Sobota 6.08.2016 XV Top-Cross Maraton

Ostatnie tygodnie zaniedbałem na blogu, zbyt mało czasu. Dlatego zmieniam formę wpisów na podsumowania niedzielne tygodnia. Mam nadzieję, że tym razem nie będzie tak dużych przerw. :)

W przeciągu mniej więcej ostatnich dwóch miesięcy moje przygotowania ukierunkowane były pod XV Top-Cross Maraton organizowanego przez Tadeusza Spychalskiem na trasie Top-Crossu. Wydarzenie to jest mocno zakorzenione w moim kalendarzu biegowym, ma dla mnie bardzo dużą wartość. Bieg ten jest wyjątkowy, różni się od większości maratonów i daje spore wyzwanie z jakim trzeba się zmierzyć, m.in 32 okrążenia po zróżnicowanej nawierzchni od typowo crossowej po twardą bitumiczną-asfaltową w proporcji pół na pół, 33 crossowe podbiegi i 32 zbiegi oraz wiele mniejszych hopek po drodze co przekłada się na ciągłą zmianę tempa biegu, wąskie ścieżki, które powodują szybką reakcję przy wyprzedzaniu innych uczestników, pętla wynosi około 1300m + dobieg nieco ponad 400m. To wszystko sprawia, że jest to trudny bieg zarówno psychicznie jak i fizycznie. Po 35km górki wcale nie wydają się być takiej wysokości jak zaraz po starcie, a zbiegi już nie są tak szybkie. To są właśnie uroki Top-Cross Maratonu. Wydarzenie to ma niepowtarzalny, cudowny koleżeński i kameralny charakter, nie sposób go znaleźć gdzie indziej. Piknik na trawie przy mecie, banany, arbuzy, pomarańcze, pączki, ciastka, ciasto w kilku odmianach, drożdżówki, woda, własnoręcznie przygotowane napoje i izotoniki z których można korzystać w dowolnym momencie co okrążenie – 32 razy. :)
Klimat i koleżeńskość sprawia, że mimo szybkiego tempa zawsze z kimś się zamieni kilka słów, wesprze, doda otuchy i motywacji.

Wracając do moich przygotowań.

Czerwiec
Od początku czerwca zacząłem zwiększać kilometraż, tygodnie zamykałem średnio ponad 80-85km, miesiąc zakończyłem na poziomie 352km. Nie jest to dużo, ale zważywszy na wcześniejszy okres ukierunkowany na szybkość – maj 256km, przeskok na wyższy kilometraż mógłby szybko skończyć się kontuzją.

Lipiec
W lipcu zwiększyłem tydzień 100-110km by zamknąć go wynikiem 460km. Lipiec był bardzo wartościowy treningowo. Nie miałem w nim żadnych startów więc mogłem skoncentrować się na dobrym treningu. Każdy tydzień składał się z dwóch mocnych biegów: pierwszy to bieg ciągły w 2 zakresie po górkach, drugi to trening interwałowy w różnych konfiguracjach, np 8x2km(3:35)/p.3min lub 2x(3km(3:40)+2km(3:35)+1km(3:30)/p.3min między seriami p.5min. Koniec tygodnia zawsze stanowiło długie wybieganie od 90-120min przeważnie z końcówką w szybszym tempie. Biegi pomiędzy to krótkie wybiegania z kilkoma przebieżkami lub wykonywaniem ćwiczeń siłowych, stabilizujących i ogólnorozwojowych oraz porządne rozciąganie. W ostatnim tygodniu lipca czułem spore zmęczenie. Na szczęście w pierwszy tydzień sierpnia i jednocześnie ostatni tydzień przed maratonem był stosunkowo luźny.

Sierpień
Ostatni tydzień do maratonu to łapanie świeżości. W tym tygodniu miały być tylko dwa akcenty: 1) przebieżki 8x400m(1:14)/p.400m – ten trening mi nie wyszedł, był zdecydowanie za szybki, ale moje samopoczucie po nim było super, 2) dzień przed startem 12x200m/p.200m – ale z tego treningu zrezygnowałem i zrobiłem dzień odpoczynku więcej. Tydzień łącznie z TC Maratonem zakończyłem 80km.

Sobota – wielki dzień – START – cel: złamać 3 godziny

W piątek wieczorem przygotowałem sobie ściągawkę/opaskę na rękę z tempem i kolejnymi kilometrami.

Po starcie szybko okazało się, że tempo mam za szybkie, ale nie mogłem zwolnić mimo kilku prób. Więc postanowiłem biec początek w miarę równo, aż dojdę do właściwego tempa na ściągawce i dalej będę kontynuował bieg już wg planu. Obawiałem się też, że może mnie postawić przez zbyt szybki początek, w końcu górki nie robią się bardziej płaskie, a maraton to nie Matrix.

c_DSC_0874 foto: Tomek Pokorniecki (Maratony Polskie)

Do 31km biegło mi się świetnie, tempo średnie 4:05. Od tego momentu zacząłem nieco zwalniać, czułem to, co potwierdził zegarek. Kolejne kilometry szły kolejno 4:13, 4:14, 4:16, 4:16, 4:16. Byłem trochę zły, ale ni było jeszcze tragedii.

13909313_10210207943745655_730686973680964229_o foto: Janek Chmielewski

Na 37km musiałem się zatrzymać by wyjąć ostatni żel, napić się wody – sporo mnie to kosztowało czasu 5:08, ale ruszyłem dalej. Mówiłem sobie, że to końcówka, że nie mogę się więcej zatrzymać. Kolejne kilometry 38km-4:22, 39km-4:14, 40km-4:10, 41km-4:19 cieszyłem się, że to ostatnie okrążenie, zegarek pokazywał mi dystans dłuższy o 800m więc myślałem, że niebawem będzie meta i koniec, ale im bliżej byłem końca pętli tym bardziej uświadamiałem sobie, że coś jest nie tak, że… czeka mnie jeszcze jedna pętla, w czym utwierdził mnie Krzysiu Bartkiewicz kiedy krzyknąłem, czy jeszcze jedno mam pobiec? Bardzo chciałem już skończyć. Niby to tylko 1300m, ale bardzo mi się dłużyło, 42km-4:50.

13925484_10210207977026487_6855116985361649992_o foto: Janek Chmielewski

Po wbiegnięciu na metę byłem zmęczony i przeszczęśliwy, że skończyłem, że będę mógł nareszcie odpocząć, że… złamałem 3h meldując się z czasem 2:58:40. Euforia szybko odepchnęła zmęczenie. Były gratulacje, uściski dłoni i takie tam. ;) Nawet fakt, że wygrałem maraton, :) nie dał mi tyle radości co wynik na mecie. :D

c_DSC_1032 foto: Tomek Pokorniecki (Maratony Polskie) – z cyklu Jestem Zwycięzcą! :D

Był to dla mnie bardzo ważny dzień, osobisty sukces, o który starałem się dwa poprzednie lata, nareszcie się udało. :D

Foto_J.Chmielewski@DSC06264 foto: Janek Chmielewski

13909095_10210207992226867_2483596454440197787_o foto: Janek Chmielewski

Dziękuję wszystkim za doping i wsparcie podczas biegu oraz super fotki Janka Chmielewskiego, Tomka Pokornieckiego (Maratony Polskie), Asi Markiewicz.
Dziękuję także Tadkowi za jak zawsze świetną organizację i pyszności. :)

Reszta dnia minęła bardzo przyjemnie, na fali euforii i odpoczynku, nie czułem się zakwaszony, co najwyżej pojawiły się sztywności w mięśniach dwugłowych i więzadłach.