Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Treningi w izolacji - jak radzą sobie wyczynowcy?

Jak w czasach zarazy radzą sobie czołowi biegacze? Nasi kandydaci na igrzyska olimpijskie, które mają się według zapewnień MKOl odbyć planowo - planowo starają się też trenować. W rozmowach z nami nie wydają się panikować. Małgorzata Hołub-Kowalik ćwiczy na dachu, Adam Kszczot wyciągnął trenażer, Arkadiusz Gardzielewski stawia na bieżnię mechaniczną, a Angelika Cichocka gania po lasach i w piwnicy. Wielu biegaczy wrzuca do sieci zdjęcia i filmiki, które pokazują, że mimo ograniczeń, nie zarzucają swoich aktywności.

Pandemia koronawirusa dotyka wiele krajów, społeczności i gałęzi gospodarki. Nie sposób udawać, że życie toczy się po staremu. Dramatyczne wydarzenia i atmosfera paniki napędzają się nawzajem. Jednak na wielu obszarach ludzie starają się realizować nadal swoje plany zawodowe i pasje. Również w sporcie wyczynowym.

Lecimy dalej - według (jakiegoś) planu

Międzynarodowy Komitet Olimpijski 17 marca wyraźnie podtrzymał decyzję o planowym rozpoczęciu igrzysk. Thomas Bach, przewodniczący MKOl namawia sportowców do dalszych treningów. W obliczu skurczenia się kalendarza imprez - na dniach mają być ogłoszone nowe terminy olimpijskich kwalifikacji i zmian reguł ich uzyskiwania w większości dyscyplin, w tym w lekkiej atletyce. Na późniejsze daty przełożono wiele ważnych zawodów (jak HMŚ, MŚ w półmaratonie, azjatyckie mityngi Diamentowej Ligi), a organizację innych (np. wszystkich imprez mistrzowskich PZLA) zawieszono. Igrzyska mają wystartować 24 lipca.

Niepewność o jutro, jak i epidemiologiczne obostrzenia, które w różnych krajach zaczęły obowiązywać z dnia na dzień, dotknęły sport. Na stronie World Athletics opisane są historie wybranych lekkoatletów ze światowej czołówki, którym pandemia pokrzyżowała plany przygotowań wiosennych. W jednych państwach wprowadzane są różne formy zakazu przemieszczania się, w innych większych utrudnień na razie nie ma. W Polsce, zamknięte jest szkolenie centralne i główne ośrodki sportowe. Z tego punktu widzenia najtrudniej mają ci polscy sportowcy, którzy powrócili w trybie awaryjnym z zagranicznych zgrupowań i muszą pozostać w domowej kwarantannie.

Na sporcie świat się nie kończy. Mimo to trzeba przyznać, że nie jest to sytuacja łatwa, zarówno logistycznie, jak i psychologicznie. Lekkoatleci, w tym biegacze, którzy za cel sezonu 2020 stawiali sobie olimpijskie kwalifikacje i występ w Japonii, nie składają jednak broni. Przyjrzyjmy się, jak radzą sobie Polacy.

Kaszubskie ostępy i bieżnia mechaniczna

Angelika Cichocka, która w marcu miała pierwotnie trenować na płaskowyżu w Kenii, musiała zostać na rodzinnych Kaszubach. Mistrzyni Europy z Amsterdamu na 1500 m, wracająca do biegania na wysokim poziomie po latach kontuzji, nie załamała się kolejnym utrudnieniem. - Sama odwołałam swój wylot do Afryki, zanim wprowadzono zakaz podróży zagranicznych. Ale nastawiłam się, że zaplanowany obóz się odbywa. Trenuję dwa razy dziennie, niemal w pełni udaje mi się realizować założenia. Rano biegam po okolicznych lasach, które nigdy nie były zatłoczone. Dziś na przykład mam w planie 22 x 200 m. Po południu prowizoryczny trening siłowy robię w domowej piwnicy albo korzystam tam z własnej bieżni mechanicznej.

Również z bieżni mechanicznej w domu zamierza skorzystać Arkadiusz Gardzielewski, multimedalista MP w biegach długich (PB w maratonie: 2:11:34). Właśnie kończy zagraniczne zgrupowanie:

- Po powrocie do Polski będę starał się zorganizować sobie bieżnię mechaniczną do trenowania, ze względu na kwarantannę, która mnie czeka. Jeśli sąsiedzi nie będą wzywali policji ze względu na kilka godzin warkotu - to być może uda mi się zrealizować jakiś trening. W razie problemów czeka mnie roztrenowanie. Nawet jeśli do niego dojdzie, wykorzystam również ten czas do wzmocnienia aparatu ruchu, co może zaowocować na jesieni.

Na dachu u Małgosi

Biegacze średnio oraz długodystansowi jako podstawę swojego specyficznego treningu traktują oczywiście dłuższe wysiłki. Nawet tempowe sesje na tartanie mogą być z powodzeniem zastąpione bieganiem w terenie. Pandemia koronawirusa znacznie bardziej utrudnia funkcjonowanie sprinterom. W wielu miejscach w Polsce zamknięte są nie tylko siłownie, ale i stadiony, a więc uniemożliwiony dostęp do bieżni.

- Jeśli chodzi o mnie, to zaplanowane zgrupowania były w górach i chyba chwilowo tego najbardziej mi brakuje. Staram się jednak jakoś sobie radzić - jak wszyscy. Raz dziennie mogę wejść na stadion, wiec jestem w stanie wykonać główne jednostki. Chwilowo jeszcze warunki pogodowe na to pozwalają, ale z tego co wiem, pod koniec tygodnia mają pojawić się ulewy i przymrozki - i wtedy będzie problem. Z trenerem wymyślamy dużo różnych nowych ćwiczeń m.in na gumach. Popołudniami muszę wykonywać trening w terenie, ale jak na razie bardzo mi się to podoba - relacjonuje nam Małgorzata Hpłub-Kowalik.Medalistka MŚ i rekordzistka Polski w sztafecie 4x400 m uskutecznia urozmaicony trening. Wyciągnęła nawet na dach swojego domu płotki lekkoatletyczne i na nich ćwiczy. Biega dużo poza stadionem. Przyznaje, że poznaje nowe biegowe ścieżki i żartuje, że niedługo pozna Koszalin na nowo.

- Przebywam więcej czasu z naturą, a to podobno uspokaja i w tym momencie jest mi bardzo potrzebne. Siła biegowa w lesie, tlen wokół zbiornika retencyjnego, zabawa biegowa na polach, wybieganie na strefie ekonomicznej - mam takie atrakcje. Na razie się nie nakręcam. Cieszę się z tego, że jestem zdrowa i mogę trenować. Przebywam więcej z rodziną, na co zawsze brakowało czasu. Szukajmy pozytywów. Mam problem z fizjoterapeutami na miejscu, ale od czego ma się męża - tez może pomóc. Zresztą zrobiliśmy z nim w weekend  konkurs na pompki, w których jestem bardzo słaba i teraz już planuję zrobić ich dwa razy tyle. Idzie mi coraz lepiej.

Nowe miejsca do biegania i nowe środki treningowe są odstępstwem od mistrzowskiej rutyny. Nie muszą jednak oznaczać od razu końca marzeń o wynikach - mogą stać się impulsem do rozwoju.

Na pewno wielu wyczynowców potrafi z nowej sytuacji żartować. Paul Chelimo (poniżej po lewej), wicemistrz olimpijski na 5000 m, wrzucił na swoich mediach społecznościowych krótki filmik, gdzie widać, jak stara się biegać w domowej wannie. Artur Kozłowski (poniżej po prawej), aktualny mistrz Polski w półmaratonie, pochwalił się na Instagramie zdjęciem z workami opału i podpisem: „Wrzucenie dwóch ton ekogroszku to ile w przeliczeniu na kilometry? Myślicie, że 10km mogę wpisać do dzienniczka?"

Na kwarantannie u Kszczota

- Po ośmiu dniach zakończyło się nasze zgrupowanie we Flagstaff. To o jakieś 18 dni za krótko na obóz wysokogórski - mówi nam Adam Kszczot, który miał szlifować swoją formę na zgrupowaniu w Arizonie, na wysokości 2100 m n.p.m. - Ale musieliśmy tak zrobić, bo wszystko wskazywało na to, że będzie coraz trudniej wrócić do domu i rodziny. Nie chcieliśmy we Flagstaff spędzać następnych dwóch miesięcy, zresztą tuż po naszym wylocie zamknięto w naszym ośrodku stołówkę i siłownię, więc trening byłby i tak utrudniony, Teraz zostaje mi kwarantanna.

W odosobnieniu nasz podwójny wicemistrz świata ma przebywać jeszcze 11 dni. Na razie łodzianin aklimatyzuje się do polskiego czasu i małej wysokości nad poziomem morza.

- O ósmej rano byłem dzisiaj zombie, kilkanaście razy przestawiałem budzik - śmieje się najbardziej utytułowany w kraju 800-metrowiec. - Idzie trening na trenażerze, chociaż pedały odmówiły mi posłuszeństwa... Są piłki lekarskie, gumy, mata do ćwiczeń. U mnie bieżnia elektryczna nie weszła przez drzwi windy. Nie mogę wyjść pobiegać na zewnątrz.

W głosie Kszczota słychać niepokój. Według niego szanse na to, że igrzyska odbędą się w terminie, są nikłe. Podejrzewa, że dopiero w maju zapadnie finalna decyzja dotycząca ich rozegrania.

- My sportowcy nie pękamy - dodaje za chwilę. - Robimy wszystko, żeby wykonywać trening, żeby spokojnie zacząć jakiś inny rodzaj przygotowanń. Korzystam w domu ze sztucznej hipoksji, ale nie namiotu, który odseparowałby mnie już zupełnie na długie godziny od ludzi i świeżego powietrza, tylko z maseczki. Dochodzę do saturacji, czyli natlenienia krwi, na poziomie 80% - podsumowuje olimpijczyk z Londynu i Rio de Janeiro.

Bieganie w czasach zarazy? Na razie brak przeciwwskazań.

Wydaje się, że sportowcy wyczynowi to nie szaleńcy, którzy za wszelką cenę chcą realizować swoje prywatne cele i ignorują obowiązujące zakazy. Próbują po prostu, jak każdy, odnaleźć się w nowej, szybko zmieniającej się rzeczywistości.

Jeśli nie przebywają na kwarantannie, trenują nadal na zewnątrz. Trzeba podkreślić, że w Polsce nie ma aktualnie (19.03) żadnych wyraźnych przeciwwskazań do przebywania na świeżym powietrzu i aktywności fizycznej wykonywanej w pojedynkę. Ewentualne dalsze restrykcyjne ograniczenia życia społecznego (jak to ma miejsce we Włoszech czy Francji) są bardziej związane z ograniczaniem rozprzestrzeniania się wirusa - a nie tym, że nagle spacer czy bieganie stały się same w sobie zachowaniami ryzykownymi dla zdrowia jednostki.

Jeśli aktywność jest prowadzona świadomie przez osoby zdrowe, a do tego przestrzegające obowiązujących wskazań (WHO, Ministerstwa Zdrowia), może okazać się korzystniejsza niż całkowita izolacja. Naukowcy podkreślają zresztą, jak negatywny w dobie koronawirusa jest całkowity brak aktywności dla przeciętnego człowieka.

Każdy z nas znajduje się obecnie w bezprecedensowym położeniu. Biegacze amatorzy nie są wyjątkiem. Przykład wyczynowców, dla których sport jest często bardziej pracą niż pasją, pokazuje, że można na bieżąco adaptować się do każdej sytuacji.

 

Fot. Archiwum prywatne zawodników, Marta Gorczyńska