Top-Cross | bieg 9 | 7.09.2016

Dzisiejsza edycja odbyła się w ciepłą jesienną środę, atmosfera była przyjazna trochę chilloutowa. Lato wróciło na dobre. ;)

Na zawody przybiegłem z nastawieniem, że powalczę o zwycięstwo. Motywował mnie poprzedni wynik na tej trasie. Porozmawiałem chwilę ze znajomymi i ruszyliśmy na linię startu.

Chwila przemówień przedstartowych Tadeusza, po czym huk petardy i ruszyliśmy. :) Przez chwilę widziałem za swoimi plecami Roberta K., Maćka T. i Pawła Dz. lecz już w połowie pierwszego okrążenia przestałem ich słyszeć za sobą. Przy skręcie w ul. Balonową obejrzałem się, około 100m za mną dostrzegłem chyba koszulkę Maćka. Biegłem swoje, pierwszy km poleciałem w 3:28, oczywiście pilnując się bo Maciek to cicha woda. ;) Na drugim okrążeniu również przy skręcie w Balonową już nikogo nie widziałem – tempo 2km wypadło 3:30. Trochę mnie to zmartwiło, bo (a) chłopaki mają plan by dopaść mnie na ostatnim okrążeniu, (b) dziś nie mają dnia na ściganie. Wyszło chyba to drugie. W połowie trasy pomyślałem, że skoro mam sporą przewagę, to nie będę się zarzynał. Zresztą nie czułem się na tyle mocny by łamać ostatnią życiówkę. Wobec powyższego – nieco zwolniłem, kontrolując cały czas swoje plecy. :) 3km – 3:34, 4km – 3:34, 5km – 3:40. Biegło mi się całkiem przyjemnie, górki raczej nie robią już na mnie takiego wrażenia jak rok temu. Domyślam się, że jest to zasługa treningów na górkach, które staram się rzetelnie wykonywać znacznie częściej niż w poprzednim sezonie. 6km wypadł najwolniej – 3:42, tu już nie było ciśnienia. Postanowiłem jednak, że ostatnie 666m przyspieszę, żeby nie było, że się za bardzo obijam. ;) :P Meta, na ostatnim podbiegu przywitała mnie dobrym czasem 23:57 i oklaskami zgromadzonych znajomych. Dwa głębokie oddechy i mogłem chwilę z nimi porozmawiać. :) Drugi, na metę przybiegł Paweł Dzięgielewski, Trzeci Maciek Tomaszewski. Czwarty zameldował się Robert Kmieciak, z czego jestem bardzo zadowolony, bo taki był plan a Robert wykonał go świetnie. :D

Kiedy większość zawodników przybiegła, poszliśmy zrobić rozbieganie trasą zawodów w baaaardzo luźnym tempie. Truchtaniu towarzyszyły śmiechy-chichy, dyskusje biegowe, itp.

Miło było się spotkać i pogadać. Podczas takich momentów resetuję się i oczyszczam. :)

Pozdrawiam wszystkich Top-Cross Maniaków. :D

Zajęcze Górki Cross 11km

Na dzisiejszy trening umówiłem się z Krzyśkiem W. vel Buńkiem i Pawłem Dz. Wiadomo, w grupie biega się przyjemniej, tym bardziej że do zrobienia mieliśmy trudny trening w terenie mocno pofalowanym, tj 10-12km w zakresie 3:45-3:50 po Zajęczych Górkach przy ul. Bema. Na miejscu, po chwili rozmowy okazało się, że wdarło się drobne nieporozumienie odnoście prędkości z jaką mieliśmy pokonywać trasę, ale wszyscy wspólnie stwierdziliśmy, że spróbujemy.

Powyższe tempo normalnie nie robi na mnie większego wrażenia, ale od tropikalnego półmaratonu w Unisławiu minęły dwa dni, nie wiedziałem czy już się zregenerowałem odpowiednio i jak to wszystko pójdzie. Ustaliliśmy, że biegamy trasą Top-Crossu (50% nawierzchnia miękka mocno crossowa, 50% nawierzchnia asfaltowa, betonowa).
Ruszyliśmy truchtem spod Hali Sportowo-widowiskowej przy ul. Bema, w kierunku Zajęczych Górek jako rozgrzewkę, wykonaliśmy jedno okrążenie, chwilę porozciągaliśmy się i zamieniliśmy jeszcze kilka zdań odnośnie biegu właściwego. Ustaliliśmy, że spróbujemy początek zrobić wolniejszy i w miarę jak się nogi rozkręcą będziemy przyspieszać lub nie w zależności od samopoczucia.

Wystartowaliśmy z linii wyrysowanej patykiem na piasku (psychicznie to lepiej działa, przynajmniej na mnie). Pierwszy km wyszedł najszybszy 3:42/km, biegło mi się ciężko – chłopakom pewnie też, bo wspólnie stwierdziliśmy, że dobrze byłoby nieco zwolnić. Tak też uczyniliśmy. Drugi km wyszedł już bardziej w zakładanym tempie wyjściowym 3:49/km. Na początku trzeciej pętli chłopaki powiedzieli mi, że tempo jest dla nich za mocne i jeśli mam ochotę to żebym leciał dalej sam. Pomyślałem, że ok, co prawda teraz sam musiałem pilnować tempa. Kilka chwil później musiałem skoczyć na bok na przysłowiową „jedynkę”. Dobrze, że to jest trening, nie zawody, ale mimo wszystko bardzo wybija z tempa, tym bardziej kiedy jest to bieg ciągły w drugim zakresie intensywności i w dodatku po górkach. ;) Paweł z Krzysiem wyprzedzili mnie, teraz miałem przynajmniej odniesienie widząc ich przed sobą. To motywuje. :)

Na 5km spotkałem ich jak robili przerwę. Szybko powiedzieli mi o zmianie taktyki na trening, a ja poleciałem dalej. Tempo do tego miejsca szło w miarę równo, oddechowo także nie było źle, nogi dawały radę.

Na 8km znów musiałem wykonać szybki skok na „jedyneczkę” (kakao wypite przed wyjściem z domu nie było najlepszym pomysłem) i na niefart był to połowa podbiegu – bardzo mnie takie siusiu-pauzy irytują. :/ Trening przebiegał w porządku, co prawda czułem już w nogach zmęczenie, ale ostatnie 3km udało się pobiec dosyć dobrze 9km-3:47, 10km-3:46, 11km-3:47. Na tym skończyłem. Zastanawiałem się przez chwilę czy nie zrobić jeszcze jednego km, ale rozsądek wygrał.
Chwilę odpocząłem, uspokoiłem oddech. Zrobiłem 5′ truchtu i wykonałem jeszcze 3x przebieżki 300m/300m. Z chłopakami rozstawałem się przy Hali i potruchtałem do domu.

Myślę, że trening się udał. Nie byłem zmasakrowany, w nogach nie czułem zakwasów, nie były drewniane. Oczywiście, czułem że są zmęczone, w końcu trening był trudny a trasa do łatwych nie należy. Trochę mnie bolały przed snem, ale najprawdopodobniej to wina żylaków. Niestety w ciepłe dni odczuwam duży dyskomfort. Dlatego na noc założyłem opaski kompresyjne. Po takim wysiłku w nocy spało mi się nad wyraz dobrze. :)

Cały trening: WB1 2,95km + Cross 11km + WB1 5′ + Pr 3x 300/300m tr + WB1 1,4km

© 2017 Bieglog — PLATFORMA BIEGOWA

Do góry ↑