BS skończone. Na dziś zaplanowałem rytmy. Przestudiowałem Danielsa, przestudiowałem dystans swoich biegów tygodniowych i wyszło, że zrobię 7x400m.
Zawsze jeździłem autem na bieżnię, ale tym razem mnie olśniło. Sprawdziłem jaki dystans wyjdzie, jak tam pobiegnę. Mapa pokazała 4,5km. Czyli elegancko.

Trasa cały czas wzdłuż ulicy. Czyli super wdychanie spalin jako urozmaicenie. Zawsze bieganie po lesie, wygody, świeże powietrze, a tym razem nieco inaczej. Ale biegło się dobrze. Zatrzymałem się tylko raz, na 3 sekundy w drodze powrotnej, gdy włączałem światła na przejściu. A tak to przepuszczali mnie albo nic nie jechało. Do stadionu wyszło 4,2km. Od razu bieżnia, start i rura. Założone tempo 3:25.

Pierwsze 400m. wyszło mi zdecydowanie za szybko – 3:18. Trucht do wypoczynku. Po 300m już mógłbym biec, ale stwierdziłem, że będę robił 400m/400m. Drugi też wyszedł za szybko. Zresztą wszystkie wyszły za szybko. Ale takie bieganie to jest mój żywioł chyba. Szybko, krótko. Chwila przerwy i to samo. Całkiem łatwo to wszystko weszło. Po rytmach przebiegłem jeszcze kółko odpoczynkowe i wyszło łącznie 10km. Więc od razu powrót do domu. Lekko przedłużyłem trasę i wyszło łącznie 14,5km.

rytmy