Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Bogusław Gierajewski - gdyby został w klubie, byłby trenerem rekordzisty świata
Czy coś wam mówi nazwa Sparta Kopenhaga? To klub sportowy w Danii. Czołowy lekkoatletyczny Duński klub. To właśnie w tym klubie rozwinęła się sportowa kariera byłego rekordzisty świata na 800m Wilsona Kipketera, który od 1990 roku studiował i mieszkał w Danii. Część czytelników wie, że trenerem Wilsona, właśnie w Sparcie był Polak, Sławomir Nowak. Mało jednak osób wie, że współtwórcą lekkoatletycznej potęgi Sparty był inny Polak, były rekordzista Polski na 400 m ppł Bogusław Gierajewski.


Bogusław Gierajewski, fot: bieganie.pl
 
Adam Klein - Jak rozpoczęła się Twoja współpraca ze Sparta Kopenhaga.

 
Bogusław Gierajewski - Oj, to bardzo długa historia, ale spróbuję opisać to bardzo krótko. Już w 1960 roku AZS Warszawa nawiązał kontakty ze Spartą, potem jeździliśmy do Kopenhagi wielokrotnie. W 1978 roku nawiązałem kontakt ze szwedzkim klubem Lidingo IF i rozpocząłem tam prace. Niestety oni nie wywiązali się ze zobowiązań załatwienia mi pracy w szkole sportowej na czym mi bardzo zależało. W tym samym czasie jeździłem często do Kopenhagi odwiedzać moich znajomych ze Sparty, i przypadkiem poznałem pewną atrakcyjną Ewę, która mieszkała w Danii już od 1958 roku. Zakochaliśmy się i postanowiliśmy być razem w Danii. Sparta w 2 tygodnie załatwiła mi pracę w szkole jako nauczyciel sportu, tak się tam nazywa w-f i postanowiłem przenieść się do Kopenhagi.
 
Czy Sparta była już wtedy silnym klubem ?
 
Absolutnie nie. Oba zespoły, kobiecy i męski były w III Lidze a tak naprawdę trenujących było w sumie 17 osób. Nie mniej, było kilka utalentowanych juniorek także było z kim pracować. Jeszcze tej samej jesieni 1978 roku awansowaliśmy do II Ligi no i poszła fama, że ja jestem zdolnym trenerem. Już pierwszej zimy przeszło do Sparty 5 zdolnych dziewcząt z innych klubów i kilku zdolnych 15-latkow.
 
Mieliście tam dobre warunki treningowe ?
 
Stadion miejski - był bardzo ładny ale tylko z 6-cio torową bieżnią. Utrudnieniem było też to, że trenowały tam 3 kluby a dodatkowo II liga piłki nożnej rozgrywała tam swoje mecze. Siłownia była całkiem dobra i tylko brakowało hali. Całe szczęście, że zimy w Danii są łagodne i mogliśmy trenować na tartanowej bieżni prawie przez cala zimę.

A jak ty porozumiewałeś się ze swoimi podopiecznymi ?
 
Wcześnie znalem angielski i szwedzki ale pracując w szkole byłem zmuszony do opanowania duńskiego. Chodziłem do bardzo specyficznej, intensywnej szkoły językowej, 3 razy w tygodniu Uczyliśmy się 15 zdań na pamięć w mowie i piśmie. Po każdych 7 dniach lekcyjnych były egzaminy i zaczynaliśmy nowy kurs. Było ciężko ale opłaciło się bo po praktycznie pół roku nauki zdałem egzamin państwowy dla cudzoziemców.
 
I jak wam szła praca treningowa w kolejnych latach?
 
Najpierw w 1979 roku jako zespoły awansowaliśmy do I Ligi a wszyscy moi zawodnicy poprawili życiówki, znowu doszło do naszej grupy kilkoro zdolnych zawodników. W 1980 roku nasza harówka treningowa przełożyła się na znacznie lepsze wyniki. Kobiety w swoim pierwszym roku w I Lidze zdobyły Drużynowe Mistrzostwo Danii a mężczyźni 2 miejsce. Indywidualne Mistrzostwa Danii tez zakończyły się dużym sukcesem m.in. w skoku w dal kobiet trzy pierwsze miejsca należały do nas. Chłopcy, juniorzy młodsi zdeklasowali inne drużyny w lidze juniorskiej, wśród nich było trzech, którzy później w swojej karierze pobili rekordy Danii seniorów.
 
Brałeś udział w planowaniu rozwoju klubu?

Już w 1979 roku przedstawiłem zarządowi klubu perspektywiczny plan, gdzie głównie chodziło o zdobycie pieniędzy na dalszy rozwój. Jedyna szansa, to było organizowanie różnego rodzaju biegów masowych, za udział w których uczestnicy płacili startowe. Pierwszy bieg - "Przełaj dookoła jez. Bagsvaerd" - był bardzo popularny i robiliśmy to w każdą Pierwszą sobotę miesiąca, następnie ruszył Maraton Kopenhaski. Rok później zorganizowaliśmy pierwszy w Danii "Bieg tylko dla Kobiet", którego 30-lecie obchodziliśmy w 2011 roku. Następnie wymyśliliśmy bieg sztafetowy 5 x 5 km, który obecnie jest ukazany za największy ( 125 000 uczestników) bieg na świecie. Po 30 latach rozwoju Sparta ma budżet ok. 33 mil koron, organizuje 17 różnych biegów, postawiła wspaniałą halą sportową i zbudowała dom klubowy przy stadionie gdzie mieszczą się biura klubu, lokal klubowy, siłownie i szatnie.
 
I zaczęliście sprowadzać trenerów z Polski, tak?
 
Rzeczywiście ! Ja nie bylem w stanie sam trenować tak dużą "stajnię". Po 1980 roku miałem pod swoja opieką 22 zawodniczki i zawodników, z których tylko jedna juniorka była brązową medalistką Mistrzostw Danii Seniorów. Pozostali byli mistrzami albo wicemistrzami kraju, jeżeli nie indywidualnie to w sztafetach lub drużynowo. Pojechaliśmy więc z prezesem do Warszawy i udało nam się zaangażować tyczkarza i trenera Wojciecha Buciarskiego. On miał grupę skoków a ja sprinterów, płotkarzy i sztafety. Teraz praca ruszyła na całego. Załatwiliśmy dostęp do całkiem dobrej hali, znalazły się pieniądze na obozy na południu Europy, masażyści itd. Zaczęto pisać o naszych sukcesach a jedna bulwarówka nazwala mnie " Mirakelmand fra Sparta" - Cudotwórca ze Sparty. Zostałem tez pierwszym etatowym trenerem krajowym.
 
Pracowałeś wtedy nadal w szkole? Byłeś w stanie to pogodzić?
 
Nie było lekko.... ale stało się szczęście w nieszczęściu ! Zostałem bezrobotnym ! Nadszedł do Danii niż demograficzny i zaczęto zwalniać nauczycieli. Na pierwszy plan poszli ci, którzy nie byli członkami związku zawodowego nauczycieli a ja byłem z racji wykształcenia członkiem związku akademików. Zostałem zwolniony, ponieważ bylem "overkvalificeret" czyli za wysoko wykształcony !!! Straciłem dobrze płatną prace w szkole ale otrzymywałem dosyć wysoki zasiłek plus bonusy płacowe z klubu. Zacząłem też pracować w innych klubach. W sumie był to świetny okres bo moglem prowadzić treningi 2 razy dziennie. Sparta jako mistrz kraju zaczęła uczestniczyć w Klubowych pucharach Europy w czasach kiedy ta impreza była dwudniowa i startowało do 23 klubów. Paradoks ale jako bezrobotny kupiłem 3 pokojowe mieszkanie. Dania to naprawdę kraj dobrobytu !!
 
A jak ułożyło się życie rodzinne ?
 
Pracowałem tak dużo, że moja zona wystąpiła o separację, dlatego właśnie kupiłem własne mieszkanie. Właściwie, to nie rozstaliśmy się w niezgodzie. Zostaliśmy "weekend lovers", kupiliśmy domek letni nad morzem i spędzaliśmy tam każdy wolny czas. Jeździliśmy też razem na wakacje. Było więcej zgody niż kiedy byliśmy małżeństwem.
 
Długo byłeś takim "bezrobotnym"?
 
W ramach bezrobocia skończyłem roczną szkołę handlową z myślą o przekwalifikowaniu się na biznesmena. Zaczynały się wtedy coraz większe możliwości w Polsce. Ale pewnego popołudnia zadzwonił telefon i prywatna szkoła z Roskilde zaproponowała mi pracę na okres 2 tygodni ponieważ mieli wymianę ze szkolą z Bieszczad. Spisałem się w tej roli tak dobrze, że zatrudnili mnie na pełny etat i....zaczęło się życie jak w Madrycie. Jeszcze lepsza pensja niż w poprzedniej szkole, wspaniała atmosfera, z jednej strony luz, bo to miało być wychowanie bezstresowe, ale z drugiej strony duża dyscyplina w wykonywaniu swoich obowiązków. Po roku "przerobiłem"  szkołę na sportową. Zdobywaliśmy mistrzostwa Danii szkół rok po roku a później także medale w siatkówce i koszykówce. Raptem stałem sie prawdziwym członkiem duńskiej klasy średniej. Zrezygnowałem z pracy w Sparcie ale pracowałem w małym klubiku w Roskilde. Zacząłem organizować wyjazdy Duńczyków do Polski a także Polaków do Danii.

To było właśnie wtedy kiedy do Sparty przyszedł Wilson Kipketer?

Tak, odszedłem wtedy ze Sparty właśnie na rzecz pracy w szkole w Roskilde, dostałem też ekstra pracę w klubie Hellas Roskilde i nie musiałem pędzić do Sparty 36 km. w dużym ruchu.

Nieco wcześniej, w 1991 roku, żeby poprawić nasz ranking w konkurencjach kobiecych ściągnęliśmy do Sparty Marię Kamrowską. Razem z nią przyjechał jej trener, potem mąż Sławek Nowak. No i teraz gdybanie, gdybym został w Sparcie to nie Sławek Nowak tylko ja zostałbym trenerem Wilsona, bo wcześniej prowadziłem chłopaka na 1:48,1 i dwie dziewczyny na 2:06,0 i 2:08,0 a Sławek przejąłby moją grupę sprinterek. Czy byłbym lepszym trenerem ? To znowu gdybanie ale Wilson był ogromnym talentem. Poza wiedzą mówiłem też tymi samymi językami co Wilson, angielskim i duńskim, a więc motywowanie byłoby jeszcze łatwiejsze niż dla Sławka.

Niestety stało się inaczej, trochę szkoda bo nigdy nie osiągnąłem wielkiego wyniku na skalę międzynarodową a z Wilsonem byłoby bardzo łatwo.
 
W tej właśnie szkole zakończyłeś swoją karierę zawodową?
 
Tak pięknie było przez 10 pięknych lat, bo raptem okazało się że ten związek prywatnych szkół nie przestrzegał statutu szkół prywatnych w Danii. Po półrocznej kontroli wszystkich 37 szkół dekretem parlamentu zostały tym szkołom zabrane, wysokie państwowe dofinansowania. Znowu zostałem bezrobotnym. Na szczęście Sparta przyjęła mnie z otwartymi ramionami na stanowisko konsultanta do spraw młodzieży i seniorów i tu doczekałem emerytury. Rozbudowałem ostatnimi laty rodzinny dom w Milanówku i ułożyłem sobie życie polsko/duńskie.

Dziękujemy za wywiad
(sylwetka Bogusława Gierajewskiego w Bazie PRO)


Poczet rekordzistów: od lewej: Paweł Januszewski - były rekordzista Polski na 400 mppł, Bogusław Gierajewski - były rekordzista Polski na 400m ppł , Robert Maćkowiak - były rekordzista Polski na 400m, Tomasz Czubak - obecny rekordzista Polski na 400m