena oraz tracącego jeszcze bardziej dystans wysokiego Adolę.metawalencja.jpg Atanaw, który w Walencji oficjalnie ukończył swój pierwszy maraton, uzyskał jak na debiutanta fantastyczne 2:03:51. Za linią mety uszczęśliwiony wyciągnął zza koszulki obrazek se świętą rodziną i pozował z nim do zdjęć, zasłaniając nawet logotypy sponsorów na wielkiej tablicy z napisem „Course Record".

Niemniej radosny wydawał się być drugi na kresce Ozbilen, który wynikiem 2:04:16 poprawił o blisko minutę wyczyn Mo Faraha i został nowym rekordzistą Europy. Z kolei Moen dotarł do mety na niezłym 7 miejscu z czasem 2:06:17, jednak wygląda na to, że ryzyko pójścia mocno z czołową grupą Norwegowi - który początek sezonu spędził na leczeniu kontuzji - się nie do końca opłaciło (druga połówka w 1:04:16).

Najlepsi mężczyźni (wyniki nieoficjalne)
1.Kinde Atanaw Alayew (ETH) – 2:03:51 (Rekord trasy)
2.Kaan Kigen Ozbilen (TUR) – 2:04:16 (Rekord Europy)
3.Guye Idemo Adola  (ETH) – 2:04:42
4. Abebe Negewo Degefa (ETH) - 2:04:51
5.Philemon Kacheran Lokedi 2:06:04
6. Ashenafi Moges Weldegiorgis - 2:06:12

Bardzo dobrze w Hiszpanii pobiegł Yared Shegumo. Tym bardziej, że jeszcze wiosną zmagał się z bolesnymi konsekwencjami pęknięcia kości krzyżowej. W maratonie w Walencji wrócił jednak do gry i to w dobrym stylu. Uzyskany wynik: 2:11:39 sytuuje go na czele list krajowych i choć do minimum olimpijskiego (2:11:30) zabrakło niewiele, jest duże prawdopodobieństwo, że urodzonego w Etiopii i od wielu lat reprezentującego Polskę zawodnika (m.in srebro ME w Zurychu), zobaczymy w Tokio.