Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Rambaldini cuda czyni, Dominika Stelmach Wicemistrzynią Świata
Mistrzostwa Świata wygrali Włoch: Allesandro Rambaldini i Brytyjka Charlotte Morgan. Druga wśród Pań była Dominika Stelmach. Najlepszym Polakiem (mężczyzną) był Bartek Przedwojewski, który ukończył bieg na 11 miejscu.

Panie

Od samego początku mocno ruszyły Brytyjki: Charlotte Morgan i Victoria Wilkinson. Ale Dominika Stelmach nie odpuszczała. Po pierwszej połowie miała tylko 23 skunedy straty do prowadzącej Morgan. Na drugiej "pętli" nic nie straciła a nawet sekunde zyskała, mijając po drodze słabnącą Wilkinson.

Trasa pierwszej i drugiej pętli nie pokrywały się dokładnie, różniły się podbiegiem. Trudno powiedzieć, czy to narastające zmęczenie, czy jednak trudniejszy drugi podbieg sprawiły, że czasy drugiej pętli były wyraźnie wolniejsze, w przypadku Dominiki i Charlotte były to prawie trzy minuty.

Jednak pozostałe zawodniczki traciły jeszcze więcej, kolejna za Dominiką zawodniczka miała do niej po pierwszej połowie ponad 40 sekund straty a na mecie ponad 1min40sek. Jak widać, w Karpaczu liczyły się praktycznie tylko dwie zawodniczki: Morgan i Stelmach.



Msc Nr Zawodniczka Kraj Wynik
1 27 MORGAN CHARLOTTE GBR 03:08:26
2 36 STELMACH DOMINIKA POL 03:08:48
3 32 RAMPAZZO SILVIA ITA 03:10:33
4 44 DRAGOMIR DENISA IONELA ROU 03:12:12
5 24 WILKINSON VICTORIA GBR 03:14:02
6 5 KOBLMÜLLER SANDRA AUT 03:19:26
7 55 BRACY ADDIE USA 03:19:46
8 56 BRASOVAN ASHLEY USA 03:19:47
9 18 KRCHOVÁ ZUZANA CZE 03:21:00
10 6 ZIPSER KATHARINA AUT 03:21:46





18 39 SOLIŃSKA KATARZYNA POL 03:26:13
23 38 WYWŁOKA PAULINA POL 03:29:21
25 40 GOLBA KATARZYNA POL 03:31:56

Panowie


Wśród mężczyzn Alessandro Rambaldini, pomimo Mistrzostwa Świata z 2016 roku mógł chyba nie być traktowanym jako "poważny faworyt". Patrząc na wyniki z bieżni jego głównych konkurentów wydawało się, że karty rozdawać będą Amerykanie. I tak było przez ponad połowę wyścigu, kiedy prowadził Andy Wecker, (odpowiednio 28:52 i 13:41 na 5 i 10 tys m kilka lat temu) i jak cień podążał za nim Joe Gray (jeszcze mocniejszy na bieżni). Nie po raz pierwszy okazało się jednak, że w górach te stadionowo-uliczne umiejętności nie decydują (choć często są bardzo dobrym wskazaniem na zwycięzcę, zwłaszcza w biegach typu alpejskiego). Rambaldini wyprzedził Wackera przed drugim podbiegiem na śnieżkę i właściwie niezagrożony dobiegł do mety.

Bartek Przedwojewski zrobił wynik o 3 minuty lepszy niż w zeszłym roku ale nie był z siebie zadowolony, zwłaszcza, że przez pierwsze kilometry biegł właściwie ramię w ramię z Rambaldinim i był piąty po pierwszej połowie.

Rambaldini i jego występ wymagają pewnego komentarza. Po pierwsze, w porównaniu choćby do Amerykanów to truchtacz amator (5 i 10 tys m odpowiednio: 15:28, 31:34). W 2015 roku pobiegł półmaraton w czasie 1:07:55, potem na Mistrzostwach Świata WMRA w 2015 roku był na 12 miejscu. Ale już rok później zmiótł konkurencję wygrywając bardzo mocno obsadzone zawody w ramach Mistrzostw Świata w Podbrdo na Słowenii. Opisywaliśmy to szerzej w związku ze startem Marcina Świerca i jego niesamowitym tempem na zbiegu [link], gdzie na końcowym odcinku był najszybszym ze wszystkich zawodników....poza Rambaldinim. Bo trzeba przyznać, że to co potrafi zrobić Rambaldini na zbiegu wykracza poza zwykłe ludzkie umiejętności, nawet bardzo dobrych biegaczy.

W Karpaczu, Rambaldini minął Wackera około 10-11 km przed metą, z czego ostatnie 9 to zbieg. Na tym odcinku wyprzedził go o 6 minut ! Oczywiście prawdopodobnie Wecker po prostu przegiął z tempem bo wyprzedził go nie tylko Rambaldini ale jeszcze trzech zawodników, ale tak czy inaczej to różnica warta zwrócenia uwagi.

Kolejną sprawą, a może powinienem o niej napisać przede wszystkim, jest fakt, że Rambaldini jako praktycznie JEDYNY zawodnik spośród kobiet i mężczyzn z pierwszej dziesiątki (mężczyzn dotyczy to przynajmniej 23, dalej nie sprawdzałem) praktycznie w ogóle nie zwolnił na drugiej połowie. Jego czas pierwszego odcinka to 1:19:20 a drugiego 1:19:58, czyli tylko 0,8% różnicy, podczas kiedy w przypadku Dominiki i Charlotte było to około 3%, a w przypadku Bartka Przedwojewskiego prawie 10% (pierwsza i druga "pętla" odpowiednio: 01:20:18 i 01:27:58). Można sobie wyobrazić, że 9 km zbieg ze Śnieżki potrafi dać w kość i pod koniec mięśnie zaczynają odmawiać posłuszeństwa, ale jak widać w przypadku Rambaldiniego były w znakomitej formie do końca.

Na koniec, ten bieg (podbieg i zbieg ze Śnieżki) jak mało który pozwalał na zaplanowanie biegu, a nawet utrzymanie stałej intensywności wysiłku. Jak pewnie czytelnicy wiedzą (a jeśli nie wiedzą) na Śnieżkę wiedzie kamienna "autostrada" (z jakiegoś powodu w Sudetach tego typu rozwiązania są stosowane, podobnie jest na Szrenicy, choć wpływa to bardzo negatywnie na estetykę gór).


Bartek Przedwojewski na autostradzie.

W biegu ulicznym mięśnie pracują zawsze mniej więcej w ten sam sposób, podczas kiedy w biegu górskim inaczej pracują na podbiegu a inaczej na zbiegu. To oczywiście banał, który rodzi jednak pewne konsekwencje. Otóż nie każdy potrafi biec w dół na podobnym co pod górę zmęczeniu (mierzonym chociażby tętnem). Oczywiście pewnie znajdą się zawodnicy, którzy powiedzą: pod górę biegnę mocno a w dół odpoczywam. Tylko, że to były Mistrzostwa Świata, tutaj nikt w dół nie odpoczywa jeśli myśli o dobrym miejscu. Dlatego myślę, że przewagę mieli w tym biegu Ci, którzy bardzo równo sobie tą intensywność zaplanowali, wiedzieli na co ich stać zarówno na podbiegu jak i na zbiegu.

Nie wiemy jak męczył się Rambaldini, ale wiemy, że był już w Karpaczu kilka dni wcześniej, obiegiwał trasę i wcale bym się nie zdziwił, gdyby poziom zmęczenia miał dobrze skalkulowany, zwłaszcza, że jego trener Claudio Amato wydaje się być bardzo analityczny.

Po biegu Rambaldini powiedział:

"Nie spodziewałem się zostać zwycięzcą, ponieważ zawodnicy byli bardzo mocni. Nie ruszyłem za Amerykanami na pierwszym podbiegu, nie chciałem ryzykować i próbowałem kontrolować. Na drugim podbiegu dogoniłem Krupicke i znalazłem środki, by "odlecieć" w na długim zbiegu do końcu trasy. Prawdę mówiąc, czułem, że poddam się przed szczytem, ale w końcu starałem się jak mogłem i to była moja zwycięska strategia." - źródło http://wmra.ch/

Jako ciekawostkę możemy porównać jak męczyli się dwaj zawodnicy, którzy wrzucili swoje biegi na Stravę, obydwaj wrzucili także wykresy tętna.

Pierwszy to Szwajcar Pascal Egli, trzeci na przedstartowych listach wg ITRA General.
Drugi, to Brytyjczyk Murray Strain.

Szwajcar mocno ruszył od początku (na pierwszych kilometrach tętno dochodziło do 185) i widać, że potem odpoczywał, tętno na zbiegu momentami 160.
Brytyjczyk trzymał tętno stosunkowo równo, czerwona linia to tętno Szwajcara, zielona Brytyjczyka.
Po pierwszej połowie Szwajcar był 8, tracąc do lidera 2:50, a Brytyjczyk 15, tracąc 3:23. Na mecie 8 był Brytyjczyk (strata 7:11, w którymś momencie wyminął też Bartka Przedwojewskiego) a Szwajcar 17 (strata 11:32).



Wiem, że zawody to zawody, emocje, ale myślę, że część zawodników przekalkulowała to co się dało przekalkulować. 

Msc Nr Zawodnik Kraj Wynik
1 142 RAMBALDINI ALESSANDRO ITA 02:39:18
2 119 KRUPIČKA ROBERT CZE 02:40:55
3 172 GRAY JOSEPH USA 02:41:02
4 121 ČÍPA JIŘÍ CZE 02:44:28
5 175 WACKER ANDY USA 02:45:21
6 165 SCHMID JONATHAN SUI 02:45:37
7 155 ZINCA IONUT ALIN ROU 02:46:07
8 127 STRAIN MURRAY GBR 02:46:30
9 117 FEJFAR ONDŘEJ CZE 02:46:50
10 171 COSTALES ANTHONY USA 02:47:17





11 147 PRZEDWOJEWSKI BARTEK POL 02:48:16
18 149 RZESZÓTKO MARCIN POL 02:51:05
36 151 LEŚNIAK KAMIL POL 03:01:20