Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Rostkowski w brazylijskiej telenoweli

Rostkowski w brazylijskiej telenoweli

Pojawiła się kolejna zmienna w równaniu z dwiema niewiadomymi, które zgotowali kibicom i zawodnikom PZLA oraz Tomasz Lewandowski. Naszymi czołowymi średniakami: Adamem Kszczotem i Marcinem Lewandowskim z ramienia federacji mógłby się zajmować były rekordzista Polski na 1500 m, doświadczony trener Piotr Rostkowski. Spytaliśmy obu stron konfliktu, jak również samego Rostkowskiego o to, jakie perspektywy rysują się na horyzoncie „Lewandowski Team". Brazylijska telenowela trwa.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: KTO TU CHCE DOBRZE? PZLA I LEWANDOWSKI BEZ POROZUMIENIA
„ŻADNYCH NEGOCJACJI NIE BYŁO" - ROZMOWA Z TOMASZEM LEWANDOWSKIM

Przypomnijmy, na przełomie roku, wskutek braku porozumienia pomiędzy trenerem Tomaszem Lewandowskim a Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki grupa, w której byli Angelika Cichocka, Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka, Adam Kszczot i Marcin Lewandowski, z dnia na dzień została formalnie bez szkoleniowca. Dwie pierwsze zawodniczki znalazły już nowych trenerów, nasi średniodystansowcy deklarują chęć dalszej współpracy z byłym opiekunem. Ten jednak, mimo prób mediacji z różnych stron, nie zgodził się na warunki kontraktu przedstawione przez PZLA.

Sytuacja wydaje się patowa, tym bardziej, że jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, nowe propozycje związku nie są korzystniejsze od poprzednich. Poza tym deklaracje rozwiązania sporu zmieniają się co chwila - najpierw mowa była, że do końca roku kontrakt zostanie podpisany, potem, że niejasności zostaną rozwiane 21 stycznia, wreszcie datę przełożono na 10 lutego, a dziś nie wiemy nadal oficjalnie, co jest grane. Zastój trwa, a zegar olimpijski tyka. Poniższy artykuł za chwilę będzie nieaktualny...

Rekordzista na horyzoncie

Na horyzoncie pojawił się jednak niedawno, akceptowany przez obydwie strony człowiek. Na giełdzie nazwisk opiekujących się z ramienia PZLA Marcinem Lewandowskim i Adamem Kszczotem - znalazł się Piotr Rostkowski (na zdjęciu tytułowym pośrodku). Były rekordzista Polski na 1500 m (PB 3:35.62) jest trenerem klasy mistrzowskiej, który skutecznie współpracował m.in. ze swoją żoną Anną (olimpijką z Pekinu, PB 1:58.72 na 800 m), a od kilku sezonów zajmuje się w KS SMS Szklarska Poręba młodzieżą (w jego grupie są medaliści mistrzostw Polski juniorów i juniorów młodszych).

Rostkowski jest osobą wyważoną i analityczną, wydaje się celnym strzałem, ale czy faktycznie może znaleźć aprobatę obu stron konfliktu? Spytaliśmy o to u źródła.

- Była faktycznie jedna taka opcja. To wszystko się cały czas dzieje, procedujemy w związku różne rozwiązania. Rozmowy się toczą – mówi wiceprezes PZLA Tomasz Majewski.

Mistrz olimpijski w pchnięciu kulą zajmuje się dzisiaj w związku sprawami organizacyjnymi i międzynarodowymi. Wydaje się nieco zmęczony zamieszaniem wokół grupy Tomasza Lewandowskiego i śmieje się, że jest w roku olimpijskim wiele ciekawszych rzeczy w polskiej lekkiej atletyce. Jednocześnie podkreśla, że Adam i Marcin mają aktualnie trenera.adammarcin.jpg - Najważniejsze, że chłopaki dogadali się z trenerem Lewandowskim, trenują na ustalonych wspólnie zasadach, więc nie są zostawieni sami sobie. Resztę oceniam jako sprawy techniczne. Jeśli chodzi o nagłośnienie całego problemu w mediach, to ja je rozumiem. Ale pamiętajmy, że związek nie produkuje zainteresowania, tylko medale - pół żartem pół serio podsumowuje Majewski. - I Kszczot, i Lewandowski wystąpili świetnie choćby na Copernicusie w Toruniu, dlaczego nie mieliby myśleć o medalach na igrzyskach? – dodaje wiceprezes.

Cała sprawa wydaje się zabawą w głuchy telefon. Majewski wypowiada się - jak gdyby problem był wyolbrzymiony i mówi niejako w imieniu prezesa PZLA Henryka Olszewskiego, który, co nie jest tajemnicą, nie pała sympatią (z wzajemnością) do Tomasza Lewandowskiego.

Jak ten ostatni zapatruje się na scenariusz, w którym medalistami mistrzostw świata miałby się formalnie opiekować Rostkowski?

- Jeśliby tak się stało, że mój kolega Piotr Rostkowski będzie wspierał mnie w trenowaniu mojej grupy, to jest to dla mnie świetna wiadomość! Występowałem już o to 8 lat temu do PZLA. Wprawdzie nie powiodło się, ale Piotr i tak bardzo mnie wspiera przez te lata - deklaruje Tomasz Lewandowski, zaraz jednak dodaje: -  Jakby to miało wyglądać, nie wiem. Nie znam szczegółów. Jeśli chodzi o mnie, to zdania nie zmieniłem i podtrzymuję, że chcę prowadzić moją grupę. Z punktu widzenia organizacji szkolenia najlepszym rozwiązaniem jest, bym był zatrudniony w PZLA. Ale to wymaga pewnych starań i decyzji po stronie związku.

Bardziej mediator

Wygląda na pierwszy rzut oka, że jest światełko w tunelu, a podstawowym problemem jest komunikacja. Wzajemny brak zaufania, czy też jego brak oraz wieloletnie zaszłości  (trener Lewandowski zawsze kroczył swoją ścieżką szkoleniową, którą nie do końca akceptowano) - wydają się na razie niestety dużo istotniejsze niż znalezienie wspólnego języka czy kwestie rozliczeń finansowych gwarantowanych kontraktem. Lewandowski czeka na uczciwą jego zdaniem propozycję, związek szuka rozwiązań, ale skupia się na razie, by wyjść z całej sytuacji, w swoim rozumieniu, z twarzą.

Sam Rostkowski może mieć problem, by rozciąć węzeł gordyjski. Spytaliśmy go jednak, czy są szanse, że jego osoba może jakoś pomóc w negocjacjach.

Sytuacja nie jest niestety prosta. Na tę chwilę nieco okrzepła i moja rola jest marginalna. Faktycznie miałem informację o możliwości podpisania kontraktu ze związkiem i zająć się formalnie treningiem Adama oraz Marcina. Przygotowałem się nawet na ewentualność wyjazdu na najbliższy obóz do USA, co musiałem skonsultować w szkole, gdzie pracuję i z Anią (żoną Piotra, na zdjęciu poniżej stoją razem po zawodach w 2008 roku - przyp. red.), która miałaby więcej obowiązków z prowadzeniem klubowej grupy treningowej.
Przez ostatnie lata, nie miałem praktycznie żadnej styczności z PZLA z uwagi na brak zawodników o odpowiednio wysokim poziomie sportowym. W tej chwili moja rola jako trenera zależy od rozwoju sytuacji. Jak zostało gdzieś wcześniej wspomniane, stanowię wariant B rozwiązania problemu. Od początku twierdzę, że to Tomek powinien się zająć treningiem zawodników. Nie wiem, czy Angeliki Cichockiej i Patrycji Wyciszkiewicz, bo tam być może sprawy zaszły za daleko.
Od 21 stycznia, gdy z obozu w RPA zadzwonił do mnie Marcin, aż do mityngu Copernicus Cup w Toruniu, odbyłem długie godziny rozmów. I z zawodnikami, i z Tomkiem Lewandowskim, wreszcie z przedstawicielami PZLA - Tomaszem Majewskim i Zbigniewem Rolbieckim. Zdawałem sobie sprawę, że mogę pomóc treningowo Marcinowi, bo w ostatnich latach często kontaktowałem się z jego bratem i konsultowałem niektóre treningowe plany. W przypadku Adama moja pomoc miałaby być bardziej organizacyjna, gdyż on od początku podtrzymywał chęć trenowania z właśnie z Tomkiem.
smsszklarska2.jpgRostkowski jest realistą, nie popada w huraoptymizm. Diagnozuje jednak przyczyny zaistniałej sytuacji i widzi perspektywy rozwikłania zamieszania.

Aktualnie rozwiązanie problemu zależy od PZLA i Tomka Lewandowskiego. W ogóle problemy i konflikt narastały od dłuższego czasu. Zabrakło chłodnej oceny sytuacji, podejścia bez emocji i odcięcia się od przeszłości. Wspólnego myślenia o celu. Może obu stronom zabrakło też na jakimś etapie cierpliwości, trzeźwego spojrzenia z boku. Było kilka rozwiązań, na które nikt nie wpadł… Choćby takie, że przy dużej grupie zawodników już wcześniej można było się zgodzić na obecność trenera asystenta.
Mimo wszystko ja byłem optymistą aż do 8 lutego. Na Copernicusie dowiedziałem się od pana Henryka Olszewskiego, prezesa PZLA, że sprawa rozmów związku z Tomkiem jest zakończona. Podobnie sprawę za zamkniętą uważał Tomek Lewandowski. Tu nie chodzi jedynie o pieniądze. PZLA twierdzi, że nie może zrealizować wszystkiego, czego chce trener Lewandowski, bo także ma ograniczenia. On z kolei jest idealistą, który chce iść swoją drogą i nie godzi się na kompromisy.
Co można zrobić teraz? Uważam, że zawodnicy i Tomek powinni skorzystać z oferty PZLA, uzupełnić ją środkami z innych źródeł, co w sumie da możliwość prowadzenia treningu i funkcjonowania na bardzo wysokim poziomie. Szanse podpisania mojego kontraktu są jednak teraz znikome. Mimo wszystko, jeśli jakkolwiek za moją sprawą uda się uporządkować sytuację, będzie super. Jeśli pomogę dwóm czołowym średniodystansowcom świata, będzie wspaniale. Liczę na rozładowanie emocji.
Niestety na razie wygląda na to, że nie ma zwycięzcy. W niekomfortowej sytuacji znalazł się związek, Tomek Lewandowski i przede wszystkim zawodnicy. Mają zaplanowane zgrupowania klimatyczne, ale brakuje ostatecznych rozwiązań i rozwiania niepewności. Wpadając na ostatnią prostą, w roku olimpijskim, nie można robić żadnych rewolucji...
Ktoś ten trenerski kontrakt musi podpisać. Zawodnicy mogą się dogadać prywatnie na współpracę z Tomkiem Lewandowskim, ale będąc szkolonymi w PZLA muszą mieć wyznaczonego zakontraktowanego trenera jako formalnego opiekuna. Rozmawiałem z nimi, widziałem ich w akcji na Copernicusie. Na razie radzą sobie świetnie w tej sytuacji.


Po zawodach w Toruniu 8 lutego zarówno Marcin Lewandowski, jak i Adam Kszczot pokazali świetną dyspozycję podczas kolejnego mityngu World Indoor Tour w Glasgow. Pierwszy uzyskał drugi wynik w historii polskiej LA na 1500 m, drugi zwyciężył bez problemów na 800 m. W brazylijskiej telenoweli, jak przedłużający się konflikt nazywa dziś Tomasz Lewandowski, to nasi średniodystansowcy sprawiają wciąż wrażenie największych profesjonalistów.