Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Piotr Łobodziński - najlepszy polski towerrunner
Zajmując się biegami płaskimi, na bieżni, na ulicy, trochę w górach można nie zauważyć jakiegoś zjawiska, które dzieje się w innej sferze biegów. Biegi po schodach są zdecydowaną niszą ale jeśli ktoś w ciągu roku, praktycznie znikąd staje się czwarty zawodnikiem na świecie to to jest sprawa warta uważnego przyjrzenia się. Taki przypadek mamy właśnie w Polsce, w przypadku Piotra Łobodzińskiego.

Piotr dochodzi do siebie po złamaniu nogi, co nie przeszkadza mu już nieźle biegać. 27 maja, Piotr razem z Bartkiem Świątkowskim wystartują w 7 biegu SKY Run Berlin.

***

Piotr, biegałeś w Maratonie Warszawskim: 2006: 3:13:24, 2007: 2:59:18, to były czasy kiedy biegałeś jeszcze relatywnie słabo, jesienią 2008 planowałeś dopiero złamanie 35 minut na 10 km. Teraz jesteś o kilka poziomów wyżej. Co się przez te lata z Tobą biegowo, treningowo działo?

Jak udało Ci się dokopać do takich startych wyników?:) W porównaniu do obecnej dyspozycji to był rzeczywiście dość słaby poziom. Wynikał on głównie z braku treningu, ja wtedy prawie nie biegałem. Pamiętam, że do pierwszego maratonu przygotowywałem się 2 tygodnie, czego konsekwencją były tak ogromne "zakwasy" na łydkach i udach, że przez 3 dni miałem niezłe problemy ze schodzeniem po schodach. Po minięciu mety zarzekałem się, że był to pierwszy i ostatni raz, nigdy więcej maratonu, za bardzo boli. Ale za namową kolegi - Karola Galicza, że w drużynówce jako AZS Uniwersytet Warszawski będziemy wysoko, dałem się przekonać na drugą próbę w Warszawie rok później. Cel był prosty: złamać 3 godziny. Treningi trwały prawie miesiąc bazując na jakimś planie treningowym znalezionym w internecie. Pamiętam, że od 20km strasznie cierpiałem żołądkowo, ale z zaciśniętymi zębami i zgięty w pół, nie pijąc na trasie praktycznie nic dotarłem do mety, stając się "trójkołamaczem".

Rzucałem oszczepem, życiówka 51,60m i skakałem trójskok, chyba 12,36m.
A więc tak wyglądały początki mojego biegania. No może początki były w liceum, gdzie pod przymusem w-fisty jeździło się dwa razy w roku na przełaje do Białegostoku, pochodzę z Bielska Podlaskiego. Do sekcji lekkiej atletyki na UW trawiłem jakoś w 2006 roku, najpierw była sekcja siatkówki u Edwarda Skorka i ergometr wioślarski. Początkowo nie chciałem biegać. Rzucałem oszczepem, życiówka 51,60m i skakałem trójskok, chyba 12,36m. W końcu dałem się przekonać trenerowi sekcji LA Romanowi Stępniewskiemu i zacząłem startować w przełajach akademickich. Wówczas trenowałem 2-3 razy w tygodniu, ale bardzo nieregularnie i z dużymi przerwami. Najintensywniej biegałem od lutego do kwietnia, przygotowując się corocznie do Akademickich Mistrzostw Polski w Biegach Przełajowych. Maj to była już lekka na stadionie i z biegania przechodziłem na konkurencje techniczne. Potem wakacje, więc inne sporty, ale rekreacyjnie: tenis ziemny, rower, plażówka. Po prostu jakieś nudne było to bieganie dla mnie w porównaniu z innymi dyscyplinami, więc z obecnego punktu widzenia biegałem bardzo mało. Niemniej co z roku na rok podnosiłem swój poziom sportowy. Trenując zaledwie 3 miesiące w roku, do kwietniowych AMPów, a następnie mając 9 miesięcy przerwy. Jeszcze w październiku lekko biegałem, bo były jesienne warszawskie przełaje, każdego roku o dziwo zaczynałem swoje wiosenne przygotowania z wyższego pułapu i na coraz lepszych pozycjach kończyłem kwietniowe biegi przełajowe.

Przełomowym punktem był rok 2011 kiedy to nie przestałem trenować biegania w kwietniu, co zaowocowało niezłymi wynikami. Wachlarz moich startów był szeroki: w 2011 roku zadebiutowałem z powodzeniem na schodach, w biegach górskich brąz na Mistrzostwach Polski, a na asfalcie zrobiłem życiówkę na 10km - 32:28. Po prostu zacząłem regularnie trenować i przestało mi się to nudzić dzięki chęci rywalizacji, stałej poprawy poziomu sportowego i osiąganych wyników. Tak też zostało do tej pory, mam zamiar się jeszcze rozwijać. Plany na ten sezon mocno skomplikowała mi niestety poważna kontuzja. Pod koniec lutego biegając po parku, poślizgnąłem się na lodzie i złamałem kość strzałkową. 6 tygodni w gipsie, łącznie 8 bez biegania. Ale ostatnie 3 tyg mocnego treningu pozwoliły mi obronić 4 miejsce na schodach w Rondo 1, co potwierdza, że moją tezę, że dość szybko jestem w stanie odbudowywać formę. Jednak na bieganie na przyzwoitym poziomie na ulicy czy w górach będę musiał poczekać do jesieni, głównie za sprawą kostki, która jest strasznie słaba i nadal obrzęknięta. Sprawia mi jeszcze dyskomfort przy bieganiu na zewnątrz. Mój obecny poziom na 10km szacuję w tej chwili na nędzne 36min, dobrze, że po schodach biegam już swobodnie :)

Jaki czas trwania wysiłku najbardziej Ci w biegach po schodach odpowiada?

Ciężko mi jest odpowiedzieć na to pytanie, gdyż o ile w krótkich biegach brałem już udział, to z kolei najdłuższy mój wyścig na schodach trwał niecałe 6 minut. W zasadzie najdłuższe zawody miałem w Wiedniu, gdzie wbiegałem 11:36min, ale była to suma trzech wbiegnięć na 40 piętrowy biurowiec w odstępach około 30minutowych. Niemniej na podstawie dotychczasowych moich startów uważam, że najbardziej pasują mi biegi o długości od 2 do 4 min, na których to prędkość jest dość wysoka, trzeba się szybko orientować, optymalnie wykorzystywać barierki, nie ma miejsca na potknięcia. Wydaje mi się, że moim atutem jest zwinność i dobra koordynacja ruchowa.

Na dłuższych wyścigach, powyżej 5 min, prędkość spada. Im wyższy budynek, tym wspinaczka staje się wolniejsza, a przy 80 piętrach nawet najlepsi już nie biegną - jest to raczej szybki marsz co dwa stopnie. Przy takich wyścigach odpowiednie balansowanie ciałem, chwytanie poręczy w odpowiednich miejscach nie jest już takie ważne i liczy się po prostu siła nóg i wytrzymałość, dlatego też na najdłuższych wyścigach często do rywalizacji włączają się biegacze górscy.

Jeżeli chodzi o niskie budynki, do 2 min, to zdecydowanie nie jestem sprinterem i raczej nie mam szans np. z Tomasem Celko ze Słowacji, 2 miejsce w Warszawie, który jest wielokrotnym medalistą kraju na 400m przez płotki, życiówka coś około 52sek.

Podsumowując: preferuję zawody trwające 2-5min, ale na pewno spróbuję kiedyś swoich sił w Nowym Jorku lub Taipei - może się mylę:)


Piotr - trzeci z lewej, Thomas Dold - czwarty

To, że wszedłeś nagle tak szybko wysoko w rankingu chyba oznacza, że możesz ten ranking zdominować jeśli tylko zdrowie dopisze. Albo Ty jesteś bardzo dobry albo oni nie tacy mocni. O ile minut czy sekund wyprzedziłby Cię Thomas Dold w 4 minutowym wyścigu a ile 10-12 minutowym?

...na zawody przyjeżdżali polscy kadrowicze: Leszek Zblewski, Jan Zakrzewski, Rafał Wójcik, Piotr Rysiukiewicz, Wojciech Kałdowski i co tu dużo mówić: dostawali ostre bęcki :)
Zadebiutowałem na schodach rok temu w Warszawie tracąc do ówczesnego lidera Pucharu Świata Tomasa Celko zaledwie 3 sek. Również się zastanawiałem, co to za zawodnicy elity światowej przyjechali skoro mało brakowało, a bym ich ograł. Po kolejnych startach okazało się, że mam do tej dyscypliny jakieś predyspozycje. Mój drugi start w Berlinie rok temu o mało nie skończył się ograniem samego Dolda i to na jego podwórku, on trenuje w tym budynku - straciłem wówczas do niego 0,65 sek, tam były wyniki około 3:40min. Jednak kolejna próba w Mediolanie jesienią nie wypadła już tak pomyślenie. Byłem drugi i straciłem do niekwestionowanego mistrza aż 10sek, wyścig trwający ok 4min. Powodem takiego stanu rzeczy mogło być też moje przeziębienie, ale nie ma co się tłumaczyć.

W ubiegłym roku biegałem na poziomie 32:30min na 10km. Wydaje mi się, że z taka wydolnością plus treningi na schodach i mogłem już Niemca postraszyć. W tym roku miało być dużo lepiej z moją formą, gdyby nie fatalna kontuzja. Po cichu planowałem już wysokie pozycje na europejskiej arenie, a co za tym idzie wysokie miejsce w rankingu Pucharu Świata. Jednak wyprzedzenie Thomasa Dolda w klasyfikacji generalnej nie byłoby łatwym zadaniem, gdyż on startuje w największych zawodach na świecie gdzie można zdobyć, dzięki odpowiednim współczynnikom, znacznie więcej punktów.

Wracając do pytania, czy ja taki dobry, czy inni słabi. Na pewno nie ma na schodach takiej konkurencji jak na bieżni czy na ulicy, ale niezbite fakty coraz bardziej utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie każdy wyczynowy/zawodowy biegacz średni, długi czy górski zabłyśnie na schodach. Za czasów Łazarowicza i Złotych Schodów Poltegoru nieraz na zawody przyjeżdżali polscy kadrowicze: Leszek Zblewski, Jan Zakrzewski, Rafał Wójcik, Piotr Rysiukiewicz, Wojciech Kałdowski i co tu dużo mówić: dostawali ostre bęcki :) Na ostatnich Mistrzostwach Polski w Katowicach startował ukraiński 800-metrowiec Vitalij Marinicz z życiówką 1:48. Jak skończył? Stracił do mnie 22sek. na biegu trwającym zaledwie 2:40min. No i przykład z ostatnich dni. Ja myślałem, że Kamil Poczwardowski opędzi te zawody na Rondo 1. Pobiegł minutę słabiej od zwycięzcy.

O ile wyprzedzi mnie Dold na 4 minutowym wyścigu? To się okaże już w niedzielę, gdyż ponownie udaję się z Bartkiem Świątkowskim do stolicy Niemiec. Jestem realistą, w obecnej dyspozycji nie mam większych szans. Przegram. A ile stracę, ciężko oszacować: 5-10sek? Gdybym nie złamał nogi na początku marca i trenował bez przeszkód, liczyłbym na wygraną:(
Co do biegu na 400metrowy budynek, to naprawdę ciężko jest mi ocenić ile bym stracił.

Twój trening jest jakoś specyficznie nastawiony pod zawody trwające 3-4 minuty? Tak jak zawody na 1500m? Robisz pewnie jakieś rozbiegania - ale co poza tym? Na schodach czy na płaskim? Teraz masz problem z nogą ale jeśli jesteś zdrowy to jak dużo biegasz?

To jak wygląda mój trening na schodach wynika głównie z tego jakie mam do tego warunki w najbliższym otoczeniu. Mieszkam w dziesięciopiętrowym bloku (202 stopnie), w którym mam klatkę prawoskrętną. To na niej głównie biegam, gdyż jest najbliżej i najwygodniej. Wychodzę już przebrany na trening, wbiegam zazwyczaj 10 razy (43-45sek), w dół schodzę 2min. Cały trening trwa 26min, a wracam po nim cały mokry. Natomiast gdy zawody odbywają się na klatce lewoskrętnej staram się wykonać kilka treningów w bloku nieopodal, gdzie jest właśnie taka klatka.

W zasadzie każdy mój trening na schodach wygląda tak samo i jest jednym z mocniejszych akcentów w tygodniu. Nie różnicuję treningu na schodach, że jednego dnia robię szybkość (np. mniej powtórzeń a szybciej) a kolejnego wytrzymałość (wolniej ale więcej). Jak już biegam to 10x10 i tyle. No i ten trening zastępuje mi w zupełności siłę biegową w tygodniu. Rzadko kiedy robię podbiegi na zewnątrz. Oczywiście jak każdy biegacz wykonuje też inne jednostki głownie na świeżym powietrzu: ciągłe, interwały, zabawy biegowe, rytmy i czasami rozbiegania, ale maksymalnie 15km. Trening na schodach robię raz ewentualnie dwa razy w tygodniu, zależy czy zawody są w bliskim terminie czasowym. W tym roku w styczniu i lutym praktycznie wcale nie biegałem po schodach, był to dla mnie okres przygotowawczy pod sezonu, w którym wychodziło mi około 80km tygodniowo. Uważam, że aby być dobrym skyrunner'er trzeba również dobrze zasuwać na płaskich dystansach. Przynajmniej u mnie to się na pewno przekłada, im szybciej będę biegał na 5-10km, wówczas poprawię się i na schodach. Dold biega około 32min na dychę, a ostatnio do 35km prowadził koleżance maraton w tempie na 2:30.

Gdy nie startuję na schodach to zdarzają mi się zawody na dystansach od 1000m do 10km, dłuższych staram się obecnie unikać. Głównie ze względu na trening opierający się na mniejszej objętości i większych prędkościach pod te krótsze dystansy. Wydawać by się mogło, że preferując biegi 4 minutowe powinienem robić trening bardziej pd 1500m, ale po pierwsze bieganie na bieżni jest nudne, a po drugie za mało jest zawodów abym mógł się sprawdzać. Wolę więc trening pod 5km, z czego z powodzeniem mogę pobiec schody, góry, przełaje czy płaskie 10km.

Trenuję sam, nie prowadzę dzienniczka treningowego. Bazuję głownie na samopoczuciu, nie używam pulsometru, ani GPS. Jakiś ogólny zarys tygodnia treningowego mam w głowie, ale konkretnie co będę biegał i na jakich prędkościach danego dnia wymyślam na rozgrzewce. Wydaje mi się, że dobrze znam swój organizm i wiem kiedy muszę odpocząć, odpuścić jakiś trening, a kiedy mogę się zajechać:)

Wszystkie budynki są inne, jakie pasują Ci najbardziej a jakie najmniej? Znasz już większość biegowych budynków świata? Coś możesz o kilku z nich opowiedzieć (z punktu widzenia klatek schodowych :) ) Czy jeśli jest bieg ze startu wspólnego to jeśli są krótkie piętra to mała jest szansa wyprzedzić zawodnika który jest na podobnym poziomie? Wolisz typowe indywidualne czasówki czy ze startu wspólnego?

 Najbardziej pasują mi klatki małe, wąskie, prawoskrętne z 8-9 stopniami na półpiętro.
Racja, każde zawody odbywają się na innej klatce schodowej. Różnią się ilością stopni na półpiętrze (czasami nie ma wcale półpięter), schody skręcają w prawo lub w lewo. W Bielawie zawody odbywają się na schodach wachlarzowych. W Nowym Jorku i Frankfurcie na każdym piętrze trzeba pokonać około 5 metrów po płaskim, w Berlinie na 20 pietrze zmienia się klatkę schodową przebiegając przez 50 metrowy hotelowy korytarz. Większości biegowych budynków świata na pewno nie znam. Do tej pory startowałem w 10 miejscach, a co roku na świecie odbywa się około 200 imprez w towerrunningu. Sporo zwiedzania jeszcze przede mną.
Najbardziej pasują mi klatki małe, wąskie, prawoskrętne z 8-9 stopniami na półpiętro. Głównie dlatego, iż na takiej trenuję, a po drugie na takich schodach wszystko szybko się dzieje, trzeba wykorzystywać każdy fragment poręczy czy ściany. Ogólnie im trudniej, dużo nawrotów, zakrętów, nieregularności tym lepiej dla mnie. Z łatwością potrafię się tam  odnaleźć.

Wyprzedzanie na schodach jest bardzo utrudnione dlatego preferuję starty w formie czasówki. Masówka na krótkim biegu to trochę loteria. Często jak ustali się kolejność po starcie to zostaje taka już do mety. Różnice w prędkościach zawodników elity są bardzo niewielkie, a wyprzedzając trzeba włożyć dodatkowo więcej sił gdyż nikt nie ustąpi miejsca i trzeba obiegać na nawrotach. Nie da się wtedy ściągnąć ręką za wewnętrzną poręcz, trzeba zejść z optymalnej "ścieżki" i w manewr wyprzedzania włożyć sporo sił, co niekiedy może odbić się na końcówce biegu. Podczas startu indywidualnego nie ma takich problemów, czołówka startuje w równych odstępach czasowych i nie ma raczej możliwości dogonić poprzednika. Każdy biegnie swoim rytmem i tempem. Brak jest tylko bezpośredniej rywalizacji, ale jakoś mi to nie przeszkadza, nie mam problemu dać z siebie wszystko walcząc tylko z czasem.


Zostałeś zaproszony do Bogoty. Opowiedz trochę o samej Bogocie, o zawodach. To było bardzo wysoko i rozumiem że dlatego tak mocni byli tam Kolumbijczycy? I jak to się stało, że akurat tam? Czy to była dla Ciebie jakaś przygoda czy start jak każdy inny?

Tak w grudniu zeszłego roku byłem zaproszony jako zawodnik na finał Pucharu Świata do Bogoty. Mimo, iż w ówczesnym rankingu zajmowałem 4 miejsce, a miało jechać 3 najlepszych. Ze startu zrezygnował jednak lider Thomas Dold, który nauczony doświadczeniami z roku 2010 (nie ukończył biegu) wiedział, że nie ma szans rywalizować z tubylcami. A to dlatego, że stolica Kolumbii położona jest na wysokości 2600m.n.p.m., dodatkowo panuje tam wysoka wilgotności. Przy tak intensywnym wysiłku jakim jest bieganie po schodach bez porządnej aklimatyzacji niemal niemożliwe jest osiągniecie tam dobrego rezultatu. Po drugie są to naprawdę duże zawody (5000 startujących), z licznymi hojnymi sponsorami, wysokimi nagrodami (po samochodzie dla zwycięzców), transmisją live w telewizji. Co za tym idzie przyjeżdżają wyczynowi lub nawet zawodowi sportowcy z innych dyscyplin (kolarze, maratończycy), więc poziom jest bardzo wysoki. W zeszłym roku po raz kolejny zwyciężył kolumbijski maratończyk (życiówka chyba 2:12), a wśród kobiet zawodniczka trenująca na co dzień pod belki (PB 9:42). Ja na tym 48 piętrowym budynku straciłem do zwycięzcy aż minutę zajmując 13 miejsce. Meta dla zawodników elity była na samym szczycie, wbiegało się na sam dach.


Najwyższy budynek Bogoty to Torre Colpatria - tam odbywały się zawody

Pod względem startowym były to zawody jak każde inne. Ale jeśli spojrzeć na całą otoczkę to czułem się tam trochę dziwnie. Byłem traktowany jak zawodowy sportowiec. W dniu startu ludzie chcieli robić ze mną zdjęcia. Przed zawodami (przyleciałem 3 dni wcześniej) nie było dnia abym nie udzielał jakiegoś wywiadu do gazety lub telewizji. Kręciliśmy nawet materiał na klatce schodowej w strojach startowych: rozgrzewka i następnie kilka ujęć na schodach. Naprawdę czułem się nieswojo jedząc wieczorem kolację w hotelu i mogąc obejrzeć siebie w bogotańskiej telewizji podczas wieczornego wydania wiadomości. Przed startem wszyscy zawodnicy elity byli już zamknięci w strefie VIP, w której to odbyła się konferencja prasowa i dalsze udzielanie odpowiedzi na pytania dziennikarzy. Uczucia dotąd mi nie znane: ja uważający się za amatora, byłem traktowany jak gwiazda sportu. Niemniej nie czułem żadnej presji, ani jakiegoś specjalnego stresu. Traktowałem, cały ten wyjazd jako darmową wycieczkę, oczywiście z postanowieniem ostrej rywalizacji. (RELACJA PIOTRA Z BOGOTY)


Postęp Piotra w rankingu Towerrunning w roku 2011

Dlaczego towerrunning.com właśnie tam postanowił zorganizować finał? Pewnie dlatego, że to impreza z ogromnym budżetem i organizatorami skorymi do współpracy. Zapewne co sobie zażyczył Sebastian Wurster i Michael Reichetzeder, że zapraszamy tylu a tylu zawodników z Europy i USA, organizatorzy spełnili. W zamian mogli się szczycić, że ich zawody maja rangę Finału Towerrunning World Cup. Wszyscy są zadowoleni tylko nie zapraszani czołowi zawodnicy rankingu, gdyż ze względu na wysokość nie mają szans odegrać jakiejkolwiek roli w Bogocie. Ale wakacje w grudniu fajna sprawa:)

Dziękujemy za rozmowę i życzymy szybkiego powrotu do zdrowia.

Wyniki Piotra z 2011 roku

2 miejsce - Sky Run - Berlin (Master Race)
1 miejsce - Stiegenlauf im Business Park - Wiedeń
1 miejsce - Run Up - Praga (Master Race)
2 miejsce - Run Up - Olomouc
1 miejsce - Millennium Tower Run Up Extreme - Wiedeń
2 miejsce - Vertical Sprint - Mediolan (Master Race)
1 miejsce - Altus Cup - Katowice
4 miejsce - Warszawa - Bieg na Szczyt
13 miejsce - Bogota - World Cup Final